Jak na skrzydłach

0
60

W parę tygodni po dziewiętnastych urodzinach Kacper Tomasiak zdobył we Włoszech srebrny medal olimpijski w skokach narciarskich. Sukces ten okazuje się bezcenny dla Polaków, bo jest realny a nie wirtualny w odróżnieniu od miejsca kraju wśród dwudziestu największych gospodarek świata, które nie cieszy zwykłych utyskujących na drożyznę w LIdlu i Biedronce obywateli albo ubiegłorocznego lotu w kosmos męża posłanki partii rządzącej, co nawet ci, którzy socjalizmu realnego nie lubili kwitują nieubłaganym stwierdzeniem: w 48 lat po Mirosławie Hermaszewskim.

Kacper Tomasiak wytrzymał napięcie, skoro po pierwszej serii skoków zajmował w konkursie czwarte miejsce: niby krok od medalu, ale bez gwarancji, co w oczywisty sposób wzmagało stres. Ojciec nowego wicemistrza olimpijskiego jest trenerem skoków narciarskich w Szczyrku i ma oczywisty udział w karierze syna, za to o psychologię zawodnika, a przy okazji też o stosowną dietę dba matka, pedagog po akademii krakowskiej. Rodzice troszczyli się o jego nie tylko sportową edukację. Kacper zawsze był bystry. Pamięć ma dobrą, więc czasem przejrzenie notatek w przerwie między lekcjami pozwalało mu dany przedmiot zaliczyć. Memów z nim podobnych jak swego czasu z Piotrem Żyłą mimowolnie lub świadomie odgrywającym rolę chłopka roztropka raczej się nie doczekamy.

W Predazzo pofrunął jak na skrzydłach, chociaż dopiero pierwszy sezon startuje z najlepszymi. Z oczywistych względów – w odróżnieniu od rywali – nie może zachować wspomnień z poprzedniej olimpiady, kiedy miał 15 lat, chociaż mistrzem został już cztery lata wcześniej w swojej kategorii wiekowej. Przed igrzyskami we Włoszech Kacper Tomasiak ani razu nie stawał na podium konkursów Pucharu Świata. Dwa razy był piąty, w Engelbergu i niedalekiej od rodzinnego Bielska Wiśle. A jednak na olimpiadzie przegrał tylko z niemieckim skoczkiem Philippem Raimundem. 

Inteligentna, sprawiająca wrażenie szczerej twarz i składne wypowiedzi młodego wicemistrza olimpijskiego wskazują, że Kacper Tomasiak nadaje się na bohatera wyobraźni zbiorowej. Czy nim zostanie na trwałe – trudno przesądzać. Ryzykuje i wygrywa, a przy tym pozostaje jednym z nas, tak odbierają go zwykli ludzie. Takie okazało się źródło kultu  Adama Małysza, czasem przez kibiców “małym szybowcem” zwanego. Część swojego potencjału tamten mistrz roztrwonił udziałem w niezbyt mądrych reklamach, gdzie prezentował się jak kukiełka. Jednak los innych skoczków, co zawczasu o siebie nie zadbali, o czym będzie jeszcze mowa, sprawia, że trudno mieć o to pretensje.  

Wychowali medalistę, teraz grozi im plajta

W Polsce jednak każdy medal – również srebrny – ma dwie strony. Dosłownie kilka godzin zanim Tomasiak został drugim skoczkiem świata, powiadomiono, że Szkole Mistrzostwa Sportowego w Buczkowicach, której absolwentem jest nasz najmłodszy wicemistrz olimpijski, brakuje pieniędzy na dalszą działalność. O tym, że samorząd nie ma dla niej środków poinformował  starosta bielski Andrzej Płonka.

Swego czasu, jak wiadomo, Adam Małysz poważnie zastanawiał się nad powrotem do wyuczonego zawodu dekarza, bo wyglądało na to, że nie będzie w stanie wyżyć ze skoków narciarskich.         

Pierwszy złoty medalista olimpijski dla Polski w sportach zimowych, zwycięzca konkursu na dużej skoczni na Okurayamie w Sapporo (1972 r.) Wojciech Fortuna teraz ma za co żyć, bo obowiązują już świadczenia dla zdobywców olimpijskich medali: pobiera co miesiąc z tego tytułu ponad 5117 zł (bez grosza) na rękę. Wcześniej różnie z tym bywało. W rodzinnym Zakopanem próbował zostać taksówkarzem. Nie powiodło mu się również na emigracji w Ameryce. Kiedy zdobywał złoto, miał tyle lat, co teraz srebrny Tomasiak. Nieszczęściem Fortuny stało się, że potem prawie każdy chciał napić się z mistrzem. Autor historycznego skoku, którym w pierwszej serii znokautował rywali, nigdy już się do tamtego poziomu nie zbliżył. Trafił za to za kraty za rzekome dręczenie partnerki. Kaucję za niego wpłacili wielbiciele jego talentu.

Nie zdobył wprawdzie medalu olimpijskiego Stanisław Bobak (na igrzyskach w Lake Placid w 1980 r. był 10.) ale przez wiele lat zaliczał się do światowej czołówki w skokach. Stawał na podium w konkursach Turnieju Czterech Skoczni i Pucharu Świata. Po latach żył z 500-złotowej renty oraz wynajmowania turystom pokoi w swojej starej chałupie. Korzystający z nich letnicy i narciarze nie mieli nawet pojęcia, że ten dziwny gazda, ich gospodarz przed laty rywalizował na skoczniach świata z Austriakiem Tonim Innauerem oraz Niemcem Hansem Georgiem Aschenbachem. 

Chałupa Bobaka (sam mistrz nie żyje od kilkunastu lat) stała w Zębie. To najwyżej położona, jak podkreślają geografowie, wieś w Polsce. Stamtąd pochodzi też Kamil Stoch. Pierwszy w historii polskich sportów zimowych trzykrotny mistrz olimpijski, do czego dodał jeszcze brąz w konkursie drużynowym. Fortuna miał pojedyncze złoto. Małysz – żadnego. Zdobył na igrzyskach trzy srebrne i jeden brązowy medal, ale ludzie kochali go za to, że uznawali go za bliskiego sobie. Bardziej niż później znacznie mocniej utytułowanego Stocha. Teraz ten drugi przekazuje Tomasiakowi pałeczkę tej sztafety w skokach narciarskich, uznawanych od ćwierćwiecza za polski sport narodowy, także za sprawą braku sukcesów w boksie i piłce nożnej, jeśli pominąć indywidualny jednak i nie skutkujący przewagami reprezentacji narodowej format przewag Roberta Lewandowskiego w tej ostatniej dyscyplinie sportu..    

Polski sport wraca do gry 

Medal Kacpra Tomasiaka przychodzi w czasie, kiedy okazuje się szczególnie potrzebny. Ważny tak dla sportu jak samopoczucia Polaków, które zwykł on poprawiać w najtrudniejszych czasach: wystarczy przypomnieć pięć złotych medali polskich pięściarzy na Mistrzostwach Europy w odbudowanej po wojnie Hali Mirowskiej (1953 r.) czy “zwycięski remis” piłkarzy ze Związkiem Radzieckim dający nam wstęp do czwórki najlepszych Mundialu hiszpańskiego (1982 r.), kiedy to w kraju wciąż obowiązywał stan wojenny.  

Teraz mamy drugiego skoczka narciarskiego w świecie.  

Niedługo wcześniej podano wiadomość, że jedyna złota medalistka niedawnej letniej olimpiady w Paryżu (2024 r.) najlepsza tam we wspinaczce, kończy karierę. Wyniki polskich sportowców na tamtych igrzyskach okazały się kompromitacją a w klasyfikacji medalowej zajęliśmy najgorsze w historii miejsce w piątej dziesiątce (dokładniej: 42.). Dla porównania w Montrealu (1976 r.) chociaż kraj był bez porównania uboższy i przez komunistów rządzony zostaliśmy szóstą sportową potęgą świata, wyprzedzeni tylko przez masowo hodujące cyborgów Związek Radziecki i Niemiecką Republikę Demokratyczną oraz trójkę najbogatszych państw: Stany Zjednoczone, RFN i Japonię. Dzięki srebru Tomasiaka zimowa olimpiada w Mediolanie i Cortina d’Ampezzo już stała się sukcesem dla Polski. Na więcej, zanim się zaczęła, raczej nikt nie liczył.  Z wynikiem Tomasiaka już jesteśmy lepsi niż na poprzednich igrzyskach, gdzie zdobycze całej olimpijskiej ekipy ograniczyły się do brązu innego skoczka Dawida Kubackiego.  Chociaż jeszcze w Soczi (2014) mieliśmy cztery złote medale (Justyny Kowalczyk, Zbigniewa Bródki i dwukrotnie Kamila Stocha) oraz jedenaste miejsce w klasyfikacji, podobnie jak w 1960 r. 

Igrzyska to spektakl. Dzięki sukcesowi Kacpra Tomasiaka nie jesteśmy z niego wykluczeni. Skoki przecież na równi z narciarstwem alpejskim i hokejem pozostają najbardziej widowiskowymi zimowymi dyscyplinami sportu.  

Zaś fascynację Polaków skokami, przejawiającą się zarówno pamiętną “małyszomanią” jak tłumami zbierającymi się co rok w styczniu na zakopiańskiej Wielkiej Krokwi – łączyć można nie tylko z osłabieniem naszego potencjału w innych sportach, co z latami prawdziwej legendy i tradycji, starszej od sukcesów Fortuny, Bobaka i Piotra Fijasa (brązowego medalisty mistrzostw świata w lotach narciarskich w 1979 r), nie mówiąc już o Małyszu i Stochu. Symbolizuje ją postać Stanisława Marusarza: ten urodzony w 1913 r. skoczek medalu olimpijskiego nie zdobył, bo najlepsze lata kariery zabrała mu wojna. W 1936 r. był piąty na olimpiadzie zimowej w Garmisch-Partenkirchen, odbywającej się w nieprzyjaznym Polakom klimacie propagandy niemieckiego faszyzmu. 

Stanisław Marusarz został też wicemistrzem świata w 1938 r. w fińskim Lahti. Jednak wcale nie na tamtejszej skoczni oddał najsłynniejszy skok swojego życia, lecz w parę lat później z okna celi śmierci krakowskiego więzienia Montelupich, w której okupujący Polskę Niemcy umieścili go za aktywność na szlaku kurierów tatrzańskich, kursujących z konspiracyjnymi materiałami z Zakopanego do Budapesztu i z powrotem. Stanisław Marusarz był jednym z dwóch uczestników, którzy przeżyli tamtą ucieczkę. 

Na kanwie losów jego i innych kurierów, w tym Józefa Krzeptowskiego, powstała w latach 70. przeznaczona dla młodzieży powieść “Trzecia granica”   Adama Bahdaja (jej autor sam działał podczas wojny na Budapeszteńskim szlaku) a na jej podstawie serial telewizyjny. Oddziaływały na wyobraźnię kolejnych roczników. Kultowe podejście Polaków i szczególne zainteresowanie tą dyscypliną sportu ma źródło również w tej, biorącej się z wojennej rzeczywistości, legendzie. 

Ten medal nie spadł nam z nieba, nawet jeśli to efektownie brzmiąca metafora. Na pewno Kacper Tomasiak, student krakowskiej Akademii Kultury Fizycznej, stanie się dla wielu inspiracją bardziej wiarygodną i przekonującą niż influancerzy czy celebryci zwykle kształtujący gusta młodszych roczników Polaków. Olimpijskie srebro w wieku 19 lat to przecież naprawdę coś imponującego.  I sukces, którego od dawna nam brakowało. Po Małyszu i Stochu kolejny mistrz wyręczył ministrę edukacji ale też dyżurnych znawców nastrojów społecznych. Nie da się uznać, że to bez znaczenia dla naszego poczucia wspólnoty.  Potrzebowaliśmy tego po prostu.    

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here