Na pewno historia oceni lepiej Szymona Hołownię za wyprowadzenie Polski z kryzysu po wyborze Karola Nawrockiego na prezydenta i otwarcie Sejmu dla obywateli, których 300 tys. przez pół kadencji odwiedziło gmach – niż podsumują go wyborcy, których porzucił, chociaż widzieli w nim lidera trzeciej siły w polskiej polityce, czy dziennikarze, bo ich zawiódł, pozwalając własnemu zapleczu na faworyzowanie stacji TVN zresztą… wściekle atakującej marszałka.
Miał stać się nadzieją polskiej polityki, orientację na jej odnowienie symbolizował od 2020 r. kiedy to w trudnych warunkach pandemii koronawirusa zajął trzecie miejsce w wyborach prezydenckich z poparciem 14 proc głosujących obywateli. Poprowadził zawiązaną naprędce koalicję Trzecia Droga, sojusz Polskiego Stronnictwa Ludowego z własną Polską 2050, do skopiowania tego wyniku 15 października 2023 r, co pozwoliło na skuteczne odsunięcie PiS od władzy. Na formację Hołowni głosowali wówczas ci, co mieli dosyć pisowskiej pazerności i autorytaryzmu, ale którym nie odpowiadało też okazywanie wyższości i doktrynerstwo Koalicji Obywatelskiej.
Bez Hołowni – Tusk nie zostałby premierem.
Rozczarował wielu Szymon Hołownia na sam koniec, bo nie powalczył o przedłużenie marszałkowskiego mandatu na całą czteroletnią kadencję. Znalazłby się pretekst, bo mający po nim objąć fotel Włodzimierz Czarzasty od momentu zawierania umowy koalicyjnej stracił z 26 posłów Nowej Lewicy aż pięcioro: utworzyli głosujące wraz z opozycją Koło Razem Adriana Zandberga. Co to za marszałek, za którym stoi ledwie 21 posłów macierzystego klubu? Żaden z sejmowych dyrygentów od początku transformacji ustrojowej nie miał za sobą tak wątłego poparcia. W dodatku Prawo i Sprawiedliwość potajemnie, ale wiążąco uzgodniło z Konfederacją, że w żaden sposób nie pomogą w odwołaniu Hołowni ani wywyższeniu Czarzastego. Nawet to jednak marszałka do walki nie skłoniło.
Uchronił nas przed najgorszym
Charakterem wykazał się wcześniej, kiedy to po histerii, jaka ogarnęła kręgi liberalne i demokratyczne po porażce Rafała Trzaskowskiego z Karolem Nawrockim, odmówił kuglowania przy wyniku wyborów prezydenckich. Próby takie uznał za nakłanianie do zamachu stanu. Zwyczajnie zwołał Zgromadzenie Narodowe i przyjął przysięgę od Nawrockiego. Historia będzie mu za to wdzięczna. Czego uniknęliśmy, lepiej nie mówić, pisowcy zapowiadali przecież marsz miliona ludzi na Warszawę.
Za to wszystko jeszcze bardziej znienawidziły Hołownię: TVN i “Gazeta Wyborcza”. Podobnie jak za czynione przez niego próby porozumienia z opozycją, w tym spotkanie w apartamencie Adama Bielana z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. W rozmowach uczestniczył też wicemarszałek Senatu z PSL Michał Kamiński.
Pierwszy showman wśród marszałków i brat-łata
W roli marszałka Sejmu Józef Zych objawił bez porównania większy talent do godzenia sprzeczności w sali obrad, zaś Maciej Płażyński mocniejszą determinację w forsowaniu dobrych rozwiązań (w tym reformy samorządowej i obecnego podziału na województwa i powiaty). Natomiast Szymon Hołownia, wcześniej prowadzący popularne programy telewizyjne, okazał się pierwszym, który z posiedzenia Sejmu uczynić potrafił spektakl i prawdziwe show. Atrakcyjne zarówno dla młodzieży obeznanej z mediami społecznościowymi, jak dla zainteresowanych polityką emerytów.
Do zwyczajnych ludzi odnosił się ze szczerym szacunkiem, zrozumieniem i cierpliwością. Umiał rozmawiać z uczestnikami tak licznych za jego kadencji wycieczek. Warto było posłuchać. Nigdy mowa-trwa. Interlokutorzy wychodzili z poczuciem, że zostali docenieni i wysłuchani.
Za to do własnych ludzi nie miał szczęśliwej ręki. Gdy nowy układ już zasiedział się w Sejmie, dyrektorka Biura Obsługi Medialnej Katarzyna Karpa-Świderek pomijała i dyskryminowała nielicznych dziennikarzy, którzy od początku towarzyszyli Hołowni w kampanii z 2020 r, tej, co uczyniła z niego nadzieję polskiej polityki. Przez tę ostatnią przemknął jak meteor. Kariera dawnego celebryty w życiu publicznym okazała się tyleż krótka, co błyskotliwa. Pięć lat wszystkiego.
Na plus zapiszemy jednak Hołowni nie tylko fakt, że w trakcie gorącego lata 2025 r. ustrzegł nas przed najgorszym – ale także fakt, że skutecznie skłonił prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do chodzenia po korytarzach, jak czynią to wszyscy inni posłowie, a nie tajemnymi przejściami, bo te przed nim zamknął [1].
Zdjął metalowe bariery przed Sejmem i kotary odgraniczające marszałkowski gabinet od korytarza. Zaś do uchwalania dobrych ustaw się nie zabrał, bo jak cała Koalicja 15 Października znajdował zawsze doskonałe alibi: pisowski prezydent i tak wszystko zawetuje. Lokatorzy Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu się zmieniali, ale wykręt pozostał…
[1] por. Piotr Śmiłowicz. Bilans Szymona Hołowni: Sala 101 wróciła, pokój pani Toli po remoncie. PAP.pl