Wybór Włodzimierza Czarzastego na marszałka Sejmu w głosowaniu trudnym ze względu na nikłą popularność osobistą kandydata, nielubianego nawet we własnym obozie i obciążenia jego biografii (członkostwo w PZPR, afera Lwa Rywina) – pokazał, że Koalicja 15 Października zachowuje realną większość w parlamencie. Siła głosów istnieje, gorzej z determinacją do rządzenia, a nie tylko administrowania. I ze wskazaniem realnych celów, jakie stawia sobie władza.
Nie zyskało też na wiarygodności Prawo i Sprawiedliwość, pokrzykiwaniem “precz z komuną” wypominające marszałkowi tuż przed wyborem aktywnie PRL-owską przeszłość, w sytuacji, kiedy to właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego wylansowała dawnego prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza najpierw na głównego promotora i wykonawcę pisowskiej reformy wymiaru sprawiedliwości praktycznie równoznacznej z upartyjnieniem, później na członka Trybunału Konstytucyjnego, w którym nadal zasiada.
Prawie jak crash test
Za Czarzastym głosowało 236 posłów, odmówili mu poparcia pojedynczy mandatariusze koalicji rządzącej: powodowani odruchem moralnym Agnieszka Buczyńska i Stanisław Ćwik, oboje z Polski 2050 oraz tłumaczący swój sprzeciw racjami pokoleniowymi Michał Kołodziejczak z Koalicji Obywatelskiej, co wolałby widzieć w fotelu marszałka młodszego polityka. Można to nazwać swego rodzaju crash testem, znaną z motoryzacji próbą zderzeniową.
W praktyce rezultat oznacza, że Koalicja 15 Października jest w stanie każde głosowanie wygrywać, skoro udało jej się przepchnąć wybór niesympatycznego, kontrowersyjnego i obciążonego nie pasującym do solidarnościowo-obywatelskiego etosu życiorysem lidera najmniejszej z czterech partii współrządzących.
Optymizm, że dalej pójdzie już z górki, nie znajduje jednak uzasadnienia. Obcy też pozostaje rządzącym, wśród których dominują nastroje minorowe.
Wprawdzie Czarzasty został właśnie marszałkiem, co podbuduje całą Nową Lewicę (po odejściu Razem Adriana Zandberga liczącą ledwie 21 posłów), a Władysława Kosiniaka-Kamysza w pięknym stylu dopiero co ponownie wybrano prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego, nawet Szymon Hołownia z Polski 2050 próbuje spaść na cztery łapy i przekonuje o ważności stanowiska komisarza Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. uchodźców o które się ubiega, zaś sam Donald Tusk, lider tak rządu jak Koalicji Obywatelskiej przytomnie i z refleksem reaguje na próbę wysadzenia przez dywersantów pociągu na linii lubelskiej – ale sondaże w większości wróżą zmianę władzy. Kiedy do kolejnego Sejmu nie wejdzie żaden z obecnych koalicjantów KO, jak z wielu badań opinii wynika, partia Tuska niezależnie od własnego rezultatu (bo na samodzielną większość szans nie ma) znajdzie się w opozycji.
Rządzić zaś będzie PiS z Konfederacją… lub nawet dwiema (tą Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz drugą Korony Polskiej Grzegorza Brauna). Tusk, przed poprzednimi wyborami za upiorną perspektywę arogancko uznający własny powrót do ław polskiego parlamentu (w rozmowie z Agatą Adamek) teraz staje w obliczu przyszłości, którą naprawdę tak właśnie się da określić: Sejmu głosującego nie jego kandydaturę na premiera lecz zdjęcie mu immunitetu. Za pretekst posłużyć może Amber Gold lub dowolna inna kombinacja środowisk liberalnych. PiS weźmie rewanż za własny strach, który dotknął przynajmniej prostoduszne partyjne doły, zanim rozliczenia nie okazały się burleską jak dowiodła ucieczka na Węgry najpierw Marcina Romanowskiego a później Zbigniewa Ziobry. .
Anty-PiS się wyczerpał, nowych celów nie widać
Jednak nie to wydaje się paraliżować kierowników i urzędników obecnej ekipy, bardziej brak wyznaczenia realnych, cząstkowych celów sprawowania władzy. Retoryka “anty-PIS” nie przemawia do młodszych roczników wyborców, słabo pamiętających pisowskie rządy wraz z ich aferami i nieprawościami. Rozbudowany socjal też nie pomoże, bo PiS porozdawał swojemu zapleczu co się dało, pustosząc przy okazji kasę państwa. I to Kaczyński uznany został za dobrodzieja tak emerytów z waloryzowanymi świadczeniami jak “800-plusów” a nie Tusk, chociaż ten drugi trzyma się zasady, że w sferze socjalnej “pacta sunt servanda”, pamiętając o cenie, jaką za poprzednich swoich rządów zapłacił za lekkomyślne podniesienie wieku emerytalnego.
Mecenas Jan Olszewski opowiadał, że gdy został premierem, urzędnicy nagabywani, dlaczego opieszale jego polecenia wykonują, odpowiadali zdumiewającym: nie wiedzieliśmy, że jest wola polityczna. Nie pracuje dobrze ten, kto nie jest przekonany, że jego szefom rzeczywiście na dobrej robocie zależy. W tym tkwi główny problem.
Albo Tusk to przełamie, albo będzie dalej jak jest. A to, jeśli użyć jego własnych słów, upiorna perspektywa.
Bez wampirycznej metaforyki da się ją też oddać znanym poradzieckim dowcipem.
Pytanie do Radia Erewań: Kiedy będzie lepiej?
Odpowiedź: – Już było.
Dokładnie tak.
Nawiązując do znanej wypowiedzi Tuska o Sławomirze Nitrasie, dobrze stałoby się, gdyby teraz po tej niepopularnej jednak personalnej decyzji o wyborze Czarzastego, premier skwitował sytuację słowami: Wciąż mamy większość i nie zawahamy się jej użyć.
Żeby jednak taki komunikat przemówił nie tylko do urzędników, chociaż ich postawa też pozostaje istotna, jak wykazywałem na przykładzie rządu mec. Olszewskiego – ale i do opinii publicznej, wymaga on uzupełnienia w miarę jasnym określeniem celów, nawet doraźnych czy cząstkowych. Do tego nie jest niezbędna większość do przełamywania prezydenckiego weta, której obecna koalicja i tak nie znajdzie. Takich aprobowanych społecznie zadań szukać można w sferze wzmocnienia bezpieczeństwa obywateli, szczególnie palącej po ostatnich nieprzyjaznych aktach w Polskę na naszym terytorium wymierzonych. Władza ma tu swoje oczywiste obowiązki ale i szansę przed sobą. Tusk nagadał się już sporo o “demokracji walczącej” w formacie krajowych rozgrywek, teraz – nawet jeśli patetycznie nieco to brzmi – stajemy się forpocztą czy szańcem europejskiej demokratycznej wspólnoty. Nie o PiS już chodzi, podobnie jak nawet nie o Ukrainę, tylko o nas samych. Władza ma o czym myśleć, a naszą rolą pozostaje skłonienie jej, by czynić tego nie przestawała. Szymon Hołownia, poprzednik Czarzastego na stanowisku marszałka, ma rację, gdy podnosząc do kamer smartfona pokazuje, że to jest narzędzie walki, która teraz się toczy. Skoro tak, trzeba się dalej zbroić, i nie chodzi tylko o rakiety ani armaty.