Jakiś bieda-(nomen omen)-portal zatytułował swoją sensacyjną publikację „Polacy na emigracji klepią biedę. Skończyło się eldorado, na Wyspach zarabia się gorzej niż w kraju” i tym samym przebił się na pierwsze miejsce najgłupszych tekstów, jakie przeczytałem w tym roku.

Główna teza tekstu, napisanego dość wyraźnie ku pokrzepieniu serc krajowców, brzmi:

„Polacy wyjeżdżający na zarobek za granicę nie mają co liczyć na duże pieniądze. Według wyliczeń Narodowego Banku Polskiego mediana zagranicznych pensji Polaków zbliżona jest do 6 tys. zł na rękę w czterech badanych krajach: Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii i Norwegii”.

Autorka zaraz jednak uspokaja tych, którzy chcieliby dopytać o tę nędzę za sześć tysięcy do łapy: „6 tys. zarobione w Wielkiej Brytanii jest równe zarobkom w Polsce na poziomie 2,77 tys. zł”. No to faktycznie, bida z nędzą… W podtekście zaś dowodem na nagłe zbiednienie naszych zagranicą – miałoby być zmniejszenie transferów gotówki przesyłanych przez nich do kraju, które to kwoty od lat trzymają resztki polskiej gospodarki lepiej od rządowych obietnic i niemieckich montowni. Jak wiele zestawień, to też ociera się zatem o prawdę, sęk w tym, że jest kolejną próbą ślepca opisania słonia przez łapanie za trąbę.

Artykuł ignoruje bowiem zjawisko znane od kilku lat – i długofalowo bodaj najważniejsze także dla polskiej gospodarki. Oto w skutek gwałtownego dorównania polskich cen i kosztów życia do poziomu europejskiego – już jakiś czas temu emigracja zarobkowa Polaków zmieniła swoje cele. Nie wyjeżdża się, żeby odłożyć i wrócić – tylko żeby ZOSTAĆ na zachodnich rynkach pracy. Co jest zresztą zgodne również z interesem tworzących tam zatrudnienie – imigrantom stworzono nawet zachęty do trwałego pozostania w systemie (oczywiście – przede wszystkim emerytalnym) brytyjskim, holenderskim i niemieckim, przede wszystkim w postaci nieistniejących w Polsce realnych programów mieszkaniowych. To oczywiste więc, że mniej pieniądza dociera do Polski z emigracji – bo to z nią Polacy wiążą swoją przyszłość (mimo faktycznie zauważalnej, ale wciąż mniejszościowej fali powrotów).

Czy zaś naprawdę Polacy na Zachodzie „klepią biedę”? Wobec zrównania cen – porównywać można więc i należy siłę nabywczą godziny pracy. W UK minimalna legalna płaca wynosi £8.21 za godzinę i jest egzekwowalna bez żadnych cudów w rodzaju 7/11 etatu czy dopłacania pod stołem. Taką kwotę zarabia jednak tylko pracownik niewykwalifikowany, początkujący, to znaczy kelnerka czy sprzątaczka świeżo po przyjeździe na Wyspy. Ona faktycznie na pełnym etacie (ok. 40 godzin tygodniowo) – zarobi te £1,300 miesięcznie, czyli ok. 6.300 zł netto.

PYTANIE: czy sprzątaczka i kelnerka w Polsce zarabiają 6.300 złotych na rękę?

Awansując, zdobywając kwalifikacje, wykształcenie, a nawet po prostu znając język – Polacy zarabiają odpowiednio więcej, korzystając przy tym z wygód państw dobrobytu: programów społecznych dla dzieci, wspomnianych programów mieszkaniowych, głupich urlopów i zupełnie oczywistych wyjazdów zagranicznych dwa razy w roku itd. – słowem wszystkiego, co w Polsce wciąż nie jest naturalną oczywistością.

Twierdzenie, że w Polsce jest już powszechnie “tak samo albo i lepi” niż na Zachodzie – to jakiś fantasmagoryczny odlot propagandowy!

Dalej, mówiąc o kosztach życia – bezczelnie wygodną sztuczką jest zestawianie przy takich okazjach polskiego grajdołka z europejskimi stolicami. To prawda, taki Londyn jest WYJĄTKOWO drogim miastem. Ale przeciętnie na Wyspach wynajęcie 3-pokojowego mieszkania za ok £450 (trzecią część najniższych zarobków), czyli 2.100 zł jest normalne i łatwe, podobnie jak skorzystanie z któregoś z programów mieszkaniowych (Help to Buy ISA, Low-cost Initiative for First Time Buyers – LIFT) i spłacanie Z PENSJI SPRZĄTACZKI kredytu mieszkaniowego w tej samej kwocie. Kto sprzątacze da taki kredyt w Polsce?!

Środki transportu? Przepraszam, ktoś ma czelność krytykować je pisząc z kraju absurdalnie drogich, absurdalnie starych samochodów o niewiarygodnie długim przebiegu? Zwłaszcza w porównaniu z łatwo dostępnymi i tanimi autami w UK, z holenderskimi elektrykami i niemiecką masą… Z kraju, który zlikwidował transport publiczny i upiera się, że tak jest fajniej niż mieć prawdziwe metro?

Jasne, Wielka Brytania to również kraj regresu kolei i międzymiastowych autobusów – ale to dlatego, że je bezmyślnie i szkodliwie sprywatyzowano, acz i tak działają lepiej niż w Polsce. To samo dotyczy również idiotycznie sprywatyzowanej Royal Mail. Jeśli cokolwiek bowiem pozostaje pouczające dla Polaków – to by nie słuchać liberałów, powstrzymać prywatyzację sektora publicznego i zapewnić sobie dzięki temu jego funkcjonowanie na zadowalającym poziomie.

Koronnym argumentem w takich dyskusjach pozostaje jednak zawsze detal – czyjś szwagier kuzyna znajomego, słowem bliska rodzina, w dodatku rodowity Anglik/Szkot, który wolał jechać do Polski – przeważnie do dentysty i innego lekarza. I szczęść mu Boże! Jechanie do dentysty do Polski? Przecież nie ma sensu, chyba, że ktoś sobie zęby wstawia. Dobry lekarz rodzinny i ubezpieczenie załatwiają sprawę badań. Czy niektórzy specjaliści są Polsce lepsi? No pewnie, na przykład okuliści. I na tym to polega, że pracujących w UK Polaków stać, żeby sobie do nich polecieć.

To jednak też dowód, że praca nawet tak wysoko specjalistyczna – jak lekarzy stomatologów i lekarzy, jest wciąż w Polsce tańsza. O wiele tańsza niż na Zachodzie. A to pozostaje NAJWIĘKSZYM PROBLEMEM naszej gospodarki, której nie zagada żadne opowiadanie o „klepaniu biedy”.

Dopiero po 30 latach udało nam się uzyskać poziom bezrobocia mniej więcej z roku 1990 (czyli około 5,6 proc.) – także i przede wszystkim dzięki emigracji. Nic to jednak nie da, jeśli momentu tego nie wykorzystamy wreszcie do podniesienia roszczeń – tak roszczeń, żądań! – płacowych. Wieczne „konkurowanie tanią pracą” oznacza trwałe zakopanie się w pułapce średniego wzrostu, w której osłodą będzie właśnie branie zarobków brytyjskiej sprzątaczki i polskiego specjalisty i upieranie się, że w sumie jest byczo, bo to podobne kwoty!

Weźmy bowiem kwestię względności zarobków, czyli osławionej zachodniej drożyzny. Czy naprawdę “6 tys. zarobione w Wielkiej Brytanii jest równe zarobkom w Polsce na poziomie 2,77 tys. zł”? W rzeczywistości różnice w cenach w sklepach dotyczą dokładnie dwóch rodzajów produktów: alkoholu i papierosów. Reszta kosztuje tyle samo bądź jest tańsza niż w Polsce (np. towary dla dzieci, pieluchy, butelki, karmy dla niemowląt itp.). Wyraźnie tańsze są natomiast w UK samochody (litr benzyny po ok. 5.85 zł), natomiast droższe (acz BARDZIEJ DOSTĘPNE – patrz wyżej) mieszkania. Obecnie jednak – jak można zaobserwować – ceny nieruchomości w Polsce zwyżkują, a w UK po kilku latach spadku – ustabilizowały się.

Jakim więc cudem wyliczono, że te mizerne £1,300 – to polskie 2.700? Samymi fajkami i gorzałą?

Prawdą jest natomiast, że Polacy zawsze chcieli, chcą i będą chcieli żyć jak na Zachodzie – a nawet uwierzyć, że już tak mają. To naprawdę przypomina lata 70-te, kiedy szczerze kochano władzę wmawiającą nam, że już jest tak samo. Dzięki pieniądzom z emigracji przez chwilę uwierzyliśmy też, że będzie tak na naszej „Zielonej Wyspie” i znowu mamy nawrót wiary w jeszcze cieplejszą wodę w kranach. Nabierają się na to nawet ci, którzy wyjeżdżając nigdy naprawdę nie opuścili Polski, źle czuli się zagranicą i teraz faktycznie wracają, to nie jest tylko telewizyjna propaganda.

W niesłusznie minionym ustroju powszechnie śmiano się z ówczesnej władzy, wysyłającej śpiwory dla nowojorskich bezdomnych, by podkreślić, że w Polsce Ludowej nikt nie może pozostawać bez dachu nad głową i pracy. Również i dziś możemy oczywiście pocieszać się, że hoho, nasz dyrektor i zachodnia sprzątaczka to to samo, a w ogóle to wracajcie do Polski, bo już jest fajnie. Sęk jednak w tym, że wszyscy wracający nie zostaną dobrze płatnymi administratorami sieci komputerowych, że cena mieszkania w Warszawie równa się już cenie apartamentu w Londynie, a nie towarzyszy temu ani żadna racjonalna polityka przemysłowa i społeczna, ani żadne trwałe symptomy wzrostu.

Cały czas jako państwo jesteśmy sto lat za murzynami i dajemy się nabierać, że to już teraz, bo nam banany na chwilę rzucili.

Jak sądzisz?

[democracy id=”43″]

Czytaj o emigracji:

Dylemat przedsiębiorcy: emigracja biznesowa?

Polscy przedsiębiorcy często powtarzają, że w Polsce są “dramatycznie złe warunki” do działalności gospodarczej. Czasami decydują się więc na przeniesienie działalności do Anglii, przekonując, że zadecydowały „ogromne ułatwienia podatkowe” i „znacznie niższe koszty prowadzenia firmy w Anglii ”. I mają rację. Proste porównanie kosztów prowadzenia firmy w Anglii i Polsce wskazuje, że są one znacznie […]

Read more

Ile przyślą Polacy, tyle wyślą Ukraińcy

Polska emigracja zarobkowa przysyła coraz mniej pieniędzy do Ojczyzny. Od kwietnia do czerwca ubiegłego roku było to 4,2 miliarda złotych i jest to o 0,2 miliarda mniej niż rok wcześniej – poinformował Narodowy Bank Polski. W przekazach do kraju dominują przelewy od emigrantów, pozostających na długi okres poza granicami kraju i stanowią one 2,6 mld […]

Read more

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.5 / 5. ilość głosów 10

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

13 KOMENTARZE

  1. Znakomity artykul i przede wszystkim zgodny z prawda. Mieszkam w UK od 10 lat i to wszystko prawda. Tu jestem dumny z tego ze jestem uczciwy i ze kraj nagradza moja uczciwosc. Nie trzeba sie prosic o kawalek godnosci za grosze. Godnosc jest tu oczywistoscia i punktem wyjscia. Autor trafnie porusza kwestie ‘najnizszego’ zawodu sprzataczki, ktory cechuje sie oczywiscie wyzszym standardem zycia niz w Polsce. Dodalbym, ze w sektorze prywatnym zarobki sa o wiele wyzsze np. w dolbej granicy £12/h. Sektor prywatnych uslug w UK to dopiero Eldorado.

  2. znalazłem:
    „Jeśli wziąć ceny pod uwagę, to 6 tys. zł na emigracji równe jest wartością zarobkom w Polsce na poziomie 2,77 tys. zł w przypadku zestawienia z kosztami życia w Wielkiej Brytanii, 2,84 tys. zł w Holandii i 3,13 tys. zł w Niemczech. Realnie (uwzględniając ceny) polscy emigranci na Wyspach i w Holandii już właściwie zarabiają mniej, niż Polacy u siebie w kraju”.

    Ten bida-portal to o money.pl czy kresy.pl?

    • “Ten bida-portal to o money.pl czy kresy.pl?”

      Najpierw wpadło mi w oczy jeszcze gdzie indziej, ale faktycznie – bzdura się rozlewa.

  3. Mieszkam w Edynburgu od ponad 6 lat i za dokładnie 6 dni wracam na stałe do Polski. Czy życie na emigracji jest takie cudowne i usłane różami? Wg mnie nie. Dodam od razu że mój angielski jest na bardzo dobrym poziomie, mimo to ciężko o dobrze płatną pracę. Nie jestem specjalistą w żadnej dziedzinie, pracuję a w zasadzie pracowałem w hurtowni i tak na prawdę jeśli chodzi o zarobki to jest kiepsko. Z opowieści mojego szwagra wiem że jeszcze kilka lat temu faktycznie było duużo lepiej, teraz gospodarka brytyjska przestała się rozwijać a wg mnie i nie tylko mnie po brexicie nastąpi recesja i ceny towarów wzrosną, chociaż brexit nie jest powodem mojego powrotu. Wyjeżdżając z Polski zarabiałem ok. 1300zł/mies teraz wracając mam już pracę w kraju w tej samej firmie w której pracowałem poprzednio i na start zaproponowali mi 2500/mies i mówię o zarobkach netto.
    W tekście autor wspomina ceny wynajęcia mieszkania i twierdzi że można wynająć mieszkanie za 450f. W Edynburgu za tą cenę można znaleźć pokój, za mieszkanie trzeba zapłacić conajmniej 700-800f + rachunki więc jedna pensja miesięczna już znika. Za drugą trzeba żyć (żyje tu z dziewczyną+ dwoje dzieci). Tak na prawdę ciężko jest cokolwiek odłożyć. W Polsce, myślę że z powodu braku ludzi do pracy oraz coraz lepszego socjalu pensje rosną i tak na prawdę nikt (patrząc ma moich znajomych mieszkających w PL) nie pracuje za minimum. Myślę więc że trochę prawdy jest we wspomnianym tekście, chociaż jak to zwykle bywa, prawda kryje się gdzieś po środku. Edynburg podobnie jak Londyn jest drogi i już w takim Glasgow jest dużo taniej żyć. Ale jeśli mogę żyć godnie w swoim kraju, blisko rodziny to nie mam wątpliwości jakiego wyboru dokonać.
    Pozdrawiam