Pożegnanie Antoniego Lenkiewicza (1934-2026)
W więzieniach PRL siedział osiem lat, dłużej niż sam przewodniczący KPN Leszek Moczulski. 11 listopada 1985 r. Antoni Lenkiewicz zdążył wygłosić wykład o Józefie Piłsudskim w kościele Karola Boromeusza w rodzinnym Wrocławiu zanim uprowadzili go stamtąd funkcjonariusze służby bezpieczeństwa: kiedy się już odnalazł otrzymał kolejny, roczny wyrok. W Konfederacji Polski Niepodległej był jednym z mądrych i szanowanych starszych panów i zarazem oryginałów, którzy jak Andrzej Ostoja-Owsiany czy Bohdan Urbankowski własnym przykładem a czasem barwną anegdotą wpływali na poglądy niepodległościowej młodzieży.
Maksym Gorki swoją autobiografię rewolucjonisty znamiennie zatytułował: “Moje uniwersytety”. Autor “Matki” miał oczywiście na myśli więzienia, w których celach zamiast sal wykładowych odbywał przyspieszoną edukację. Podobną rolę areszty i więzienia PRL odegrały w życiorysie przekonanego kontrrewolucjonisty Antoniego Lenkiewicza, który nigdy nie żywił złudzeń co do socjalizmu realnego w Polsce. Nie próbował go naprawiać, tylko od zawsze zwalczał. W efekcie kiedy w wieku trzydziestu lat uzyskał dyplom studiów wyższych a dane mu było ukończyć i historię i prawo – miał już za sobą kilka lat odsiadki: cztery z nich, zresztą z dwunastu zasądzonych, spędził w bierutowskim więzieniu i karnej pracy w kopalni za próbę tworzenia, gdy był jeszcze licealistą z mazurskiego Pasłęka i Morąga, nielegalnego patriotycznego skautingu, harcerstwa nie czerwonego lecz równającego do przedwojennych i zachodnich wzorców. Dwa kolejne już po Październiku – za próbę przekształcenia spółdzielni pracy, też harcerskiej zresztą i studenckiej, w ośrodek działalności opozycyjnej. Potem został jeszcze Lenkiewcz doktorem praw, chciał znać lepiej tę dziedzinę niż jego prześladowcy. Z przyjemnością pisał wydawane bez cenzury książki o wielkich Polakach: Kazimierzu Pułaskim, Józefie Piłsudskim i Władysławie Andersie, pewien, że na młodych silniej wpływa budujący i pobudzający wyobraźnię przykład niż ideologiczna perswazja.
Czynny już w działaniach Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, pełną możliwość realizacji swoich piłsudczykowskich przekonań zyskał sobie wraz z powstaniem Konfederacji Polski Niepodległej, gdzie z czasem doszedł jeszcze przed zmianą ustrojową do statusu członka ścisłego kierownictwa: rady politycznej. W ruchu Solidarności został w okresie legalnego działania Związku delegatem na jego historyczny pierwszy zjazd w gdańskiej hali Olivii. Doradzał władzom Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i Regionu Dolny Śląsk w kwestiach prawnych, z czasem wszedł do zarządu tego drugiego gremium. Internowany za to po wprowadzeniu stanu wojennego, spędził za kratami kolejny rok: zwolniono go dopiero w przeddzień wigilii 1982.
Całe PRL przeżył na skromnych jak na miarę jego talentu posadach, jeśli nawet kierownika to co najwyżej ośrodków badawczo- rozwojowych czy organizacji pracy w rozmaitych podrzędnych instytucjach. Działalności społecznej nie traktował zdawkowo ani jako przedsionka polityki: nie wszyscy wiedzą, że jako prawnik zajmował się jak wtedy mawiano trudną młodzieżą, pro bono, bo uznawał ją za ofiarę systemu komunistycznego. A w latach 80. w ramach pracy u podstaw organizował po parafialnych salach Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy – przedsięwzięcie przywodzące na myśl zamierzenia starszych od niego o sto lat pozytywistów.
Wrocław stanowił dla KPN niełatwy teren do działania. Zwykle KPN okazała się bowiem najmocniejsza tam, gdzie Solidarność była słabsza jak w Lublinie (pierwsze wolne wybory do Sejmu w 1991 r. na Lubelszczyźnie wygrała właśnie Konfederacja Polski Niepodległej), albo gdzie regionalnym przewodniczącym Związku stawiano zarzuty nielojalności, jak w wypadku Stanisława Zawady w Małopolsce czy Jarosława Sienkiewicza z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Wrocław natomiast był twierdzą Solidarności i działali tam charyzmatyczni przywódcy jak przewodniczący Zarządu Regionu Dolny Śląsk Władysław Frasyniuk i znany z operacji brawurowego ocalenia przed SB kwoty 80 milionów złotych ze składek związkowych Józefa Piniora (opowieść o tym stała się kanwą filmu Waldemara Krzystka). W tej specyficznej sytuacji Lenkiewicz jako lokalny lider nurtu niepodległościowego próbował się odnaleźć od 1983 r. również jako zaprzysiężony członek konkurencyjnej wobec NSZZ”S” powołanej przez Kornela Morawieckiego Solidarności Walczącej, silnej szczególnie we Wrocławiu. Lenkiewicz nie zarzucił oczywiście działalności w Konfederacji Polski Niepodległej, bezsprzecznie dla niego najważniejszej.
W czerwcowych wyborach 1989 r. wystartował z listy KPN, przeciwko kandydatom Komitetu Obywatelskiego, co wynikało z jego poczucia lojalności. Wiedział bowiem przy swojej żywej inteligencji doskonale, że konkurenci Solidarności nie mają szans na wybór i chodzi raczej o manifestację niezgody na sposób potraktowania reszty opozycji przez pretendujące do monopolu ówczesne otoczenie przewodniczącego Lecha Wałęsy. Na wrocławskich Krzykach wywalczył Lenkiewicz niecałe 4 proc głosów.
Nie został posłem także później – kolejno z poparciem Porozumienia Centrum i Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego.
Natomiast wybrano go radnym Wrocławia, swoje obowiązki w tej roli traktował z powagą i łączył z ożywioną działalnością publicystyczną. Zachował szczególne wyczulenie na kwestie prywaty czy korupcji w każdej postaci.
Konspirator z przełomu lat 40 i 50, więzień polityczny za rządów Bolesława Bieruta, Władysława Gomułki i gen. Wojciecha Jaruzelskiego, działacz Konfederacji Polski Niepodległej jako najstarszej partii antykomunistycznej między Łabą a Władywostokiem, związkowiec o ogromnej energii a wreszcie skrupulatny samorządowiec wolnej Polski – został przez nią uhonorowany Orderem Orła Białego. To najwyższe nasze odznaczenie, ale przyznanie go Antoniemu Lenkiewiczowi nie wzbudziło najmniejszych kontrowersji. Spotkałem się wtedy nawet z opinią, że jego życiorysu starczyłoby na skuteczne wnioski jeszcze dla paru innych osób o ten sam order.