Jak Czarzasty zastępuje Tuska

0
65

Wcale nie premier występuje w roli głównego krytyka prezydenta Karola Nawrockiego, który wbrew opinii większości Polaków, a także jak się wydaje w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, zawetował projekt ustawy wdrażającej unijny program SAFE, gwarantujący 180 mld zł na wzmocnienie obronności Polski.  To marszałek celebruje wytykanie mankamentów konkurencyjnego prezydenckiego projektu “SAFE zero procent”, odwołującego się do możliwości finansowych Narodowego Banku Polskiego, chociaż ten ostatni kolejny rok przynosi straty. Poświęcił temu osobną konferencję prasową, a oceny poparł opiniami ekspertów.

Podobnie jak w kwestii finansowania zbrojeń, również w sporze z prezydentem o legalność wyboru nowych członków Trybunału Konstytucyjnego to Włodzimierz Czarzasty a nie Donald Tusk gra pierwsze skrzypce. Marszałek Sejmu zwrócił się do Nawrockiego ze spektakularnym apelem o przyjęcie ślubowania od nowych sędziów.

Zaś projektowi “SAFE zero procent” Czarzasty nie nadał nawet numeru druku, a oznacza to, że Sejm nie zamierza wcale nad nim pracować. Marszałek decyzję motywuje sprzecznością prezydenckiego przedłożenia z Konstytucją. Zaciąganie gwarantowanych przez państwo pożyczek, na których SAFE się opiera (w tym wypadku jest to 3 proc, pożyczka koreańska za rządów PiS kosztowała 6 proc czyli dwa razy tyle) pozostaje bowiem w gestii rządu, a projekt powinien wskazać źródła finansowania realne, a nie fikcyjne (jak nie istniejący od paru lat za rządów tam Adama Glapińskiego zysk NBP).

W obecnej sytuacji raczej nietrudno wskazać, kto ma rację – jasno ocenia to opinia publiczna, skoro spośród obywateli ufających prezydentowi (jest ich 49 proc), tylko co drugi (25 proc całości badanych) zgadza się z decyzją Nawrockiego o zawetowaniu SAFE, przynajmniej wedle sondażu Opinii 24 z 11-12 marca 2026 r,   

Dalece ciekawsze wydaje się zmiana po – jeśli można tak powiedzieć – jasnej stronie mocy, zaskakująca, skoro jeszcze niedawno przywództwo Donalda Tuska w Koalicji 15 Października nie tylko z racji pełnienia urzędu premiera nie było kwestionowane. Uznawał je również poprzednik Czarzastego w fotelu marszałka Sejmu Szymon Hołownia, pomimo znacznej osobistej popularności, którą rychło roztrwonił, jak również siły głosów w Sejmie, niewspółmiernie większej wtedy od tej, jaką dysponuje lider Nowej Lewicy. 

 Spała i chwała

Hołownia poniósł jednak porażkę, również w macierzystym ugrupowaniu (Polska 2050 podzieliła się na dwa równej wielkości kluby parlamentarne), w znacznej mierze z poduszczenia Tuska. Uległe wobec premiera, a wrogie ówczesnemu marszałkowi media sekowały go za wyrzeczenie się matactw i terminowe zaprzysiężenie Nawrockiego, który jest jaki jest, ale wybory wygrał demokratycznie. Natomiast Czarzastego Tusk konsekwentnie wzmacnia. Pytanie, czy nie na własną zgubę. A żurnaliści sejmowi, zwykle sprzyjający Koalicji Obywatelskiej, marszałka wprost uwielbiają i zwykle nie zadają mu trudnych pytań.

Postawił mu je za to, co trzeba Tuskowi przyznać, sam premier. Po ujawnieniu kontaktów biznesowych Czarzastego z Rosjanką Swietłaną Czestnych, powiązaną z kremlowską oligarchią – Donald Tusk w pierwszym odruchu wezwał marszałka Sejmu na dywanik. Co usłyszał w trakcie tej rozmowy, tego nie wiemy. Ale później Tusk, jakby został przekonany, konsekwetnie już Czarzastego wspierał. Chociaż interesy wokół Hotelu Mościcki w Spale chwały marszałkowi nie przynoszą. Dowodzą bowiem albo nagannych kontaktów wynikających z niefrasobliwości – pamiętamy, co zgubiło parę dekad temu Józefa Oleksego – albo trudnej do wytłumaczenia i obrony pazernej postawy polityka, pozostającego przecież beneficjentem przemian ustrojowych: jego wydawnictwo Muza wyłoniło się jako znakomity biznes z dawnych instytucji socjalistycznych.

Szymonem Hołownią politycy KO i komentatorzy w mediach głównego nurtu zgodnie poniewierali za to, że spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim, chociaż uznać można, że rozmowa marszałka Sejmu, którym wtedy był ten pierwszy, z prezesem najliczniej w nim reprezentowanego ugrupowania – to nic zdrożnego. Wobec zamieszania ze Swietłaną Czestnych i związanym z nią hotelowym biznesem przyjęto odmienne standardy.           

Najlepszy, być może do czasu, koalicjant Donalda Tuska

Odnieść można wrażenie, że do Czarzastego znany czasem z bezwzględności nawet wobec swoich Tusk (pamiętamy jak eliminował z Platformy Obywatelskiej Macieja Płażyńskiego i Andrzeja Olechowskiego, Pawła Piskorskiego i Zytę Gilowską) – nie tyle zachowuje pobłażliwość, ale konwenwentnie go promuje. Uzasadnić to można faktem, że Nowa Lewica, chociaż tak słaba w sondażach (raptem 6 proc poparcia) pozostaje jednak jedynym koalicjantem KO, któremu w ogóle dają one miejsce w przyszłym Sejmie.

Nie mylmy jednak przyczyny ze skutkiem. Dawne zaplecze Hołowni, ale także Polskie Stronnictwo Ludowe lojalnego przecież wobec Tuska wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza były konsekwentnie przez premiera i jego ludzi osłabiane. Czarzasty za to – wywyższany ponad miarę społecznego poparcia dla jego formacji.

Włodzimierz Czarzasty zdaje sobie sprawę, jak nikłe ono pozostaje. W niedawnym sondażu IBRIS wygrywa KO (31 proc) przed PiS (25 proc) i Konfederacją (14 proc), nawet ta druga, Korony Polskiej Grzegorza Brauna (8 proc) wyprzedza Nową Lewicę (6 proc) [1].

Zarazem jednak kiedy mierzy się zaufanie dla polityków, to tylko Karol Nawrocki (49 proc), Radosław Sikorski (47 proc) i sam Donald Tusk (41 proc) wyprzedzają w tym rankingu Włodzimierza Czarzastego (również 41 proc, ale nieco mniej “po przecinku”) [2]. Czwarte miejsce, zwykle przeklinane przez sportowców, skoro jest najwyższym, co medalu nie daje – dla polityka pozostaje wygodne, bo nie skłania do euforii zacierającej krytycyzm i zapowiada raczej awans niż degradację.  

Wniosek z tego oczywisty. Czarzasty ma szansę w wielkiej polityce, znajduje ją, celebrując swoją rolę marszałka, ustawiając się na kontrze wobec Nawrockiego, wciąż popularnego ale identyfikowanego z wzbudzającym u wielu strach PiS, i w blasku jupiterów broniąc Konstytucji. A nie afiszując się z własnym topniejącym partyjnym zapleczem. Pomimo “efektu Czarzastego”, czyli pozytywnych następstw wyboru go na marszałka – Lewica ma wciąż w sondażach mniej, niż dwa i pół roku temu osiągnęła w wyborach. Znów znajduje konkurencję w Partii Razem, z którą wtedy szła wspólnie. A z Czarzastego taki kapitan drużyny, że z 26 posłów, jakich 15 października 2023 r. Nowa Lewica wprowadziła do Sejmu – piątkę już stracił. Z 21-osobowym klubem poselskim przeszedł do historii jako marszałek mający najmniej liczne zaplecze. Nawet w rozdrobnionym ponad miarę pierwszym pochodzącym z wolnych wyborów Sejmie w 1991 r. wybrany wtedy marszałkiem Wiesław Chrzanowski miał za sobą ponad dwa razy więcej posłów Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego.

Jeśli “efekt Czarzastego” naprawdę wybrzmi i zwyczajnie się wyczerpie, nie gwarantując już Nowej Lewicy obecności w kolejnym Sejmie – lider może spróbować podbić go i wzmocnić gwałtownymi nawet działaniami. Za dogodny pretekst posłużyć mogą lekceważone przez pragmatycznych liberałów z KO kwestie socjalne i obyczajowe. Znajdowały się, od budownictwa socjalnego po legalną aborcję, wśród obietnic poczynionych przed 15 października 2023 r. Czarzastemu naprawdę nie zależy na ich realizacji. Ale jako dogodny pretekst wystarczą. Na fali rozczarowania efektami zmiany, co zapowiadała się zachęcająco, marszałek spróbuje odegrać rolę pierwszego sprawiedliwego. A wtedy Tusk pożałuje poparcia, którego mu udziela. W wariancie twardym może dojść nawet do rozpadu obecnej większości i wyborów parlamentarnych przed terminem.

Włodek chce zostać prezydentem, powtarzają jego starzy znajomi

Faktycznym celem Czarzastego wydają się jednak inne wybory, nieważne, że ich termin (2030 r.) wydaje się odległy: prezydenckie. Koalicja Obywatelska jeszcze nie ma kandydata, bo Rafał Trzaskowski dwa razy już przegrał, Radosława Sikorskiego nie zaakceptuje aparat partyjny (wyszło to na jaw przy okazji ostatnich prawyborów), zaś sam Donald Tusk kandydowania nie zaryzykuje. Oczywiście wykluczyć można poparcie przez KO prezydenckiej kandydatury Czarzastego, ale może się okazać, że od wyborców dostanie premię za to, że o kampanii prezydenckiej za cztery i pół roku pomyślał nie jako pierwszy wprawdzie, ale za to drugi po samym Karolu Nawrockim. Wtedy pretendentowi Koalicji Obywatelskiej, ktokolwiek nim zostanie, może być trudno dogonić obecnego marszałka. Świadomie budującemu swój wizerunek. Przecież nie do pomocy w pracy w Sejmie potrzebuje Czarzasty Marka Siwca, kojarzonego tak ze wzlotami jak upadkami Aleksandra Kwaśniewskiego, o którym każde dziecko wie, jaką funkcję pełnił przez dekadę. – Włodek chce zostać prezydentem – powtarzają jego starzy znajomi, w klubie i kuluarach, w tym najtęższe głowy lewicy. Oprócz planu maksimum, który niejednego pewnie rozśmieszy, dalece ważniejszy i kluczowy może okazać się wariant bardziej realny, zapewne nie przekraczający możliwości polityka, którego po aferze Lwa Rywina spisywano na straty, a w dwie dekady po niej stał się drugą osobą w państwie.  

W odróżnieniu od kandydata KO, Czarzasty wcale nie musi wygrać. Wystarczy, że znajdzie się w drugiej turze. Wtedy będzie rozdawać karty. I to Koalicja Obywatelska przyjdzie do niego po prośbie, nie odwrotnie.

Nie wszystko jednak, co dobre dla Czarzastego, okaże się dobre dla kraju.

Prezydencka koncepcja Czarzastego ma jeden zasadniczy mankament. Nie wydaje się, by miał szanse w starciu z Karolem Nawrockim. Zwłaszcza, jeśli – ambitny wprawdzie bardzo ale też bezsprzecznie inteligentny – wystartuje z wewnętrznym przekonaniem, że nie o to chodzi, by w tej grze wygrać. Z podobnym nastawieniem ruszył w 2020 r. do wyborów Rafał Trzaskowski. Za cel postawiono mu nie walkę z Andrzejem Dudą, lecz zablokowanie Hołowni, by ten ostatni nie został samodzielnym liderem obozu demokratycznego, kosztem aparatu KO. Trzaskowskiemu weszło w krew, że wcale nie musi zwyciężyć. Aż w 2025 r, pozostając faworytem mediów i sondaży, a przy tym kandydatem obozu władzy – dał się pokonać wykpiwanemu Karolowi Nawrockiemu i zyskał opinię “przegrywa”. Zasłużenie na pewno. Problem, że Polska na tym nie zyskała. Przy okazji SAFE po raz kolejny się o tym przekonaliśmy.          

[1] IBRIS z 13-15 marca 2026

[2] IBRIS z 20-21 lutego 2026

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here