Jedna Ojczyzna, dwa radykalizmy

0
19

Krytycy z jego własnego obozu mają do Donalda Tuska pretensje, że na spotkaniu w Piotrkowie w rocznicę wyborów z 2023 roku publicznie przyznał: “we mnie aborcja nie budzi entuzjazmu”. Kompromisowy projekt ustawy o związkach partnerskich, dla niepoznaki nazwanej nieco inaczej, efekt długich starań, staje się przedmiotem krytyki zwolenników emancypacji mniejszości, a prezydent Karol Nawrocki już zapowiada, że go nie podpisze, bo proponowane regulacje stanowią konkurencję dla małżeństwa. Opozycyjne PiS zorganizowało niedawno mityng przeciwko paktowi migracyjnemu akurat wtedy, gdy okazało się, że Polska zostanie z niego wyłączona ze względu na zasługi w przyjmowaniu wojennych uchodźców z Ukrainy.

Propisowski tygodnik “Sieci” na okładkę daje ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka odzianego na tę okazję – za sprawą możliwości photoshopa – w mundur krasnoarmiejca i czapkę z czerwoną gwiazdą. Chociaż każdy rozgarnięty licealista śledzący przekazy 24-godzinnych stacji, wie, że zanim zmienił się ustrój – Żurek rzeczywiście do jednej partii należał. Jednak była nią Konfederacja Polski Niepodległej, a nie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

Z kolei we wspierającej rządzących “Gazecie Wyborczej” Agnieszka Kublik konfabuluje, że Szymon Hołownia dlatego zyskał sobie wraz z całą Trzecią Drogą w 2023 roku poparcie 14 procent wyborców, że Tusk wezwał do głosowania na tę listę. Jak to tak, nie na własną? – zdziwi się ktoś przytomnie. Nieco inna wypowiedź obecnego premiera wtedy rzeczywiście miała miejsce: Tusk przytomnie oznajmił, że jeśli ktoś już naprawdę nie chce poprzeć Koalicji Obywatelskiej, to niech przynajmniej zagłosuje na Trzecią Drogę. Ale to on zawdzięcza premierowską posadę Hołowni, więc odwracanie kota do góry ogonem nie ma sensu, jak mawia lud polski, krzywdząco przez byłego prezesa TVP za pisowskich czasów Jacka Kurskiego ciemnym zwany. Bo właśnie przy urnach 15 października przed dwoma laty zwykli Polacy udowodnili, że okazują się bardziej oświeceni od polityków, z pisowskimi celebrytami na czele: tak masowym udziałem jak roztropnym wyborem.

Nie głosowaliśmy wtedy na pewno za polaryzacją. Coraz lepiej wykształcone społeczeństwo wie doskonale, że dwubiegunowość stanowi jednostkę chorobową, leczoną przez psychiatrów. 

Obstawiają ją jednak media głównego nurtu. Wspomnianego już tu Hołownię odsądziły od czci i wiary za to, że spotkał się z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, chociaż partia PiS dysponuje najliczniejszym klubem w Sejmie tej kadencji, a spotkania tego typu zaliczają  się do obowiązków marszałka.

Równe oburzenie, co sam fakt rozmowy Hołowni z Kaczyńskim u Adama Bielana i dzięki pośrednictwu Michała Kamińskiego – wzbudziła w mediach głównego nurtu nocna pora spotkania. Zupełnie jakby ich ulubieniec Tusk przed 33 laty w blasku dnia wspólnie z Leszkiem Moczulskim i Waldemarem Pawlakiem odwoływał rząd Jana Olszewskiego.

Efekt rozbuchanego radykalizmu na pokaz okazuje się już widoczny w badaniach opinii publicznej. Nie tylko zyskuje w nich Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna ale nie traci – chociaż niby powinna, skoro z tego samego  pnia się wywodzi – Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Co mimowolnym sprawcom tej progresji wcale nie wróży najlepiej.

Jeżeli bowiem tendencja do kurczenia się i zaniku umiarkowanego centrum oraz obrastania skłóconych dwóch największych partii – karmiących się wiecznym sporem – ich jeszcze bardziej radykalnymi alternatywami utrzyma się, rolę mediów głównego nurtu przejąć może kto inny.

Jeśli wynik przyszłych wyborów okaże się taki, jak wynika z sondażowych tendencji – mainstreamem przestaną być TVN i “Gazeta Wyborcza”. A zacznie “Kanał Zero” Krzysztofa Stanowskiego.

Co wtedy powiemy? Sam tego chciałeś Adamie, przepraszam, miałem rzec po Molierowsku: Grzegorzu Dyndało…

Znamy ten mechanizm z doskonałego “Ronda” Kazimierza Brandysa, gdzie bohater podczas okupacji, pragnąc uchronić dziewczynę, w której jest zakochany, od celi na Pawiaku, tortur na Szucha i kuli w egzekucji ulicznej – specjalnie zakłada na jej użytek całkowicie fikcyjną organizację konspiracyjną. Jeśli jednak odwołać się do terminologii już współczesnej, działania wirtualne zmienią kształt realu w kierunku niekoniecznie zgodnym z oczekiwaniami. I ta organizacja, co miało jej nie być, wyda w końcu na bohatera wyrok śmierci. Na szczęście wciąż korzystamy z dobrodziejstw pokoju, pomimo pełnoskalowych walk za wschodnią granicą i wlatujących do nas sporadycznie dronów czy rakiet. I wystarczyć powinna groźba śmierci cywilnej. Bo wśród radykalnego rozpasania zbędni okażą się nie tylko umiarkowani politycy. Liberalne media również, bo wystarczą te określane zwykle mianem tożsamościowych: szukamy w nich utwierdzenia w wierze, a nie informacji lub nawet komentarza. Kto sieje wiatr, zbiera burzę… 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here