Kto napisał Konstytucję, a kto ją przyjął

0
0

Część obozu rządzącego, podsycając podziały wokół kwestii uznania w Polsce zawartych za granicą małżeństw osób tej samej płci – rozmija się z odczuciami społeczeństwa, które zasadnie nie uznaje tej kwestii za najważniejszą. Zaś lewica i liberałowie, wywodzący się z dawnej Unii Wolności, zapominają przy tym o Konstytucji, którą sami przed lat przeforsowali. Ustawa zasadnicza jasno ujmuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. I obliguje państwo do opieki nad nim i wspierania.

Presja na urzędników, którzy wzdragają się przed potwierdzeniem tych aktów, co wynika albo z wątpliwości prawnych albo ideologicznego sprzeciwu – w obecnych warunkach raczej napędzi głosów Prawu i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego oraz Rozwojowi Plus Mateusza Morawieckiego oraz obu Konfederacjom: tak Sławomira Mentzena jak Grzegorza Brauna. W Polsce nie lubi się bowiem przymusu ani narzucania nam czegokolwiek, zwłaszcza przez zagranicę. Pamiętamy, jak reagowała niezależna opinia społeczna na mające miejsce właśnie za pisowskich rządów uzgadnianie z państwami trzecimi: Stanami Zjednoczonymi i Izraelem treści gotowej już ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej w punktach, penalizujących sprzeczne z prawdą historyczną oskarżanie Polaków o współudział w Holocauście: mało kto z nas dał się wtedy przekonać, że idzie o swobodę badań naukowych, bo tak brzmiało uzasadnienie majstrowania przy ustawie dopiero co uchwalonej. Nad ustawami w systemie prawnym sytuuje się jednak Konstytucja nie przypadkiem wcale nazywana ustawą zasadniczą.

Demonstracje obozu demokratycznego, kiedy rządziło jeszcze PiS, odbywały się pod hasłem obrony Konstytucji. Zasadnie, skoro partia Kaczyńskiego ją łamała.

Wtedy właśnie ustawa zasadnicza, obowiązująca od 1997 roku, a więc zbyt krótko, by zapracować na podobny prestiż czy legendę jakie towarzyszą konstytucjom francuskiej czy amerykańskiej i odgrywająca do tego momentu raczej rolę swoistej instrukcji obsługi demokracji – stała się wartością samą w sobie jeśli nie dla ogółu, to jak pokazał wynik pamiętnych wyborów z 15 października 2023 r. – przynajmniej dla większości Polaków.

Sprzeciw części urzędników wobec transkrypcji – czyli potwierdzenia w kraju ważności zagranicznych aktów małżeństwa dla osób tej samej płci – wcale nie wynika z wykładni Trybunału Konstytucyjnego zdominowanego przez PiS po uprzednim złamaniu dotyczących go przepisów prawa. Tylko z samej Konstytucji właśnie.

Konstytucję, która obowiązuje, przygotowała, napisała i uchwaliła wcale nie żadna prawica. Tylko ówczesna doraźna większość złożona z czterech partii: Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, które wtedy rządziły, oraz pozostających w opozycji Unii Wolności i Unii Pracy. Z tych czterech partii dwie: SLD i UP nie tylko pozostawały lewicowe ale w ten sposób się prezentowały. Unia Wolności, w istocie liberalna, przynajmniej w sferze światopoglądowej za lewicową uchodziła. Zaś PSL, o czym była już mowa, w tamtej kadencji – zupełnie tak jak teraz – współrządziło z lewicą i liberałami właśnie. Nie chodzi zresztą o barwy, tylko o fakt, że Konstytucję napisano tak, by społeczeństwa nie antagonizować (pamiętamy jak długo spierano się o jej preambułę, zanim pojawiło się kompromisowe jej sformułowanie). A potem przyjęto legalnie.

W ustawie zasadniczej znalazł się wtedy zapis, definiujący małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.

Artykuł 18. obowiązującej Konstytucji stanowi: “Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.

Co najważniejsze, Konstytucję w całości, w tym oczywiście z jej 18 artykułem, przyjęli w referendum z 1997 r. polscy obywatele. Politycy mają prawo zdanie w kwestiach szczegółowych zmieniać, ale na straży tego, żeby miary w tym nie stracili – stoi ustawa zasadnicza właśnie. Tym, co na Konstytucję tyle razy się powoływali, a teraz o tym zapomnieli, można więc przypomnieć łacińskie powiedzenie: pacta sunt servanda. Umów należy dotrzymywać. A Konstytucja pozostaje najważniejszą z nich.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here