Odszedł Kornel Morawiecki. Założycielowi i przywódcy Solidarności Walczącej nie było dane dokończyć pierwszej kadencji poselskiej

W antykomunistycznym podziemiu miał mir nie tylko wśród swoich. Jego nazwisko stało się symbolem stanowczego oporu przeciw komunizmowi. Demokracja nie doceniła go, czego nie zmienił nawet przyznany Kornelowi Morawieckiemu parę dni przed śmiercią order Orła Białego. Żył 78 lat. W wolnej Polsce, o którą walczył, posłem został dopiero cztery lata temu. I nie był zachwycony tym, co zastał w Sejmie.

Z Kornelem Morawieckim od zawsze byłem po imieniu, ale żadna w tym moja zasługa. W przekonaniach stanowczy, w relacjach międzyludzkich był bezpośredni i zarazem uprzejmy. Z młodymi, wywodzącymi się z antykomunistycznej opozycji dziennikarzami przechodził na „ty” po paru minutach rozmowy. Do końca też zachowywał spokój, czasem wytrwale tłumaczył różne zawiłości i meandry. Przekonywał łagodnie, co wzmacniało wrażenie, że zawsze wierzy w to, co mówi. Gdy inni wiecznie popatrywali na zegarki, chętnie przystawał i wdawał się w dłuższą rozmowę nawet przy przypadkowym spotkaniu.

Chociaż mówił cicho, miał wielki mir wśród swoich, a Solidarność Walcząca w podziemiu budowała swoją siłę na profesjonalizmie działania. Chwalili się, że nie mają u siebie agentów. Zaś lider, fizyk z wykształcenia i wykładowca akademicki doczekał się tego, że jego nazwisko stało się synonimem konspiratora: nie złapano go 13 grudnia 1981, dopiero w listopadzie 1987 r. ale nawet to zdarzenie nie zakończyło jego opozycyjnej epopei.

Latem 1990 r. miałem okazję relacjonować konferencję prasową, w trakcie której Kornel Morawiecki ogłosił swoje wyjście z podziemia. Zapowiedział tworzenie ze struktur Solidarności Walczącej nowej Partii Wolności. Nie nadgonił jednak straconego czasu: rząd Tadeusza Mazowieckiego działał już od prawie roku, inne partie miały jawne biura, telefony, budżety i rzeczników prasowych.

Jesienią tego samego roku nie zdołał zarejestrować swojej kandydatury prezydenckiej, chociaż jego rywalizacja z Lechem Wałęsą miałaby symboliczny wymiar. Ale też inny legendarny lider – przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej Leszek Moczulski zajął w tamtych wyborach zaledwie szóste miejsce.

Kornel Morawiecki zaangażował się jeszcze w projekt Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego, przy którym współpracował m.in. ze Zbigniewem Romaszewskim, Andrzejem Kieryłło, Dariuszem Grabowskim czy Wiesławem Breńskim. Demokracja nie doceniła go w tym sensie, ze chociaż o nią tak konsekwentnie walczył – posłem został dopiero po ćwierćwieczu jej obowiązywania, z listy Kukiz’15. Z Sejmu, w którym – z racji wieku, nie zasług – został Marszałkiem Seniorem nie miał powodu być dumnym. Ale cel, który sobie postawił, tworząc w epoce lodowcowej stanu wojennego wiosną 1982 r. konspiracyjną Solidarność Walczącą – został zrealizowany.

NSZZ Solidarność, związek wielki i dziesięciomilionowy, miał walczyć o prawa pracownicze i zasady sprawiedliwości społecznej. Solidarność Walcząca, powołana po delegalizacji przez władze tej, jak wówczas mawiano, „S” pracowniczej – od początku postawiła sobie za cel odzyskanie niepodległości i w miarę szans wspierała opozycję antykomunistyczną w innych krajach bloku wschodniego.

Nazwę zaproponował chyba Tadek Świerczewski” – wspominał wrocławskie początki organizacji sam Kornel Morawiecki. „Paweł Falicki miał inne zdanie. Uważał, że w tłumaczeniu na angielski może to robić wrażenie, że jesteśmy związkiem terrorystycznym. Stanęło jednak na tym, że będziemy Solidarnością Walczącą” [1].

Nie chodziło o to, żeby głosić idee negocjacji, a w ich następstwie porozumienia z komunistami, czego trzymały się władze podziemnej Solidarności(..)” – charakteryzuje różnicę współzałożyciel Solidarności Walczącej w Poznaniu Rafał Grupiński. „Radziliśmy, żeby pamiętać o tym, że komuniści już raz porozumienia siłą złamali – 13 grudnia wyprowadzili czołgi na ulice” [2].

W Solidarności Walczącej znalazło się miejsce zarówno dla przywódcy sierpniowego strajku w 1980 r w Stoczni Gdynia Andrzeja Kołodzieja i skazanej na 10 lat więzienia w pierwszych dniach stanu wojennego Ewy Kubasiewicz (później ją władza amnestionowała, pomimo drakońskiego wyroku), jak dla Grzegorza Schetyny i Wojciecha Myśleckiego. Wokół grup działania formowały się prasa i wydawnictwa. Nawet radio podziemne. Najmocniejsi we Wrocławiu, gdzie działał sam Kornel, ludzie Solidarności Walczącej liczyli się w wielu ośrodkach. Tworzyli barwną legendę, której nie umiały zbudować konferencje Lecha Wałęsy w jego własnym mieszkaniu dla dziennikarzy zagranicznych. Niezliczone ucieczki Macieja Frankiewicza zza krat, powrót przez zieloną granicę samego Kornela Morawieckiego, wywiezionego przez władze do Włoch na polityczną banicję – wszystko to budowało mit siły radykalnej i skutecznej. Rzeczywiście, SW przegrała dopiero z Okrągłym Stołem, któremu się sprzeciwiła.

Standardy Kornel Morawiecki stawiał wysoko, sobie i innym. Raziła go pazerność polityków. Pamiętam jego zdegustowanie rozłamem w ROP, wywołanym przez Antoniego Macierewicza, kiedy to on sam, radykał, do końca próbował mediować pomiędzy zwaśnionymi frakcjami. Nawet gdy jego syn został premierem, Kornel Morawiecki nie sprawiał wrażenia zachwyconego kształtem polskiej demokracji, o którą tyle lat walczył. Czasem przytaczano wyrwane z kontekstu jego wypowiedzi, jak wówczas, gdy wskazywał na prymat woli społeczeństwa nad prawem. Z pewnością jednak przyszli historycy ocenią go lepiej i bardziej sprawiedliwie, niż czynili to przez lata publicyści i polityczni rywale. Podobnie jak po niedawnej śmierci Jana Olszewskiego powiedzieć można: bez niego polskie życie publiczne będzie dużo gorsze.

[1] Kornel. Z przewodniczącym Solidarności Walczącej Kornelem Morawieckim rozmawia Artur Adamski. Kontra, Wrocław 2007, s. 107
[2] Rafał Grupiński. Polityka i kultura. Rozmawia Łukasz Perzyna. Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, s. 77-78

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here