Decyzja Karola Nawrockiego, by Okrągły Stół usunąć z Pałacu Prezydenckiego i oddać do Muzeum Historii Polski nie tyle wzmacnia podziały wśród Polaków, co zakłada ich słabą znajomość historii. W pojednawczych rozmowach przy Okrągłym Stole z komunistami od lutego do kwietnia 1989 r. uczestniczyli bowiem obaj Kaczyńscy: Jarosław i Lech, także Zbigniew Romaszewski a nawet Krystyna Pawłowicz i ówczesny student Mariusz Kamiński czy młody nauczyciel z Wybrzeża Jarosław Sellin. Jednym słowem późniejsi fundatorzy obozu politycznego, który w 36 lat po tamtych pertraktacjach doprowadził Nawrockiego do prezydentury.
Okrągły Stół nie jest fetyszem ani skarbem kultury, ale jako mebel i zabytek – bo tak trzeba go postrzegać, akurat w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu znajdował zasadne miejsce, bo po pierwsze tam toczyły się rozstrzygające obrady, po drugie w ich trakcie narodziła się koncepcja przywrócenia w Polsce prezydentury: w latach 1952-89 PRL zamiast prezydenta miała tylko przewodniczącego Rady Państwa, chociaż nie był to z pewnością najbardziej odczuwalny z socjalistycznych braków.
Karol Nawrocki jako doktor historii wie o tym wszystkim doskonale.
Nawet jeśli pomysł pozbycia się symbolicznego mebla ma za autora jego poprzednika Andrzeja Dudę – to Nawrocki dzisiaj daje mu twarz.
Nie da się polskiej historii najnowszej napisać na nowo. Kiedy deprecjonujący na każdym kroku Lecha Wałęsę jego dawny kapciowy Jarosław Kaczyński ogłaszał, że to jego własny “brat Lech faktycznie kierował Solidarnością”, wzbudziło to gromki śmiech.
Podobnie jak opowieści o tym, że do Stoczni Gdańskiej przywiozła Wałęsę milicyjna motorówka. Teraz nie da się Okrągłego Stołu uznać za intrygę ukutą z Aleksandrem Kwaśniewskim czy Januszem Reykowskim z PZPR wyłącznie przez Bronisława Geremka i Jacka Kuronia. To bracia Kaczyńscy i ich towarzysze drogi stali się beneficjentami układu z komunistami, zawartego kosztem m.in. Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego czy Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, które do Okrągłego Stołu zaproszone nie zostały.
To układ okrągłostołowy dzielił później pomiędzy siebie Polskę, w tym media, dzięki temu Jarosław Kaczyński z woli Wałęsy pomimo braku dziennikarskich doświadczeń i talentów został redaktorem naczelnym “Tygodnika Solidarność”, podobnie jak Adamowi Michnikowi przypadło kierowanie “Gazetą Wyborczą”. Policzono, zważono, rozdzielono. I co, co się teraz najbardziej przy tym najsłynniejszym z polskich stołów upaśli piszczą teraz: – To nie my.
Nie musimy im wierzyć. Historia to dla Polaków ważna sprawa. I żaden problem sprawdzić czy zapytać, jak było naprawdę.