Hołownia przegrał z komputerem

0
108

Tymczasowy finał rywalizacji o sukcesję w Polsce 2050 po Szymonie Hołowni okazuje się szokujący i okrutnie symboliczny. Po tym jak ówczesny marszałek Sejmu przegrał ubiegłoroczne wybory prezydenckie nawet z Grzegorzem Braunem, a nie tylko Karolem Nawrockim, Rafałem Trzaskowskim i Sławomirem Mentzenem – kolejną porażkę jego partia poniosła w walce z komputerem. Wybory następcy przyszło unieważnić, bo dostęp do głosowania zyskali nieuprawnieni.

Nie zmienia to faktu, że Polska 2050 ma w Sejmie 31 posłów, więc bez niej rządzić się nie da. Nawet jeśli sondaże wróżą, że do następnego już nie wejdzie.

Do niedawna w grę wchodził wybór następczyni Hołowni w partii (ubiegały się o tę rolę Paulina Hennig -Kloska i Katarzyna Pełczyńska -Nałęcz), teraz od ponownego ubiegania się o przywództwo Polski 2050 nie odżegnuje się… sam Szymon Hołownia. Dla dobra partii oczywiście. A jego podwładny Ryszard Petru nie wyklucza, że wewnętrzne głosowanie zaburzyli rosyjscy hakerzy. Za to były marszałek ma do podkomendnych pretensje, że polityka ich zmieniła na niekorzyść.     

To przygrywka do stwierdzenia, że najlepszą sukcesją okaże się kontynuacja, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało.

Przyszły los Polski 2050 niełatwo odgadnąć, na pewno jej akcje stoją źle, a szkoda, bo wielu łączyło z nią nadzieję na trwałą odnowę polskiej polityki. Zapewnione miejsce w historii ma na pewno sam Hołownia. Trzeci w wyborach prezydenckich sprzed sześciu lat, później zbudował wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym Trzecią Drogę, która zaważyła na wyniku głosowania do Sejmu przy rekordowej frekwencji 15 października 2023 r. To poparcie 14 proc obywateli dla Trzeciej Drogi pozwoliło na odsunięcie PiS od władzy i sformowanie nowej demokratycznej większości. Sam Donald Tusk z mityczną jedyną słuszną wspólną listą lansowaną wtedy przez “Gazetę Wyborczą” nigdy by tego nie osiągnął. Na szczęście jednolito-frontowa koncepcja nie stała się faktem, bo Prawo i Sprawiedliwość rządziłoby dalej. Trzecia Droga ziściła nadzieje milionów Polaków na przebudzenie demokratyczne. Ale jednorazowy akt nie przerodził się w proces odzyskiwania przez obywateli wpływu obywateli na ich państwo. Nawet jeśli liczne demony udało się Hołowni – przedtem celebryckiemu publicyście o chrześcijańskiej inspiracji – odegnać całkiem skutecznie. Za co cześć mu i chwała.

W nowym Sejmie Hołownia, chociaż debiutant w poselskiej roli, został marszałkiem. I przyczynił się już po wyborach prezydenckich, które sam przegrał  a wygrał Nawrocki, do storpedowania prób podważania ich wyniku. Doprowadził, pomimo kuglarskich podszeptów, do  zgodnego z prawem zaprzysiężenia demokratycznie wybranego, chociaż pisowskiego i uwikłanego kandydata. W sytuacji, gdy opozycja straszyła wyprowadzeniem miliona ludzi na ulice, gdyby został zablokowany.   

W odwet media głównego nurtu zaczęły nagonkę na Hołownię, że spotykał się po nocy w apartamencie Adama Bielana z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Chociaż do obowiązków marszałka Sejmu zalicza się utrzymywanie relacji z liderem najliczniej reprezentowanej w Sejmie formacji opozycyjnej. A sam Tusk, co najwięcej miał do Hołowni o to pretensji, też nie odwoływał przecież rządu Jana Olszewskiego pamiętnego 4 czerwca 1992 r. w świetle dnia jako ówczesny lider Kongresu Liberalno-Demokratycznego. 

Ton niewybrednych metod wobec Hołowni stosowanych podał inny celebryta, tyle, że już z własnej winy upadły, Tomasz Lis na “X”, co urzędującego jeszcze wtedy marszałka Sejmu nazywał “Kałownią” i z lumpenproletariacką logiką wywodził: “Hołownia teraz walczy z duopolem wchodząc w dupę Kaczyńskiemu” [1]. Rynsztok… 

Traci, bo odwrócił się od tych, którym sukces zawdzięcza

Dramat zastępuje jednak burleska. Nawet rzeczniczka sojuszniczej Koalicji Obywatelskiej Dorota Łoboda nie ukrywa, że jest rozbawiona. Po tym, jak do drugiej tury wyborów przewodniczącej Polski 2050 – bo po rezygnacji Hołowni o funkcję rywalizują dwie kobiety – organizatorzy unieważnili ją w trakcie trwania. Zresztą i tak wszystko się zablokowało. Nie dowiedzieliśmy się więc, czy wygra Paulina Hennig-Kloska czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (obie są ministrami w rządzie Tuska). Co więcej, do momentu kiedy te słowa piszę, nie wyznaczono nawet terminu kolejnego głosowania. Ani jego formy. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że sporo działaczy prawo głosu straciło, ponieważ nie płacą partyjnych składek. Żadna z tych informacji nie okazuje się neutralna dla społecznego postrzegania walczącej o dalszą obecność w polityce Polski 2050.      

O zasługach Hołowni była już mowa, pora powiedzieć o błędach, bo przecież wyborcy odwrócili się od Polski 2050 nie dlatego, że jej lider zaprzysiągł jak należy prezydenta Nawrockiego ani że się spotykał z Kaczyńskim, tylko z powodu zaniedbywania obietnic, publicznie złożonych przed 15 października 2023 r. W tym również dotyczących zmiany stylu i sposobu uprawiania polityki.  O co poniewczasie Hołownia ma pretensje do swoich. Ale wcześniej sam rekomendował do rządu przysparzające mu kłopotów “ministry” (dokładnie te same, co teraz walczą o schedę po nim i… mogą się zawieść) i wystawił do wiatru dziennikarzy niezależnych, pozwalając w trakcie marszałkowania, by jego rzeczniczka Katarzyna Karpa-Świderek faworyzowała swoje dawne miejsce pracy: TVN [2].     

Dynamika kampanii prezydenckiej Hołowni wiązała się z faktem, że ponieważ podobnie jak wszystkie inne toczyła się ona w klimacie pandemii i związanych z nią ograniczeń – niezależny kandydat-celebryta najlepiej wykorzystał efekt kameralnych spotkań, z konieczności zastępujących wielkie partyjne mityngi. Dawny gospodarz studyjnych programów life-styl’owych poczuł się w tych warunkach w swoim żywiole. Pamiętam, jak najpierw na jego spotkania przychodzili przedstawiciele Polskiej Agencji Prasowej  i publicznego radia oraz pojedynczy dziennikarze niezależni. Czasem ekipa telewizyjna. Potem rosła i liczba je relacjonujących i poparcie w sondażach. Podobnie działo się przed 15 października 2023 r. kiedy to Hołownia nie dał się sterroryzować ani stłamsić jedynie słuszną koncepcją jednej wspólnej listy opozycji, pod batutą Tuska oczywiście. 

Wybory parlamentarne wygrała dla demokratów Trzecia Droga zawiązana przez Polskę 2050 i Polskie Stronnictwo Ludowe prezesa Władysława Kosiniak-Kamysza, a nie Koalicja Obywatelska Donalda Tuska, co odnotowała wynik arytmetycznie gorszy od Prawa i Sprawiedliwości. Jednak po wyborach Mateusz Morawiecki nie miał z kim koalicji rządowej stworzyć, a do KO dołączyły Trzecia Droga i Nowa Lewica Włodzimierza Czarzastego. Koalicja Obywatelska zdominowała rząd, za to w Sejmie przyjęto zasadę marszałkowania rotacyjnego. W połowie kadencji Hołownia miejsca w marszałkowskim fotelu ustąpił bez walki Czarzastemu, chociaż otwierało się pole do negocjowania umowy koalicyjnej: choćby z tego powodu, że szeregi klubu parlamentarnego Lewicy przerzedziły się za sprawą rozstania z ideową a nie kawiorową partią Razem Adriana Zandberga. 

Rywalki do przywództwa ze smutnym balastem  

Za to o ile Nowa Lewica znajduje się pod kreską w znacznej części sondaży – to zarówno PSL jak Polska 2050 we wszystkich nie sięgają poparcia 5 proc wyborców, dającego bilet wstępu do przyszłego Sejmu. A trzeba ich liczyć  osobno, bo Trzecia Droga decyzją władz PSL została rozwiązana, co zresztą Hołownia uznał.  

Ludowcy zwykle pozostają w badaniach niedoszacowani, ich wyborca zachowuje nieufność w rozmowie z ankieterem, ale w komisji wyborczej wie, jak prawidłowo oddać głos na swoich. PSL to jedyna partia mająca struktury naprawdę ogólnopolskie. Z oparciem w spółdzielczości mleczarskiej, kołach gospodyń wiejskich czy ochotniczych strażach pożarnych. Za to Polska 2050, co pokazała niedawna klęska w wyborach samorządowych – gdzie jedyny sukces odniosła we Wrocławiu Izabela Bodnar, urywając jedną trzecią głosów oskarżonemu teraz o korupcję Jackowi Sutrykowi, tyle, że… już jej w partii Hołowni nie ma –  nie może się w podobny sposób pocieszać. Polska 2050 miała struktury dopiero zbudować. Nie zdążyła, nadszedł kryzys. I dziś nie da się nawet przeprowadzić prawidłowo internetowego głosowania wśród niespełna siedmiuset działaczy. A jeszcze niedawno ludzie Hołowni domagali się, by wybory powszechne, jak w Estonii, mogły się odbywać w sieci. 

Środek komunikatu sam jest przekazem, jak odkrył swego czasu Marshall McLuhan. Formacja, co miała stać się nośnikiem nowoczesności, wyrazem swego rodzaju postpolityki a nie ideologicznych bądź historycznych czy wręcz towarzyskich identyfikacji – spektakularnie przegrała z nie zdemaskowanymi jeszcze hakerami albo z indolencją wynajętych usługodawców. Szczegółów porażki w jej technologicznym wymiarze jeszcze nie znamy. Ale pozostaje ona faktem. 

Obie kandydatki do sukcesji, która – o czym była już mowa – finalnie może w ogóle nie nastąpić, startowały ze swoimi obciążeniami: minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska jeszcze zanim swój resort objęła, naraziła się na zarzuty forsowania regulacji korzystnych dla niemieckich firm, co już przed formalnym powstaniem rządu Tuska ochrzczono mianem afery wiatrakowej. Z kolei minister ds. funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odpowiada za absurdalne i ośmieszające decyzje przyznawania środków europejskich objętych Krajowym Planem Odbudowy na  ekspresy do kawy i jachty oraz – co najgorsze – interesy rodzin posłów i posłanek.

Gdy do polityki wchodził, też nikt mu szans nie dawał 

Z tej perspektywy koncepcja unieważnienia obu tur głosowania (chociaż nieprawidłowości tylko drugiej z nich dotyczą) i możliwość ponownego zgłaszania kandydatów okazuje się całkiem zdroworozsądkowa. Przy założeniu, że wystartuje sam Hołownia. Wiadomo, że z jego planów ubiegania się o funkcję Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców nic nie wyszło. A skromne stanowisko wicemarszałka Sejmu, jakie dziś pełni, jego temperamentowi nie wystarcza. Poza tym nie ma przeszkód, by połączył je z przywództwem partii. Czarzasty pozostaje zarówno marszałkiem Sejmu, jak liderem koalicyjnej Nowej Lewicy. A Hołownia to jeden z nielicznych w Polsce polityków z charyzmą, a nie tylko z biglem, z Czarzastym nie ma porównania. Jego ewentualne nowe przywództwo da się jednak porównać do przejścia z poślizgu desperackiego w kontrolowany na ostrym zakręcie górskiej serpentyny. Gwarancji, że się powiedzie – żadnych, a groźba runięcia w przepaść realna, a przy tym jeszcze z boku pasażerowie chwytają za kierownicę, a w samym aucie elektronika szwankuje. Nie zazdroszczę. Ale gdy Hołownia w polityce dopiero startował, też prawie nikt mu szans nie dawał.                       

Zbiegiem okoliczności następnego dnia po “nocy, która wstrząsnęła Polską 2050” kiedy to zablokował się system do komputerowego głosowania na jej nową przewodniczącą –  Szymon Hołownia w roli wicemarszałka Sejmu spotkał się z przewodniczącym Senatu Rumunii Mirceą Abrudeanem [3]. Nie wiemy, o czym rozmawiał z rumuńskim gościem. Wiadomo za to, że niedawno Rumuni poradzili sobie z putinowską ingerencją w wybory prezydenckie, unieważniając jedną z tur głosowania (podobnie jak miało to miejsce dwie dekady temu w Ukrainie) i głową państwa został tam kandydat demokratyczny Nicusor Dan. Kibicowała im w tym zamierzeniu cała Europa. 

Jednak problem Hołowni wydaje się polegać nie tyle na hakerskich ingerencjach (jedna z wersji głosi wbrew sugestiom Petru, że system siadł nie za ich sprawą, lecz dlatego, że zleceniodawca… poskąpił środków i za usługę nie zapłacił jak należy), co na paradoksie, że wyłanianie przywódcy Polski 2050 z czasem stanie się mydlaną operą, interesującą wyłącznie nadawców i nielicznych widzów 24-godzinnych stacji telewizyjnych. A niedawny celebryta, w wyborach prezydenckich ucieleśniający nadzieje milionów (w 2020 r. zagłosowało na niego 2,7 mln Polaków co dało mu trzecie miejsce) –  stanie się po prostu nudziarzem.  

Obecnie poparcie dla Polski 2050 w większości sondaży mieści się w błędzie procentowym takich badań [4]. Przypomina  się niewybredna anegdota o Bezpartyjnych Samorządowcach, co w wyborach do Sejmu w 2023 r. uzyskali 1,86 proc poparcia: powiadano o nich, że zagłosowali na nich wyłącznie ci, co w drodze do komisji wyborczej zapomnieli okularów, więc krzyżyk na karcie wyborczej postawili przez pomyłkę,… Taka jest miara zasłużonej klęski w polityce, bo Bezpartyjni w kampanii się nie postarali. Chociaż na ich listach znalazło się wielu dzielnych i prawych ludzi, jak zwolennik odrodzenia Powszechnego Samorządu Gospodarczego Paweł Kłobukowski czy przybyły z Uzbekistanu Polak Robert Zalikhov, inicjator Klubu Możliwości, a samorząd terytorialny cieszy się zasłużonym i potwierdzonym w badaniach opinii społecznej zaufaniem i szacunkiem. Źródła tamtej porażki przekonująco przedstawił w PNP 24.PL mec. Marek Czarnecki, którego oceny zresztą w innym artykule na tych samych łamach starałem się łagodzić [5], rozumiejąc jednak doskonale przyczyny zawodu, jakiego doznał bliski temu projektowi autor.

Czy podobnie skończy Polska 2050, zobaczymy, każdy inny jej finał każe uznać Hołownię niemal za politycznego cudotwórcę i maga, którym już dwa razy – w 2020 i 2023 r. – się okazał.  Być może znów nas zaskoczy… Przecież po wyborach 1993 r. kiedy to ich ideologiczne partie (Kongres Liberalno-Demokratyczny i Porozumienie Centrum) zasłużenie obiły się od dołu o wprowadzony wtedy właśnie próg 5-procentowy i nie weszły do Sejmu, ustępując tam miejsca bardziej pragmatycznym formacjom centroprawicy (jak Konfederacja Polski Niepodległej czy wałęsowski BBWR) – Donald Tusk i Jarosław Kaczyński wydawali się skończeni i skrachowani. Nie tylko jednak odbudowali siebie i własne zaplecze, ale od ponad dwudziestu lat dzielą i rządzą w polskiej polityce. 

Warto więc Hołowni życzyć tego samego, nie z tego powodu, że dobrze mu patrzy z oczu, tylko dlatego, że pomimo niefortunnej afery z akcesem do Collegium Humanum i wnioskiem o zwolnienie z czesnego tamże, zdarzało mu się sprawiać wrażenie, że w polityce nie tylko o władzę i kasę mu chodzi…  

Wzniosłe słowa nie pasują jednak do obecnej sytuacji, która zaczyna przypominać komedię omyłek. Oddaje ją zapewne najlepiej tytuł przekazu OKO.press-u: “Draka w Polsce 2050” [6]. Dokładnie tak. Nie dramat, nie komedia nawet. Tylko draka, jak na szkolnym boisku albo w osiedlowej piaskownicy… Na taki poziom zszedł po sześciu latach kariery główny do niedawna innowator i potencjalny odnowiciel polskiej polityki. Jak rozumiem, wciąż ma nadzieję, że na tym podwórku przywróci należną hierarchię i utracone przywództwo odzyska, zamiast być tylko malowanym królem czy raczej fikcyjnym gospodarzem klasy bezradnym wobec nieprawości sterowanych z zewnątrz urwisów..          

[1] cyt. wg: Lis wpadł w furię i nazwał Hołownię “Kałownią” wPolityce.pl z 4 lipca 2025 

[2] por. Między demokracją a Karpą-Świderek. Gruszka.com z 17 sierpnia 2023

[3] Wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia spotkał się z przewodniczącym Senatu Rumunii sejm.gov.pl z 13 stycznia 2026

[4] dla przykładu: Polska 2050 uzyskuje 2 proc poparcia w najnowszym badaniu United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 2-4 stycznia 2026; por. symulacja mandatów: Patryk Skrzat. Nowy sondaż parlamentarny businessinider.com.pl z 8 stycznia 2026

[5] Marek Czarnecki. Dlaczego przegraliśmy? PNP 24.PL z 27 października 2023; por. Łukasz Perzyna. Wszyscy jesteśmy zwycięzcami. O drogowskazie i pochodzie. PNP 24.PL z 4 listopada 2023 

[6] Draka w Polsce 2050. Hołownia wraca do gry? OKO.press z 13 stycznia 2026

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here