Polska, wbrew buńczucznym zapowiedziom rządzących, pozostaje w znacznej mierze bezradna tak wobec ataków hakerskich, jak sączonej ze Wschodu propagandy. Świadczą o tym zarówno kłopoty banków czy lichwiarni, kolei czy lotnisk z ich systemami danych, jak dezorientacja, kiedy w zwykłych codziennych rozmowach odnajdujemy echo fake-newsów z mediów społecznościowych. Zaradzenie temu wydaje się nakazem chwili i nie przekracza naszych możliwości.
Na drzwiach zatrudniającego wielu ukraińskich pracowników sklepu Żabki w samym śródmieściu Warszawy w biały dzień pojawia się napis: “f.. (wulgarne słowo po angielsku) UPA”. Dzień wcześniej dwa razy wkraczali tam dziwni osobnicy. Jeden krzyczał: zatrudniacie banderowców. Po dłuższej chwili wyszedł. Inny bez powodu porozrzucał towary, oczywiście nic nie kupił i też coś podobnego wykrzykiwał. Wszystko to działo się ok. 11 Listopada. Wcześniej, ledwo się rozwidniło po nocy dronów (z 9 na 10 września 2025 r.), a jeden z mieszkańców sąsiedniego budynku już znał pochodzenie wrogich statków powietrznych: przecież wszyscy wiedzą, że to ukraińskie. Oczywiście niczyim agentem nie jest, wystarczy, że całą noc rozczytywał się w internetowych przekazach nie dywersyfikując źródeł, a czego się tam dowiedział, tym się podzielił z sąsiadami.
Z drugiej strony niektórzy nasi ukraińscy goście zachowują się prowokacyjnie. Jakby przez kogoś zachęcani, bo widać w tym wzmożoną ostentację. Starsza Ukrainka próbuje wepchnąć się przed ludzi oczekujących na otwarcie apteki. Gdy oponują, wykrzykuje coś o dyskryminacji. Po rosyjsku. Gdy drzwi wreszcie zostają otwarte, awantura przenosi się do środka. Domniemana pokrzywdzona wyciąga drogi telefon komórkowy i próbuje nagrywać przywołujących ją do porządku. Przestaje dopiero, gdy farmaceutka ostrzega, że zaraz policję wezwie. Kto Ukrainkę z kosztownym telefonem w dłoni nauczył, że należy utrwalać podobne spięcia? Żaden wolontariusz przecież, bo oni są od tonowania sporów. W jednym z banków mój kolega stał się uczestnikiem bliźniaczej sytuacji: Ukrainka wepchnęła się poza kolejnością i nagrywała, jak ludzie na to reagują. Gołym okiem widać, że ktoś sztucznie podsyca swary. Bo na co dzień już czwarty rok żyjemy zgodnie przecież: my i nasi goście z Ukrainy.
Zalewu hejtu w sieci nie trzeba opisywać. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę słowa-klucze. Odnosi się wrażenie, że to cały przemysł pogardy. Nadają w tym duchu zarówno zwolennicy hasła “stop ukrainizacji Polski” jak opinii, że Polacy źle traktują Ukraińców, chociaż wiadomo, że po 24 lutego 2022 r. przyjęliśmy ich serdecznie i… najwięcej. I za to przede wszystkim spotykamy się z odwetem ze strony Rosji Władimira Putina i Białorusi Aleksandra Łukaszenki.
“(..) Ta wojna już trwa – przyznaje premier Donald Tusk w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej”. “W Polsce jej przejawem są podpalenia, nalot dronów, sytuacja na granicy z Białorusią z przerzucanymi migrantami i służbami białoruskimi, coraz agresywniejsze cyberataki. Nie chce mówić o szczegółach, ale właściwie nie mam wątpliwości, że ostatnie ataki na kilka różnych cyfrowych systemów, nie tylko na BLIK, to efekt świadomej, planowanej dywersji. (..) Wojna, którą Putin wypowiedział Zachodowi, odbywa się też wewnątrz naszych społeczeństw. (..) Putin ma narzędzia, które mogą rozwalić Unię Europejską jako organizację, ale też Europę jako fenomen kulturowy. Tymi narzędziami są rosyjskie piąte kolumny, obecne w każdym państwie europejskim” [1]. Tusk ma zapewne rację, jednak przeprowadzający z nim wywiad na kolanach przedstawiciel redakcji “Wyborczej” nie pyta go niestety o zamierzone środki przeciwdziałania, chociaż to one – a nie powszechnie znane intencje Putina – wydają się ciekawym tematem.
Analityk pisujący dla “Financial Times” Gideon Rachman w książce “Nowy autorytaryzm” wykazuje: “Obóz Putina naprawdę jest przekonany, że rządy Zachodu pragną zdominować i upokorzyć Rosję oraz że ich słowa o demokracji i prawach człowieka to hipokryzja i kłamstwa. W takiej sytuacji, jak twierdzą kręgi bliskie Putinowi, słabsza Rosja może też w odpowiedzi kłamać i oszukiwać” [2].
Kiedy większość kapituluje w demokracji
W słynnej powieści “Montaż” autorstwa francuskiego pisarza i oficera wywiadu, potomka rosyjskich emigrantów Władimira Wołkowa, która dla kwestii szpiegostwa i dezinformacji okazuje się równie ważna jak dla zagadnień totalizmu i inwigilacji “1984” George’a Orwella – wysoki rangą funkcjonariusz KGB snuje takie oto rozważania: “Większość kapituluje, gdy udaje się nam ją obezwładnić (..) podzielić społeczeństwo na miliony indywiduów, zatomizować je tak, aby każdy obywatel znalazł się naprzeciw maski Gorgony, czując swą bezbronność, skłonny do kapitulacji. Tworzy się wtedy nastrój paniki. Wystarczy rozpowszechnić przekonanie o wyższości przeciwnika (..). Czasem można się też posłużyć pseudo-nadzmysłową rupieciarnią, przepowiedniami, wizjami, Rasputinami różnego kalibru” [3].
Nadzwyczajna siła ruchów antyszczepionkowych i podobnych im płaskoziemców zwielokrotniona w sieciowym przekazie przy braku wiarygodnych źródeł finansowania tych erupcji od paru lat pozostaje u nas faktem, nie dającym się wytłumaczyć ze względu na skalę zjawiska wyłącznie doświadczeniem pandemii koronawirusa. O niewidzialnej ręce, zachęcającej swarliwe uchodźczynie ukraińskie, żeby filmowały awantury, które same uprzednio wywołują – i dostarczającej im kosztownego sprzętu – była już mowa. Osobny problem stanowią dyżurni obrońcy nasyłanych do Polski przez białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę fałszywych imigrantów. Ich entuzjastom zdarza się stawiać Polakom zarzut, że pomagają bliskim im kulturowo Ukraińcom, a nie chcą tego robić w wypadku intruzów o innym kolorze skóry: swoją drogą właśnie podobne stawianie sprawy wyczerpuje znamiona nienawiści rasowej, ale ze strony formułujących podobne oskarżenia. Żeby się dowiedzieć, za czyje pieniądze to robią – trzeba by przestawić państwowy aparat kontroli skarbowej z nękania przedsiębiorców tworzących miejsca pracy i pomniejszych pracujących na swoim, na wzmożone kontrole rozmaitych fundacji-krzaków finansowanych z niewiadomych źródeł, za to jak widać po rozmachu ich działań, hojną ręką. Nie wiemy, czy to ręka agenta, ale aferzysty na pewno. Dowód mieliśmy niedawno przy okazji afery senackiej, kiedy to środki na promocję odebrano pisarzom i artystom na rzecz wykonawców szemranych przedsięwzięć, co swoim autorytetem poświadczyła marszałkini “izby refleksji” Małgorzata Kidawa-Błońska [4]. Tylko cynicy naśmiewają się, że skrojono raptem 58 tys zł. Jaki parlament, taka afera, kpią nieprzystojnie. Za to pani marszałek całkiem poważnie tłumaczy się, że pieniądze zwrócono. I o wszystkim można przeczytać na stronie internetowej Senatu. Róbcie tak dalej, chciałoby się podsumować. Istotne wydaje się raczej, że pieniądze przeznaczone na promowanie wśród Polonii osiągnięć naszej literatury czy filmu, autentycznych przecież (wystarczy przywołać sukcesy Szczepana Twardocha czy Pawła Pawlikowskiego) nie pomogą polskim literatom ani reżyserom.
Nie przyczynili się do tego naturalnie żadni agenci, tylko niekompetentni urzędnicy wadliwie opiniujący wnioski i decydenci, co im pochopnie zaufali. A Polska potrzebuje reklamy swojej “miękkiej siły” w sytuacji, gdy służby Putina mają do dyspozycji zbyt wielu profesorów czy wytrawnych analityków, by stawiać nam zarzut, że jesteśmy wobec Kremla agresywni, bo wiadomo, że ten zostanie śmiechem skwitowany. Ale potrafią inspirować na Zachodzie publikacje, że niehumanitarnie traktujemy imigrantów na “zielonej granicy” czy nawet uchodźców ukraińskich albo sponsorować brednie o “tradycyjnym polskim antysemityzmie” lub dyskryminowaniu u nas środowisk gejowskich.
W tym wypadku mamy do czynienia nie tyle z kapitulacją demokratycznej większości, o której wspominał znawca tematu Wołkow, co zdrowego rozsądku.
Jak służby specjalne złapią szpiega, skoro zwykłego złodzieja nie potrafią – chciałoby się podsumować bezkarne ekscesy rozlicznych podejrzanych instytucji czasem dofinansowanych kroplówką państwową, chociaż ich działania okazują się ewidentnie sprzeczne z celami publicznie przez nie deklarowanymi.
Skoro Kreml ingeruje w wybory Amerykanów, dlaczego miałby tego nie robić w Polsce
Skoro Rosja ingerowała nawet w wybory w Stanach Zjednoczonych – zwłaszcza w 2016 r. kiedy po raz pierwszy wygrał tam Donald Trump – a także niedawno w Rumunii czy Mołdawii, nie ma powodów, by bagatelizować kremlowskie aktywa w kwestii obeznania z najnowszymi technologiami oraz wykorzystywania ich do wywierania masowego wpływu na ludzi. Zarówno Nagrody Nobla z chemii i fizyki, jak inwestycje w podmoskiewskie Skolkowo przewidziane jako miejscowy odpowiednik Doliny Krzemowej, a także renoma tamtejszych informatyków i sukcesy Rosjan w szachach wskazują, że nie da się lekceważyć kremlowskiego potencjału myśli, nawet jeśli pozostaje w służbie odradzającego się imperium zła. Przed niedocenianiem putinowskich struktur wywiadowczych i wszystkich ich pochodnych przestrzegał niedawno były poseł Kongresu Liberalno-Demokratycznego znany też jako biograf Leszka Balcerowicza – Witold Gadomski. Na pewno bez sensu okazuje się propaganda z czasów pisowskiej TVP Jacka Kurskiego z paskami na ekranie mówiącymi o rosyjskiej barbarii. Pomijam nikłą zrozumiałość tego słowa dla przeciętnego widza, bo nie w tym tkwi problem.
Rosjanie okazują się niewątpliwie barbarzyńcami w sposobie prowadzenia wojny w Ukrainie, ale nie w podejściu do technologii czy marketingu politycznego. Powtarzanie komunałów o naszej wyższości kulturowej, którymi pocieszaliśmy się w PRL, niesie za sobą aż dwa niebezpieczeństwa: osłabienia czujności co oznacza podatność na manipulację oraz utrudnienie przyszłego dialogu z tymi, co chcieliby Rosję zdemokratyzować, nawet jeśli ich głos dzisiaj nie jest jeszcze słyszalny. Przypomnijmy jednak jak zaskoczyła nas w grudniu roku pamiętnego 1989 rewolucja w Rumunii, kraju uznawanym ze skansen rządzony przez współczesnego odpowiednika Vlada Drakuli – sekretarza Nicolae Ceausescu. Dziś rumuńskie wskaźniki cywilizacyjne zbliżają się do polskich, w paru szczegółowych kwestiach nas nawet przeganiając. Zaś oba najwyższe urzędy, premiera i prezydenta sprawują w Bukareszcie zgodnie proeuropejscy demokraci, czego o Warszawie niestety… nie da się dzisiaj powiedzieć.
Amerykanie, co warto przypomnieć, wygrali zimną wojnę z ZSRR dopiero wówczas, gdy docenili przeciwnika. Długo powierzchownie odbierano wschodnie imperium jako prymitywne, co doprowadziło do szoku posputnikowego w USA po wystrzeleniu przez Związek Radziecki pierwszego sztucznego satelity Ziemi (1957 r.) i pionierskim locie Jurija Gagarina w Kosmos (1961 r.). Oba wydarzenia oznaczały wyprzedzenie znacznie bogatszej Ameryki w kosmicznym wyścigu. W USA masowo zaczęto wtedy budować nawet w środkowych stanach schrony przeciwatomowe. Utratę poczucia bezpieczeństwa potwierdził kubański kryzys rakietowy.(1962 r.), kiedy to oba supermocarstwa znalazły się na krawędzi wojny jądrowej.
Dopiero prezydent Ronald Reagan w dwie dekady później uruchamiając program masowych zbrojeń w tym tzw. wojen gwiezdnych doprowadził do zajeżdżenia gospodarki przeciwnika, która temu wyścigowi nie sprostała. Wskutek tego nawet oficjalny cel socjalizmu – zaspokojanie potrzeb społecznych – stał się niemożliwy do wypełnienia w minimalnej choćby skali. Zaś proklamowane przez Michaiła Gorbaczowa jako próba przełamania zastoju głasnost (jawność) i pierestrojka (przebudowa) okazały się nie katalizatorem lecz detonatorem. Do czego przyczyniła się wydatnie wzmagająca się przez dekady aktywność Radia Swoboda i Głosu Ameryki. Nie po raz pierwszy wolny świat potrafił skutecznie rozbroić przeciwnika, który broni miał więcej.
Jak złamać współczesną Enigmę i co to ma wspólnego z Jamesem Bondem
Nie wszyscy znają istotny, choć początkowy epizod z biografii Davida Ogilvy’ego, nazywanego powszechnie papieżem reklamy. Zanim stał się niepodważalnym autorytetem w tej najbardziej komercyjnej dziedzinie i pierwowzorem bohatera kultowego serialu (“Mad Men”), “od 1939 roku, równocześnie z pracą u Gallupa, Ogilvy dorabiał jako doradca brytyjskiego rządu do spraw amerykańskiej opinii publicznej. W 1942 r, kiedy Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej, odszedł z Audience Research Institute i zatrudnił się na cały etat w brytyjskim wywiadzie wojskowym, początkowo w Nowym Jorku (..). Jego nowym zwierzchnikiem w szpiegowskiej branży był sir William Stephenson, szef British Security Coordination (BSC) i centralna postać tajnych wspólnych operacji brytyjsko-amerykańskich (..). Stephenson był fascynującym człowiekiem i wzorem postaci słynnego agenta 007, stworzonej przez Iana Fleminga (..) który sam pracował w brytyjskim wywiadzie marynarki wojennej (..).
Inspiracją wielu wątków w powieściach o Bondzie były dla Fleminga operacje wywiadowcze Stephensona (..). Podstawowym zadaniem Ogilvy’ego, według eksperta do spraw wywiadu Richarda Spence’a, było wyławianie z sondaży informacji postrzeganych jako szkodliwe lub pomocne dla brytyjskich interesów. BSC pragnęło, aby ich wyniki kierowały opinię publiczną w stronę poparcia dla Wielkiej Brytanii i dla samej wojny” – referuje biograf i wieloletni podwładny “papieża reklamy” Kenneth Roman [5].
Demokratyczni Anglosasi wygrali II wojnę światową z Niemcami Adolfa Hitlera między innymi dlatego, że umieli sprawić, żeby na potrzeby frontu, nawet z drugiej strony Oceanu, pracowały dla nich najtęższe mózgi. Dotyczyło to zarówno propagandy w Waszyngtonie i Nowym Jorku jak rodzącej się właśnie wówczas broni jądrowej w Los Alamos.
Niestety u nas, w sytuacji kiedy niewypowiedziana wojna propagandowa już trwa, co przyznaje sam premier Tusk, jego zastępca do spraw cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zajmuje się komentowaniem seksualności Mariusza Błaszczaka w programie Moniki Olejnik, zamiast zbieraniem specjalistów na potrzeby antykryzysowych przedsięwzięć rządowych. Skoro władza nic nie robi, a jeśli cokolwiek nawet, to niewiele więcej niż poprzednia pisowska (Koalicjanci 15 Października uchwalili wreszcie ustawę o obronie cywilnej po tym, jak PiS w tej kwestii rozbroiło Polskę: nie wiadomo rozmyślnie czy z ignorancji ) – pomyślmy przez chwilę za nią, skoro zdecydowaliśmy się umieścić zobowiązujące słowo “inteligencja” w tytule. Kiedy władza nie myśli, muszą ją wyręczyć obywatele.
Warto się zastanawiać nad środkami zaradczymi wobec siewców wojny hybrydowej. O szczelność i bezpieczeństwo systemów zatroszczą się informatycy. Ale na tym neutralizowanie zagrożeń się nie kończy. Trzeba zająć się przeciwdziałaniem sianiu paniki i konfrontacyjnych nastrojów bazujących na fałszywych wiadomościach. .
Polska ma w tej mierze potencjał, wynikający choćby z dobrej marki rodzimych informatyków ale i nadprodukcji politologów i humanistów, stanowiącej spadek po boomie edukacyjnym sprzed kilkunastu lat. Imają się różnych zajęć, czasem nie na miarę aspiracji. Bez trudu udałoby się z chętnych – po odsianiu osób nadpobudliwych, niekompetentnych czy mało odpowiedzialnych – zbudować profesjonalną agencję rządową, zdolną do neutralizowania rozmaitych przejawów wojny hybrydowej prowadzonej przeciw nam z kierunku wschodniego. Sztucznej inteligencji, wykorzystywanej przez hakerów kremlowskich czy białoruskich i tamtejsze służby, warto przeciwstawić żywą reprezentację inteligencji polskiej, a ściślej jej nowego pokolenia. Zwłaszcza, że wzrost nastrojów i postaw patriotycznych wśród młodych roczników okazuje się zjawiskiem stale odnotowywanym przez socjologów od ponad dwudziestu lat. To na pewno lepszy pomysł niż przywracanie poboru, równoznaczne z powrotem do niesławnego świata “dziadków” i “kotów” z czasów Ludowego Wojska Polskiego, wykpiwanego skutecznie – jako igraszki za pieniądze podatnika – przez Janusza Korwina-Mikkego, który w tym akurat wypadku, chociaż tak kontrowersyjny, bez wątpienia miał rację. Młodzi Polacy chętnie czynnie udowodnią swój patriotyzm, jeśli tylko otrzymają taką szansę.
Trust mózgów, blokujący zamysły mińskich czy moskiewskich hakerów, uda się zapewne tym lepiej, im mniej przypominać będzie obecnie istniejące służby specjalne. Gdyby sobie radziły ze wspomnianymi zagrożeniami, nie byłoby przecież powodu, żeby o tym pisać…
[1] Trzeba się bić o własne przekonania. Z Donaldem Tuskiem rozmawia Bartosz T. Wieliński. “Gazeta Wyborcza” z 10-11 listopada 2025
[2] Gideon Rachman. Nowy autorytaryzm. Polityka strachu. Przeł. Jerzy Wołk-Łaniewski. Feeria, JK Wydawnictwo, Łódź 2023, s. 65
[3] Władimir Wołkow. Montaż. Z francuskiego tł. Adam Zalewski. Wydawnictwo Myśl, Warszawa 1987, s. 50
[4] por. Afera senacka PNP24.PL z 26 października 2025
[5] Kenneth Roman. Ogilvy Król Madison Avenue. Przeł. Agnieszka Rogalińska. Studio EMKA, Warszawa 2010, s. 79-80 i 84