Podcinanie gałęzi

0
0

Koalicja rządząca na niewiele ponad rok przed wyborami skutecznie zraża do siebie grupy społeczne, którym zawdzięcza zwycięstwo z 15 października 2023 r. Prawników – nieroztropnie i na siłę wysuniętą kandydaturą Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. Ludzi kultury – despektem wobec Daniela Olbrychskiego oraz niemądrymi promocjami (z udziałem skandalistki Moniki Laskowskiej) i absurdalnymi raportami, sporządzonymi przez sztuczną inteligencję. W dodatku chociaż szef izby zawodowej Łukasz Laskowski ostrzegł władzę, że z lekarzami nikt nie wygrał – obecna ekipa próbuje na nich przerzucić odpowiedzialność za korupcję w szpitalach, zawinioną przez partyjnych samorządowców.

Władza zachowuje się, jakby zabrakło jej instynktu samozachowawczego. Podcina gałąź, na której siedzi.

Za kim pójdzie milcząca większość

Każda z wymienionych spraw sama w sobie stanowi problem dla rządzących, a ich kumulacja może doprowadzić do destrukcji demokratycznego elektoratu. Tradycyjny inteligent, lekarz czy nauczyciel, przedsiębiorca pracujący na swoim – nie zagłosują wprawdzie na PiS, żadną z obu Konfederacji ani nawet na “Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego pomyślany jako prawica nieobciachowa, poparcia dla której nie trzeba będzie się wstydzić – ale zostaną w domach. Jeśli tak się stanie, nie powtórzy się obywatelskie przebudzenie z 15 października 2023 r. (przy rekordowej 74 proc frekwencji), a Polską przez kolejne cztery lata rządzić będzie “czwórka do brydża”. Nie chodzi nawet o to, że Roman Giertych znów ucieknie do Włoch a Donald Tusk jak kiedyś w sprawie Amber Gold ciągany będzie po komisjach śledczych: to ich problem.  Gorzej, że Polska nie może sobie pozwolić na stratę tych czterech lat, a wariant, że zwycięzcy rządzić będą minimalnie choćby respektując wymogi przyzwoitości trudno sobie wyobrazić, gdy zna się Jarosława Kaczyńskiego i Sławomira Mentzena oraz ich dotychczasowe działania. Natomiast obecna władza, poprzez rozliczne nieprawości, traci moralny tytuł do skrzykiwania kogokolwiek w obronie demokracji.   

Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli… – każdy z nas zna choćby ze szkoły słynny wiersz Władysława Broniewskiego, legionisty i bohatera wojny przeciw bolszewikom w 1920 r, potem więźnia politycznego sanacji, wzywającego mimo wszystko do obrony kraju w 1939 r. Wiemy, że nie był głosem wołającego na puszczy, chociaż powszechna społeczna ofiarność i tak Polski wtedy nie ocaliła. W demokracji jednak obowiązuje odmienna niż wtedy logika. Kiedy rządzący zawiodą, do władzy dopuszcza się innych.

Próby stygmatyzacji opozycji jako “brunatnej”, jak ostatnio piórem czy raczej klawiaturą Agnieszki Kublik z “Gazety Wyborczej” trafiają co najwyżej nie tyle do twardej nawet, co rozhisteryzowanej części elektoratu Koalicji Obywatelskiej, która akurat nie ma problemu z tym, kogo za rok poprzeć. Tyle, że zwolennicy podobnie skrajnych interpretacji nakryci zostaną nie po staropolsku czapkami, lecz kartami wyborczymi przez milczącą jeszcze większość. Ta sama grupa, która w 2023 r. wskazała jako nową jakość Trzecią Drogę co zaważyło na wyniku, teraz wybrać może formację Mateusza Morawieckiego. 

Koza ofiarna i worek ziemniaków czyli cała pasza polityków 

Pomysł podpowiadania wyborcom, by zatkali nos i krzyżyk postawili przy kandydacie demokratycznym, jakikolwiek by on nie był, już w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich okazał się – mniejsza nawet o to, że skompromitowany. Gorzej, że przegrany. Pozbawiony wyrazu Rafał Trzaskowski, przezywany bonżurem, bo sztab zachwalał go, że zna on pięć języków, a sam kandydat chełpił się pływaniem z rekinami – przegrał z Karolem Nawrockim, bokserem i dawnym uczestnikiem kibolskich ustawek. 

Nie pomogło nawet wypominanie idącemu po prezydenturę pisowskiemu kandydatowi krzywdy, jaką wyrządził staruszkowi, pozbawiając go kawalerki i odsyłając do domu opieki społecznej. Skutecznie przykrył tę smutną aferę występ “sztabówki” Trzaskowskiego Kingi Gajewskiej, która do innego DPS-u udała się z workiem kartofli w charakterze daru, aby – jak rozumiem – zademonstrować szczodrość władzy. 

Teraz zamiast worka kartofli mamy aferę w stołecznym Szpitalu Południowym, gdzie zarządzający SOR-em Dawid Kacprzyk lekarz bez specjalizacji za to z rekomendacją partyjną KO, dawny szef jej młodzieżówki Nowa Generacja (był nim dłużej niż medykiem), zapewnił prominentom obecnej władzy “szybką ścieżkę” VIP-owskiej obsługi ze szkodą dla innych pacjentów, a przez rok dorobił się na podobnych praktykach kwoty 1,6 mln zł i Porsche Panamera. 

Odwołana z tego powodu ze stanowiska za brak nadzoru nad Szpitalem Południowym wiceprezydent Warszawy Aldona Machnowska-Góra tłumaczy się zgrabnie: – Trochę jestem kozą ofiarną. 

Nie tylko prawnikom i lekarzom trudno zrozumieć ten wykręt w sytuacji, gdy Machnowska-Góra zasiadała – bo tego, że tam pracowała nie da się powiedzieć – w Radzie Nadzorczej Szpitala Południowego.  Nie robiła tego społecznie przecież.

Niedawno Witold Gadomski, obserwator tyleż wnikliwy, co życzliwy obecnie rządzącym, zasadnie ubolewał na łamach “Gazety Wyborczej”, że Donald Tusk po objęciu władzy nie zabronił działaczom partyjnym wchodzenia do rad nadzorczych. 

Była prezes Południowego Anna Łukasik ogłosiła, że już pierwszego dnia pracy Dawid Kacprzyk powiadomił ją, że pilnuje szpitala w imieniu Trzaskowskiego. Był też zblatowany z jego zastępczynią Renatą Kaznowską, też już odwołaną. Dziś już jednak to nie problem prezydenta Warszawy i zarazem wiceszefa KO lecz samego Donalda Tuska.

Premier, co jeszcze raz powtórzyć wypada, antagonizuje sobie grupy społeczne, dzięki którym wygrał pamiętnego 15 października 2023. O postkomunistach, kiedy już demokratyczną drogą do władzy powracali w 1993 r mawiano, że wolno im mniej, wedle znanej formuły Ewy Milewicz… Teraz jednak na pewno nie jest tak, że kto władzę przejął po znanym z autorytarnych skłonności PiS, temu wolno wszystko. Oby rządzący boleśnie się o tym przekonali. Powtórzyć znów wypada: nie ich będzie wtedy żal, tylko Polski…     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here