Jachty, sauny i władza w defensywie

0
64

Wydawanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy na cele, uchodzące za przedmioty zbytku (jak sauny czy jachty) w zrozumiały sposób zbulwersowało opinię publiczną. Tym bardziej, że środki europejskie, zablokowane za rządów PiS z powodu łamania praworządności w kraju, teraz stać się miały dowodem wyższości demokratycznej Koalicji 15 Października nad poprzednikami. Widać już, że władza zamiast tego ma aferę na karku i oczywisty kłopot. Sama go sobie zafundowała, przez brak kontroli.

Rządzący przy tym tłumaczą się w najgorszy z możliwych sposób. Prawią bowiem, że unijne środki są pożyteczne i zostały w korzystny dla rozwoju kraju sposób wykorzystane. A nieprawidłowości stanowią tylko pewien margines. Tyle, że właśnie o ten margines chodzi – tam jest afera – bo rutyna wniosków i dotacji nikogo poza specjalistami od funduszy pomocowych nie interesuje. Media ani nawet dyskutujący internauci nie zajmują się zwykle tym, co sprawnie działa.

Nawet Jarosław Kaczyński jako prezes swojej poprzedniej partii, Porozumienia Centrum, nie tłumaczył się z afery “Telegrafu” z początków transformacji ustrojowej w ten sposób, żeby udowodnić, że wprawdzie nie ukazał się ani jeden numer “Telegrafu” a pieniądze na ten cel przeznaczone zniknęły, ale za to przecież środowiska PC wydawały uczciwie wiele innych pism, w tym “Tygodnik Centrum” czy “Spotkania”, więc o co właściwie chodzi. Prezes Kaczyński uparcie wtedy powtarzał, że nie ma żadnej afery “Telegrafu”. I tyle.

Teraz zwolennicy rządu recytują listę zalet wynikających z napływania do nas środków z KPO, wiedząc że nie o to w całej sprawie chodzi. 

Życzliwi władzy dziennikarze jeszcze dodatkowo ją grzebią, jak w niedawnej rozmowie w TVP Info Piotr Maślak, który wypytuje wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego, z czego właściwie rząd ma się tłumaczyć (“Pytanie Dnia” 8 sierpnia 2025 r.).

Władza źle postępuje, a jeszcze gorzej się tłumaczy

Zbadanie sprawy, kontrolę i wyciągnięcie konsekwencji zapowiada premier Donald Tusk, to samo obiecują inni decydenci. Nawet jeśli mówią prawdę, wszystkie procedury potrwają, a afera już rozlewa się szeroko. Na początku, zaraz po ujawnieniu, już przeciążyła rządowe serwery. Jeszcze zanim to nastąpiło, z funkcji prezeski Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości odwołana została Katarzyna Duber-Stachurska.  Podlegała minister Katarzynie Nałęcz-Pełczyńskiej, która przyczyn jej dymisji nie podała do wiadomości publicznej. Za co zapewne sama teraz zostanie kozłem ofiarnym: pasuje do tej roli, bo nie jest z Koalicji Obywatelskiej tylko Polski 2050, a niedawno Szymon Hołownia zgłaszał ją na stanowisko wicepremiera. Zaś premier Tusk pozostawał przeciwny awansowi Pełczyńskiej-Nałęcz. Jeśli jednak – żeby jej się pozbyć – ktoś z partii rządzącej specjalnie  rozdmuchał sprawę gorszących dotacji, to nawet z punktu widzenia KO widać już, że wyleje dziecko wraz z kąpielą. 

Krajowy Plan Odbudowy na mocy którego Polska uzyska z Unii Europejskiej 60 miliardów euro czyli ćwierć biliona złotych – zakłada likwidację gospodarczych skutków nieszczęścia jakie stanowiła pandemia koronawirusa, z czym nie do pogodzenia pozostaje marnotrawienie tych środków na gadżety czy nawet wymianę mebli. Od początku powinno być oczywiste, że zgodę na ich wydatkowanie łączyć wypada z elementarną wrażliwością moralną urzędnika, żeby na pewne rozwiązania na skróty nie przyzwalał. Słusznie przecież wciąż jeszcze oburzamy się na pisowską aferę respiratorową czy inną z dostarczaniem masek przeciw COVID-19, co wprawdzie nie nadawały się do użytku, ale beneficjenci z kręgu PiS i tak na nich zarobili. Jednak wielu przedstawicieli obozu obecnie rządzącego jakby o tym nie pamięta.     

Rekord pobiła posłanka Katarzyna Królak z Koalicji Obywatelskiej, najpierw oznajmiając w telewizyjnej rozmowie, że większość jej znajomych i rodziny pobrała środki z KPO. Po czym w mediach społecznościowych, na “X”, skorygowała, że ze znajomymi to prawda, ale z rodziną już nie. Jak widać i słychać, do wystąpienia medialnego – mam na myśli to pierwsze – znakomicie się przygotowała. A reagowała w studiu na fakt, że dotację z KPO na kwotę ponad miliona złotych otrzymała żona posła z tego samego klubu Artura Łąckiego. Trudno chyba się dziwić ludziom, że podobne sytuacje postrzegają jako nepotyzm. Podobnie przyznawania środków celebrytom jak Magdzie Gessler pół miliona złotych na rozwój cateringu U Fukiera obronić się nie da, skoro miały służyć pokrzywdzonym przez pandemię przedsiębiorcom, a nie znanym z tego, że są znani.  

Władzy, która publicznie mówi głupstwa, nikt nie szanuje. Przekonali się o tym rządzący przed 15 października 2023 r, stało się to bowiem jedną z przyczyn porażki PiS tamtego pamiętnego dnia. 

Złote jajko i wiejska znachorka

Pisowskie rządy miały niemądre przekazy dnia, w wyniku których wszyscy posłowie odklepywali do kamer to samo bez spodziewanego efektu. I sławetne urągające logice paski na ekranie TVP za prezesury Jacka Kurskiego. Teraz Koalicja Obywatelska ma chybione przekazy indywidualne. I paski na ekranie TVN równające do wzorów z Kurskiego czasów, chociaż to stacja nominalnie prywatna, a nie rządowa.  

Nie o jachty ani sauny chodzi, tylko o ludzką przyzwoitość. A tej nie da się zmierzyć w procentach. Dlatego przytaczanie przez rządzących danych aż do miejsca po przecinku, jak niewielki jest zakres nieprawidłowości, stanowi błędną taktykę. I przypomina leczenie jęczmienia na oku zamawianiem przez wiejskie znachorki.

W czasach pierwszej Solidarności (1980-81) Jacek Kuroń charakteryzował społeczne nastroje słowami, że gdyby nawet rząd zniósł złote jajko, nic mu to nie da. Bo ludzie i tak powiedzą, że po pierwsze nie złote tylko fałszywe, a po drugie wcale nie zniósł, tylko ukradł i wywiózł do Związku Radzieckiego. Jak widać tamta reguła z czasów mieszanego systemu autorytarnego zawierającego w sobie nieliczne tylko demokratyczne elementy (jak negocjacje i społeczne porozumienia), nie zanika wcale w czasach pełnej demokracji. Jeśli dla Koalicji 15 Października złotym jajkiem miały stać się środki z KPO, to już widzimy, że się nie udało.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here