Koszmar sam nie minie

0
0

Seria ataków w szkołach, w tym najbardziej bulwersujące zabójstwo woźnej w Leszczydole-Nowinach przez piętnastolatka oraz poranienie przez 19-letniego nożownika dziesięciu osób w Ostrołęce pokazują, że społeczeństwo staje wobec zagrożeń, z którymi nie mieliśmy do tej pory do czynienia. Sprawca morderstwa pod Wyszkowem w ręku miał nóż a na głowie kask, który jego czyn nagrywał. Polacy reagują szybko, dla rodziny ofiary zebrano tylko do poniedziałku 300 tys zł. Najbliżsi zamordowanej skarżą się natomiast na brak zainteresowania ze strony służb państwowych.

Wysyp dramatycznych wydarzeń pokazuje, że mieli rację psychologowie, przestrzegający przed zagubieniem dzieci i młodzieży, pozostawieniem młodych roczników samych przez rodziców i szkołę, co prowadzi do szukania kontaktów wyłącznie w sieci aż do poziomu, w którym rzeczywistość wirtualna miesza się z realną lub wręcz ją zastępuje. Rosną cyborgi a ich robotyczne reakcje stają się groźne dla innych.

Kiedy jednak spytałem w piątej w Sejmie wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, czy może potwierdzić, że to sieć stała się inspiracją dla obu najokrutniejszych napaści z ostatnich dni – przyznał, że nie ma na to dowodów. Tymczasem media z góry już przesądzały sprawę, “Gazeta Wyborcza” na czołówce pisała o “challenge’u” czyli złowrogim internetowym konkursie wyzwań, w którym uczestniczyć miał sprawca jednej z tragedii. Oczywiście agresja zdarzała się w czasach, kiedy wroga oczerniało się jeszcze na płocie lub szkolnym murze a nie w internetowej sieci. Ale jej skala zdumiewa teraz. Nie stłumi się jej warunkach kiedy nawet przy niedzielnym obiedzie stołownicy nie rozmawiają, bo wgapiają się w ekrany swoich i-phone’ów, komunikując się oczywiście nie ze sobą nawzajem, ale z kimś z oddali, czasem nawet występującym pod fałszywą tożsamością.      

Zabójcę woźnej z Leszczydołu-Nowin pod Wyszkowem obezwładnili natychmiast po ataku: dyrektor szkoły i nauczycielka, oboje zostali ranni, to za ich sprawą ofiar nie było więcej. Trudno mieć pretensje do nauczycieli, skoro zachowują się bohatersko. To system edukacji nie działa. Zbyt wiele osób pozostawia poza obrębem, a izolacja czyni z nich straceńców. Sprawcy ataków w Ostrołęce ani pod Wyszkowem nie byli urodzonymi mordercami. Taka kategoria nie istnieje nigdzie poza sensacyjnym filmem.

Powiadomienia o bezkarności innych morderców, jak syn celebryckiego prawnika z Trójmiasta Mieszko R, co w maju ub. r.  siekierą zabił portierkę na Uniwersytecie Warszawskim, a i tak uznany został za niepoczytalnego –  sprawiają, że rosnąć mogą szeregi ich naśladowców. Psychiatryk nie odstrasza przecież tak, jak cela z wyrokiem dożywocia. A na psychiatrii dziecięcej państwo od dekad oszczędza, dziwiąc się później, że bez należytej prewencji wyrastają potwory. Uderza fakt, że w obu wypadkach spustoszenie w szkołach siali ich absolwenci. Wygląda to na rodzaj zemsty za odebraną edukację. A zarazem świadczy o zagubieniu wszelkich norm, bo kto w tradycyjnej szkole robiłby krzywdę pani woźnej zwanej tam ciocią… Także nauczycielce zatwardziali menele – też absolwenci jak tamci – kłaniali się po latach uprzejmie na ulicy, bo to przecież “nasza pani” była. Ten system się posypał 

Każdy przypadek przemocy należy rozpatrywać osobno, nawet jeśli jej wzbierająca wysoka fala zdumiewa. Dotyczy roczników obeznanych z poczuciem zagrożenia, znających przekazy odnoszące się do zniszczeń i ofiar w sąsiadującej z nami Ukrainie, pamiętających też wrześniową “noc dronów” sprzed nieco ponad roku, kiedy do Polski wleciało ponad 20 obcych bezzałogowców. Pierwsze od wielu dekad pokolenie polskiej młodzieży pozbawione zostało pewności, że pokój jest trwałym dobrem.

Nie ufamy też – co już nie tylko młodych dotyczy – istniejącym systemom powiadamiania i zagrożeniach. Tylko 38 proc internautów w sondzie  Wirtualnej Polski uznaje, że obecny alert RCB (Rządowego Centrum Bezpieczeństwa) działa tak jak powinien. To wprawdzie nie jest socjologiczny sondaż, ale wskazówka istotna i niepokojąca. Trudno, żeby było inaczej, skoro wcześniej przy ogłaszaniu alarmu rządowi ratownicy przez pomyłkę ogłosili alarm dla województwa lubuskiego zamiast lubelskiego.  Jeśli zaś czytamy, i to w “Gazecie Wyborczej”, że nad systemem ograniczenia dostępu młodzieży do internetowych portali społecznościowych pracują wspólnie Barbara Nowacka i Roman Giertych, to zapewne efekt okaże się jeszcze bardziej opłakany. Kto pamięta Nowacką jako wojowniczkę nihilistycznej partii Janusza Palikota, a Giertycha w roli zastępcy Jarosława Kaczyńskiego i głównego edukatora kraju w jego rządzie (obecny ulubieniec Donalda Tuska usuwać chciał Witolda Gombrowicza z listy lektur szkolnych) – nie tylko zwątpi w jakość ich obecnych starań, ale ucieszy się, że się nie udadzą. Zakazy bowiem trwale nie rozwiążą problemu. Podobnie jak obecność policji pod szkołami, nieodzowna w chwili, gdy grozi nam psychoza wzniecana przez naśladowców dotychczasowych napastników i podsycana przez niewidzialną rękę w sieci. Patrole stałe tam nie są do utrzymania, bo funkcjonariuszy gdzie indziej zabraknie. 

Koszmar, jakiego doświadczamy w ostatnich dniach, sam nie minie, ani tym bardziej nie zmieni się w powracające poczucie bezpieczeństwa, trzeba go zwalczać wspólnymi siłami. Już przy okazji pandemii przekonaliśmy się, w jakim stopniu Polacy liczyć mogą na własne państwo, w jakim zaś raczej na rówieśników czy sąsiadów. Na tym poziomie nie zredukuje się  jednak zagrożeń systemowych, choćby podsycania agresji lub paniki w ramach toczącej się wojny hybrydowej. Nikt z państwa polskiego odpowiedzialności za to nie zdejmie. Nawet jeśli jego rolę ograniczyć do funkcji nocnego stróża. Jak podpowiadają zwolennicy jego krańcowej redukcji. Znane również z Szekspira powiedzenie, że ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś pozostaje zasadne, zwłaszcza wtedy, kiedy rzeczywistość za oknem dla wielu przybiera kształt koszmaru sennego. Obywatele płacący podatki mają prawo egzekwować od państwa to oczywiste i niezbędne minimum, akurat w wypadku szkolnictwa zebrania rodziców, tradycyjne wywiadówki, pozostają wyśmienitą ku temu okazją. System wzajemnego ostrzegania wydaje się koniecznością. Część agresorów powstrzyma sugestią, że ich wyłapie, z pozostałymi poradzi sobie już w akcji. Przywrócenie formacyjnej roli szkoły, także jako miejsca ciekawych spotkań, a nie tylko zamkniętej twierdzy, nawet jeśli dzięki temu ma się stać bezpieczna – to już zadanie na czas bez porównania dłuższy, co nie znaczy, że musimy z niego rezygnować. Podobnie rzecz się ma z powrotem innych niż tylko sypialnia i jadalnia ról domu rodzinnego. Gdy tego braknie, w powstałą próżnię wdzierają się bowiem agresja i panika.    

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here