Futbol: sport i magia

0
107

Obawy o Mundial w podzielonym i trapionym wojnami – z tą na wschód od nas na czele – świecie okazują się zapewne przesadne. Poprzednie, katarskie mistrzostwa odbywały się pod koniec 2022 r. a więc już po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji przeciw Ukrainie – a jednak zwyciężyło wtedy piękno futbolu. Przyczyniły się do tego zarówno wizjonersko grające dwie najlepsze drużyny: Argentyna i Francja, jak reprezentacja Maroka, która jako pierwsza drużyna z Afryki wywalczyła miejsce w czwórce najlepszych.  

W Ameryce Pn. podobnych zaskoczeń może być więcej, skoro po raz pierwszy w finałach Piłkarskich Mistrzostw Świata znalazło się 48 drużyn. Jeszcze w Hiszpanii, a żadna to prehistoria, bo w roku 1982 r. kiedy pomimo stanu wojennego Polska zajęła trzecie miejsce – wszystkich zespołów było dwa razy mniej, niż teraz ich zagra za wielką wodą. Potem przez lata – 32. Wcześniej od pierwszych mistrzostw z 1930 r. w Urugwaju aż do Mundialu w Argentynie w 1978 r.  – zaledwie kilkanaście (na debiutanckim turnieju 13, bo trzy europejskie zespoły zrezygnowały z powodu kosztów podróży, potem zaś po 16). 

Jak piłka nożna zdobywa kolejne przyczółki

Udział w stawce finalistów Wysp Zielonego Przylądka, Jordanii czy Uzbekistanu – pokazuje, że futbol zdobywa sobie w świecie kolejne przyczółki. I potrafią w piłkę nożną grać obywatele nie tylko krajów zamożnych i stabilnych (nie jest takim Haiti, a na turniej awans zdobyło), z liczną ludnością (Curacao ma jej mniej, bo 158 tys  niż większość naszych miast wojewódzkich). O sukcesach w piłce nożnej nie decyduje też zamożność skoro wśród finalistów znalazły się wprawdzie Szwajcaria i Katar, Austria i Arabia Saudyjska, Japonia i Korea Pd. ale również nie zaliczane do zamożnych Senegal czy Wybrzeże Kości Słoniowej, już pewne mundialowego startu, o który Włochy czy Dania muszą jeszcze walczyć w barażach i nie jest wcale przesądzone, że na wielki turniej pojadą.

W Katarze (2022 r.) kosztem zasobnych gospodarzy mistrzostw z grupy wyszedł o wiele skromniejszy Senegal, a wspomniani już Marokańczycy najpierw odesłali do domu bogatą Belgię a potem już w fazie pucharowej Hiszpanię. Potem w czwórce najlepszych reprezentanci Maroka znaleźli się jako pierwszy w historii kraj afrykański. I zaliczający się zdecydowanie do Trzeciego Świata. Co stanowiło kolejny dowód, że talenty nie dzielą się wedle zamożności.

Nieprzerwaną w latach 1930-98 hegemonię dwóch kontynentów – Europy i Ameryki Pd. co niekoniecznie wiązało się z zamożnością (trudno do Krezusów zaliczyć wielokrotnych mistrzów świata Brazylijczyków, ale też niektórych medalistów ze starego kontynentu: Czechosłowację z 1962 r, Portugalię z 1966 r, nas Polaków z 1974 i 1982 r. czy czwartych w 1994 r. Bułgarów) – nie tyle przerwał, co nadwątlił turniej w Korei Południowej i Japonii w 2002 r, kiedy wprawdzie o złoto zagrały Brazylia i Niemcy, ale już o brąz – Turcja i Korea Pd. Wtedy jednak euforii taki objaw upowszechnienia piłki wcale nie wzbudził, bo wyniki łączono powszechnie wówczas z pomyłkami sędziowskimi. Jeśli nie gorzej, ze względu na presję organizatorów turnieju, przekładającą się na niezbyt sportowe metody.               

Jeszcze w 1982 r. w Hiszpanii zdarzyło się odwrotnie: to nie nowi nieuczciwie szturmowali futbolowy Olimp, tylko potentaci paskudnie bronili swojej pozycji. W pierwszym meczu jednej z grup debiutująca na Mundialu Algieria pokonała Niemcy. Za to w ostatnim Niemcy pokonali Austriaków, co dało awans do kolejnej rundy obu tym zespołom, kosztem Algierczyków. Stwierdzić, że wynik ten wzbudził poważne wątpliwości – to nic nie powiedzieć. 

Jeśli jednak ograniczyć się do czystego sportu, to o narastającej sile drużyn z Trzeciego Świata przekonała się również w Hiszpanii chociaż mniej drastycznie reprezentacja Polski. Proces zaznaczał się zresztą z turnieju na turniej. Oto w 1974 r. w RFN Polska pokonała Haiti 7:0, a w innej grupie Jugosławia jeszcze wyżej Zair (tak brzmiała nazwa Konga za dyktatury Mobutu Sese Seko) 9:0. Za to już w Argentynie (1978 r.)  zespół Jacka Gmocha męczył się z debiutującą na Mundialu Tunezją, chociaż i tak wygrał z nią 1:0, a Niemcy z tym arabskim krajem tylko zremisowali. Dużo cięższą przeprawę zgotowali w 1982 r. ekipie Antoniego Piechniczka Kameruńczycy, też w swoim mundialowym debiucie: skończyło się na 0:0, wyniku podobnym jaki wcześniej Polacy osiągnęli z Włochami, którzy później wywalczyli mistrzostwo świata.    

Jeżeli możliwość sensacyjnych rozstrzygnięć uznać za walor futbolu – bo choćby w hokeju na lodzie takie wyniki jak wygrana Polski z ZSRR 6:4 na mistrzowskim turnieju w Katowicach w 1976 r. zdarzają się tylko  sporadycznie, a piłka nożna, ze względu na swoją powszechną dostępność im sprzyja – aktualne pozostaje pytanie, po której stronie niespodzianki, jeśli tak można napisać tym razem się znajdziemy. 

Inni rozlosowani poza kilkoma są już pewni awansu, o który my dopiero musimy w barażach walczyć. Porażka z Albanią w pierwszym z nich wydaje się niezmiernie trudna do wyobrażenia. W kolejnym meczu zmierzymy się ze zwycięzcą rywalizacji Ukrainy i Szwecji. Tu już trudniej cokolwiek z góry zakładać. Z obydwoma ekipami jednak radziliśmy sobie ostatnio na turniejach mistrzowskich lub w walce o wstęp na nie: to właśnie kosztem Szwedów pojechaliśmy trzy lata temu do Kataru, zaś Ukraińców ograła na Euro przed niespełna dekadą drużyna Adama Nawałki. Nieważne, kogo zawczasu uzna się za faworyta. Liczy się tylko, abyśmy na ten Mundial pojechali. Wcale nie z tego powodu, że stanie się on wtedy dla Polski jubileuszowym, dziesiątym już udziałem w finałach. Wyjątkowym z powodu rekordowej liczby uczestników. Co rodzi oczywiste reperkusje: kto w Ameryce Pn. nie zagra, może na długo wypaść z piłkarskiej czołówki.          

Infantino i Trump, czyli liczą się też ci, co nie wybiegną na boisko 

Nadzieja, że znów zwycięży piłka nożna, nie wydaje się wcale iluzoryczna. Pomimo kontrowersyjnych zachowań prezydenta USA Donalda Trumpa oraz jeszcze gorszych, bo znamionujących lizusostwo wobec niego decyzji liderów międzynarodowej federacji piłkarskiej (FIFA) o przyznaniu mu nagrody pokojowej całkiem nie pasującej do powagi przedsięwzięcia – da się zauważyć, że los sprzyja organizatorom Mundialu 2026. Do finałów nie zakwalifikowały się Wenezuela ani Izrael, co zwiastowałoby pozapiłkarskie kłopoty.    

Zasadnie krytykując FIFA za schlebianie możnym tego świata (nagrodę przyznała po raz pierwszy i… od razu Trumpowi), warto jednak pochwalić jej kierownictwo za szybkie uporanie się z problemem Rosji po jej pełnoskalowej agresji przeciw Ukrainie a przed Mundialem w Katarze. Pod tym samym przywództwem co obecnie – Szwajcara Gianniego Infantino, światowa federacja wykluczyła od razu Rosję przeznaczoną wtedy jeszcze do gry w barażach. Inne międzynarodowe związki sportowe miały z tym kłopot. 

Również to zapowiada, że polityka nie powinna zdominować najbliższego Mundialu a tym bardziej mu zagrozić.

Ostatni wielki turniej wielu wielkich piłkarzy

Pozostanie więc to, co najważniejsze. Widowisko. Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk mają talent do organizacji wielkich imprez sportowych. Najbardziej chyba udana olimpiada w historii odbyła się w kanadyjskim Montrealu (1976 r), ta wcześniejsza o osiem lat w Meksyku pierwszy raz miała miejsce w kraju Trzeciego Świata. Mundial w USA w 1994 r. stał się z kolei symbolem podbijania przez piłkę nożną kolejnego wielkiego państwa – bo przecież aż do chwili rozpoczęcia tamtego historycznego turnieju w Stanach Zjednoczonych słowo futbol kojarzyło się większości z jego amerykańską odmianą, faktycznie innym sportem, kontaktowym, w który gra się w uniformach ochronnych.  Pozostał oczywiście popularny, dla wielu Amerykanów finał Super Bowl okazuje się nadal najważniejszym dniem w roku, o czym świadczy taryfikator reklam telewizyjnych, nawet akademickie Orange Bowl to też święto – ale “soccer” jak tam na naszą piłkę nożną mówią trwale zawojował Stany Zjednoczone, co nie udało się wcześniej, nawet kiedy wielki Pele kończył swoją imponującą karierę pod koniec lat 70. w drużynie nowojorskiego Cosmosu. The show must go on, można teraz tylko powiedzieć.   

O wyjątkowości sportowej już strony a nie tylko oprawy zbliżającego się Mundialu i jego nadzwyczajnej atrakcyjności przesądza też kwestia pokoleniowa. Dla wielu wybitnych piłkarzy – jak Argentyńczyk Lionel Messi (rocznik 1987) czy Portugalczyk Cristiano Ronaldo (urodzony w 1985 r.) te mistrzostwa okażą się ostatnim wielkim turniejem. Do tego grona, ze względu na format swego geniuszu a nie tylko datę urodzenia (1988 r.) zalicza się również nasz Robert Lewandowski. W odróżnieniu od podobnie wielkich graczy sprzed lat – jak Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Jan Tomaszewski czy Zbigniew Boniek – swoje możliwości demonstrował mniej w reprezentacji narodowej, bardziej w kolejnych drużynach klubowych. Dziwne, gdybyśmy pretendenta do Złotej Piłki i zwycięzcę Ligi Mistrzów zapamiętali w koszulce z białym orłem głównie ze powtarzanych jak w Katarze rzutów karnych, bo ktoś dostrzegając tak oczywistą dysproporcję mógłby “Lewemu” nawet krzywdząco brak zaangażowania jeśli nie patriotyzmu przypisać.  Również z tego powodu zdarzy się znakomicie, jeśli dane mu będzie na tym Mundialu wystąpić, bo może właśnie na finiszu kariery fatum zostanie przełamane. Ale futbol pozostaje jednak grą zespołową a nie indywidualną więc o tym, czy Lewandowski podobną szansę uzyska, rozstrzygnie postawa całej reprezentacji w meczach barażowych. Nam zaś pozostaje – tylko, czy raczej aż – szczerze temu kibicować.  

Sztuczna inteligencja (AI), indagowana przeze mnie, kto zostanie bohaterem Mundialu 2026 r. zastrzegła wprawdzie, że pytanie jest subiektywne (w “Rejsie” Marka Piwowskiego jak wiemy było tendencyjne), ale do końca jednak nie zgłupiała, bo nazwa przecież zobowiązuje. I wymieniła w kolejności: Francuza Kyliana Mbappe’go, Norwega Erlinga Haalanda, wspomnianego już Lionela Messiego z Argentyny oraz Lamine’a Yamala. Ten ostatni, Hiszpan pochodzenia marokańsko-gwinejskiego, co oddaje wielokulturowość nowej zmieniającej się Europy – przyszedł na świat w roku 2007, a więc pozostaje o dziewiętnaście lat młodszy od Roberta Lewandowskiego, którego AI wśród kandydatów na bohatera najbliższych Piłkarskich Mistrzostw Świata nie wymienia. Chyba, że inteligencja sztuczna zazdrości tej boiskowej, z której “Lewy” słynie.  

Jak rozumiem Lewandowski nie kwapi się oddawać swojej pozycji bez walki, ale jeśli ma ją na swoim ostatnim Mundialu obronić, musi tam wraz z drużyną awansować.

Wypada więc mieć nadzieję, że koledzy pomogą. Zresztą to nie sztuczna inteligencja zdecyduje jak ten Mundial się uda, nie tylko nam ale wszystkim innym. Podobnie nie rozstrzygnie o tym Gianni Infantino ani nawet Donald Trump, żaden z nich – o czym była już mowa – nie wybiegnie przecież na boisko. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here