Tumult

0
2

W przeddzień rocznicy demokratycznego zrywu przy urnach z 15 października 2023 r. sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego – dosłownie, bo widać to było na chodnikach przed gmachem – uległa znacznemu zagęszczeniu. Co niekoniecznie cieszyć musi zwolenników demokracji. Nadmiar gorszących scen nie przybliża rozwiązania sporu.

Harcowników, awanturujących się z policją, głównie bojówkarzy Klubów Gazety Polskiej i Ruchu Obrony Granic, jak na Warszawę było niewielu. W konflikt zaangażowały się jednak najważniejsze osoby w państwie. Rano marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który zamiast odmawiającego dokonania tego aktu Karola Nawrockiego (za zaniechanie w tej sprawie potępia prezydenta Komisja Wenecka), odebrał ślubowanie od nowego sędziego Macieja Berka, wcześniej ministra w rządzie Donalda Tuska, co nie stanowi najlepszej rekomendacji bezstronności. Potem do gry wkroczył sam premier, który to działanie – dające się określić jako stwarzanie faktów dokonanych wobec ogarniętego impasem TK – pochwalił. I wreszcie nawet nie swoje pięć minut, ale całe pół godziny miał prezydent Nawrocki, który o godz. 16 przyjechał do Trybunału Konstytucyjnego i dokładnie przez taki czas tam przebywał. Niewykluczone, że na tym zaskakującym manewrze zyska najwięcej. Głowa państwa nie ma przecież, jak obecny premier wizerunku spokojnego polityka, co jak Tusk przed laty obiecuje wyborcom ciepłą wodę w kranie. Karol Nawrocki, były bokser, przedstawia siebie w roli fightera, w trakcie wywiadu sparuje w ringu z dziennikarzem Miłoszem Kłeczkiem, a wciąż otwiera rankingi zaufania do polityków. Nie zapowiada, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nie zaszkodziły mu zarzuty, które pogrzebały wielu polityków: oskarżenia o osobistą pazerność (pozbawienie emeryta kawalerki) i związki ze światem przestępczym (afiszowanie się z kibolami, zamieszanymi w ciemne sprawy).

Co Kaczyński straci, to Nawrocki zyska…

Straci natomiast najpewniej Jarosław Kaczyński, bo nazywanie przez prezesa PiS operacji władz wobec TK zamachem stanu degraduje to ostatnie pojęcie (zasadne ale przed ponad rokiem, gdy Szymon Hołownia mówił o próbie Romana Giertycha niedopuszczenia Karola Nawrockiego do zdobytej demokratycznie prezydentury) i sprawia, że niedawnemu najpotężniejszemu człowiekowi w państwie przypisać można babską histerię. Za to obecność w gmachu Trybunału posła Rozwoju Plus Marka Jakubiaka i jego spotkanie z samozwańczym prezesem Bogdanem Święczkowskim, dawnym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego za pisowskich rządów, świadczy o jednolitym froncie, jaki partia Mateusza Morawieckiego zachowuje w tej sprawie z PiS, od którego dopiero co się oderwała. Liczą wyraźnie, że już wkrótce będą współrządzić.

Groźne miny premiera Donalda Tuska nie zmienią faktu, że temat dnia na wigilię największego swojego zwycięstwa wybrał sobie mizerny. Wyborcy, co tak masowo poszli wtedy na głosowanie, że frekwencja okazała się najwyższa od 1928 r. – w zdecydowanej większości nie angażowali się po stronie koalicji nazwanej później od daty wyborów 15 Października akurat z tego powodu, że oczekiwali zmian w wymiarze sprawiedliwości. Liczyli raczej na poprawę klimatu życia publicznego, własnego bytu i szans życiowych.

Wokół Trybunału i w samym gmachu trwa tumult. A wyborcy z 15 października 2023 r. chcieli spokoju i godności w życiu publicznym znacznie częściej niż poniżenia PiS.

Zgorszenie, jakie wiąże się z detalami konfliktu – jak zarzut naruszenia przez prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego nietykalności cielesnej nowego sędziego Macieja Berka – w tym sensie również Tuska obciąża, że to rządzący w potocznym przekonaniu odpowiadają za jakość polskiej polityki. Zwłaszcza, jeśli władzę sprawują już od trzech lat.

…a Donald Tusk nie jest Aleksandrem Macedońskim

Stanowczość policji wobec bojówkarzy ciskających się przed Trybunałem nie zmieni faktu, że Donald Tusk nie jest Aleksandrem Macedońskim i powstałego wokół TK węzła gordyjskiego nie potrafi przeciąć, tak jak przez trzy lata nie umiał go rozplątać. W tym sensie władza porywa się na cel nie do osiągnięcia. Ryzykuje ocenę, że nie jest skuteczna. A kto nie potrafi swoich celów realizować, nawet jeśli nie są one tożsame z intencjami jego własnych wyborców – zmniejsza swoje szanse na ponowny wybór. W tym sensie więcej na zadymie w Alei Szucha zyska prezydent Nawrocki niż premier Tusk.

Zagranica zaś obejrzy w telewizyjnych przekazach szarpaninę w centrum polskiej stolicy, z której niewiele zrozumie. Nie wzmacnia to obrazu Polski jako stabilnego kraju, co niepokoi w sytuacji, gdy wobec energetycznego na razie sojuszu prezydenta USA Donalda Trumpa z rosyjskim dyktatorem Władimirem Putinem, to Zjednoczona Europa zastąpić musi Stany Zjednoczone w funkcji zapory, powstrzymującej imperializm Kremla. Podsycając spory, które dla reszty kontynentu są “ubi leones”, jak na starych mapach oznaczano to, co nieznane (dosł. “gdzie lwy”), zmniejszamy szansę na własną istotną rolę w tym kluczowym dla naszego bezpieczeństwa procesie.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here