Kto przeniesie Kaczyńskiego przez rzekę

0
64

Nawet jeśli sondaży mamy już dosyć, nad tym wynikiem nie sposób przejść do porządku dziennego. Według United Surveys gdyby wybory odbyły się teraz, nie dałoby się sformować nowej większości parlamentarno-rządowej bez Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Nie powiodłoby się to ani resztówce obecnej władzy (KO, Lewica. PSL już bez Polski 2050 / Centrum) ani Prawu i Sprawiedliwości w sojuszu z bardziej obliczalną Konfederacją Sławomira Mentezna. 

Oznacza to, że w rządach musiałaby uczestniczyć partia, której poglądy w kwestii wojny rosyjsko-ukraińskiej a nawet istnienia komór gazowych w niemieckich obozach pozostają przeciwstawne wobec wiedzy i odczuć zdecydowanej większości Polaków. 

Wiedzą o tym zarówno Jarosław Kaczyński jak Donald Tusk, dlatego ich działania, zwykle biegunowo rozbieżne, w tej kwestii akurat pozostają zgodne. Obaj Braunem straszą. Politycy rządzącej Koalicji Obywatelskiej utrzymują, że w celu powrotu do władzy, gotów jest Kaczyński zawrzeć sojusz nawet z diabłem a nie tylko z Braunem. Prezes PiS zaręcza, że koalicji z Koroną nie będzie, bo to “jaszczury” i formacja jawnie proputinowska.

Kiedy przed 20 laty spytałem Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie dla “Tygodnika Solidarność” o sojusz rządowy z Samoobroną Andrzeja Leppera, prezes PiS określił to rozwiązanie jako “skrajnie mało prawdopodobne”. Po czym… taką właśnie koalicję zawarł. Rządziła krótko, ale wyrządziła wiele złego. Zakończył ją sam premier, który próbował wrobić Leppera, własnego zastępcę w rządzie (drugim był Roman Giertych) w aferę gruntową, bo zamierzał wyaresztować koalicjantów oraz przejąć ich wyborców (tzw. kanibalizowanie elektoratu). Pierwsze się nie udało, drugie tak. A wybory przed terminem Prawo i Sprawiedliwość przegrało.  

Teraz sytuacja rysuje się podobnie dramatycznie. Wprawdzie w sondażu United Surveys prowadzi Koalicja Obywatelska z poparciem 31 proc obywateli, ale za nią idą już kolejno: Prawo i Sprawiedliwość (21,5 proc), Konfederacja (13 proc) oraz Konfederacja Korony Polskiej (10 proc), a więc trzy partie opozycji. I dopiero po nich skład przyszłego Sejmu uzupełnią obecnie współtworzące rząd Tuska: Lewica (7,5 proc) oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (5 proc), które zgodnie z moimi niedawnymi prognozami (ludowcy zwykle są niedoszacowani w badaniach) powraca nad próg, warunkujący obecność w następnym parlamencie [1].

Bez Brauna ani rusz…

Jeśli wynik wyborów okaże się taki jak sondażu to w ławach KO zasiądzie 183 posłów, w barwach PiS – 122. Konfederacji – 67 zaś Korony – 46. Lewica będzie ich miała 29 a PSL trzynastu. I tak wedle wyliczeń socjologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego Jarosława Flisa resztówka obecnej koalicji rządowej (bez Polski 2050 i powstałego po rozłamie tam Centrum, z których żadne progu nie sforsuje) – w przyszłym Sejmie dysponować będzie 225 posłami. To o sześć mandatów za mało, żeby rządzić. Ale pozbawiony takiej możliwości okaże się również sojusz PiS z umiarkowaną Konfederacją Sławomira Mentzena oraz wicemarszałka Krzysztofa Bosaka: łącznie liczyć może na 189 posłów.

Nie uda się więc rządzić bez Grzegorza Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej. Jeśli zaś między bajki włożyć nawet prawdopodobieństwo sojuszu obecnie rządzących z Konfederacją a tym bardziej wielkiej koalicji PO-PiS – zostaje realne możliwości dołączenia Korony do PiS i Konfederacji wbrew zaklęciom Kaczyńskiego.

Inny socjolog Andrzej Anusz, który Kaczyńskiego doskonale zna, bo przed laty (w 1992 r.) jako poseł domagający się od niego szczerego poparcia rządu Jana Olszewskiego zamiast gry na zatopienie Mecenasa i rychły sojusz z Unią Demokratyczną, jako pierwszy trafnie zdefiniował negatywne cechy charakteru przyszłego założyciela PiS i premiera – przytacza istotną dla zrozumienia jego zachowań anegdotę o żabie i skorpionie. Żaba przystaje na przeniesienie skorpiona przez rzekę, przekonana, że ten jej nie ukąsi, bo wie, że sam wtedy zginie. Pomimo to, gdy są pośrodku nurtu, czuje ukłucie. Dlaczego? Taką mam naturę – odpowiada skorpion. Kontekst dla motywacji i prognozowania przyszłych zachowań Kaczyńskiego oczywisty. Żeby było zabawniej, tą samą anegdotą posłużył się dla oddania sposobu działania prezesa znający go doskonale strateg polityczny Andrzej Kieryłło, dawny szef informacji Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego, w nie zrealizowanym jeszcze scenariuszu komedii politycznej “Trzy kule” [2].

Trudno mieć złudzenia, co do przyszłego wyboru Kaczyńskiego. Zwłaszcza, że kluczową postacią dla jego obozu pozostaje prezydent Karol Nawrocki, symbolizujący pierwsze zwycięstwo od pięciu lat ale też umiejący się już prezesowi postawić czego zupełnie nie potrafił jego poprzednik układny ale bezwolny Andrzej Duda. Teraz Nawrocki nie wyraził zgody, by z jego prezydenckiej kancelarii odszedł jej szef Zbigniew Bogucki, po to, by na użytek kampanii projektowanej przez Kaczyńskiego odegrać rolę premiera z tabletu podobnie jak kiedyś Piotr Gliński.  Widać, że Nawrocki ma własny projekt polityczny obliczony na co najmniej dekadę (co dla prezesa oznacza perspektywę nieosiągalną) i nawet Boguckiego, chociaż żadna z niego gwiazda, woli mieć przy sobie i za sobą… Duda swoimi kancelistami żonglował, jak Kaczyński mu kazał.

Przy tworzeniu rządu rola Nawrockiego okaże się oczywista: został wybrany w drugiej turze głosami wyborców Mentzena i Brauna, ma wśród nich mir, choćby jako zwycięzca, podczas gdy Kaczyński w tych kręgach uchodzi za symbol obciachu tak politycznego jak obyczajowego (bo 13 grudnia spał do południa i ma łupież na kołnierzu, którego usłużne posłanki nigdy na czas strzepać nie zdążą).  

Nawrocki nawet jeśli czuje się wciąż podwładnym Kaczyńskiego to poddanym jego na pewno już nie: z wolna wydaje sobie uświadamiać, że uprawnienia prezydenckie nie są wcale tak marne jak sugerował przed laty D. Tusk w słynnym wywiadzie o żyrandolu – i pozwolą po pierwsze na autonomię wobec prezesa, po drugie – na sprawczość. Duda podobnych ambicji nie miał. Aktualne pozostaje pytanie, kto pisowską załogę poprowadzi do wyborów, skoro prezydent formalnie pozostaje bezpartyjny. I kto będzie po nich rządził, skoro Kaczyński gotów jest – o czym była mowa – zawrzeć dla władzy koalicję z samym diabłem. Ale nie czarcią twarz będzie ona eksponować. 

W opinii cytowanego już wcześniej dra Andrzeja Anusza – najlepsze “papiery na premiera” ma Mateusz Morawiecki, który już nim był przez parę lat: “(..) Za Morawieckim stoją wyborcy, którzy – generalnie – pozytywnie oceniają jego decyzje, politykę, sprawne zarządzanie, zapewnienie możliwości wdrażania programów społecznych, takich jak 800+. On ma największy potencjał, by budować poparcie PiS, bo próbuje zyskać głosy części wyborców, którzy decydują o wynikach wyborów. Tort prawicowy jest już podzielony między PiS, Konfederację i partię Grzegorza Brauna. Kluczem jest dotarcie do nowych wyborców, w tym zawiedzionych obecnymi rządami. Bardziej radykalne skrzydło w PiS może – owszem – nieco głosów odzyskać od Brauna czy Konfederacji, ale przy okazji stracić bardziej umiarkowanych zwolenników lub odstraszyć potencjalnych nowych wyborców”, wykazuje socjolog [3].

Wygrana Kaczyńskiego, której motorem zapewne stanie się Morawiecki ponownie ciągnący ten zaprzęg, a dopełnieniem koalicja tak z Mentzenem jak Braunem (żaden z nich – przyznajmy – nie jawi się nawet umiarkowanym jako postać bardziej odrażająca od Giertycha, posła KO i adwokata rodziny Tusków) – to oczywiście jeden z możliwych scenariuszy. Najbardziej prawdopodobny przy obecnym stanie opinii publicznej. Oferta wobec niej nie została jeszcze jednak wyczerpana ani zamknięta. Marność jej, zwłaszcza wobec wyborców niechętnych swarom, obciąża nie społeczeństwo, lecz zawodowych polityków.

Karta dań nie jest jeszcze zamknięta, nie musimy z góry wybierać byle czego… 

Kluczem do tego, żeby Polska, przynajmniej w przekazach potocznych, nieco znormalniała i aby nie tarmosiły jej skrajności – wydaje się zabudowanie umiarkowanego środka w polityce. Nie uczyni tego partia Centrum, nawet jeśli tak zobowiązującą nazwę przybrała, ani inna resztówka po Szymonie Hołowni, zachowująca markę Polski 2050 chociaż nie jej dawne poparcie (dla obu skłóconych bytów sumuje się ono do… niespełna 2 proc w badaniu, które uczyniliśmy punktem wyjścia tych rozważań).      

W restauracji nie da się zamówić tego, czego w karcie dań brakuje. Na razie jednak wypada założyć, że lista menu nie jest jeszcze zamknięta. Chociaż zwolennicy obu głównych obozów, strasząc Braunem, wmawiać nam będą, że nic nie powstanie, bo się uda nie może, a poparcie po Hołowni przypadnie ich ulubieńcom. 

Produktem podobnie fałszywej socjotechniki okazują się rozważania na łamach “Gazety Wyborczej” autorstwa Arkadiusza Gruszczyńskiego, analityka w odróżnieniu od redakcyjnej jego koleżanki Agnieszki Kublik posługującego się nie tasakiem lecz skalpelem a przy tym kultury polemicznej nie pozbawionego: “Na politycznym zamieszaniu zyskuje dzisiaj tylko Donald Tusk, ponieważ z politycznej planszy znika jego bezpośrednia konkurencja. Warto pamiętać, że elektorat Koalicji Obywatelskiej – a raczej ta jego część, która kiedyś głosowała na Nowoczesną, Polskę 2050 czy Ruch Palikota – może w każdej chwili zmienić preferencje wyborcze. Liberalny wyborca po stronie demokratycznej nie ma dzisiaj dużego wyboru: może zagłosować na KO albo zostać w domu” [4]. To ostatnie pozostaje oczywistą nieprawdą, bo mamy przecież wciąż w grze PSL bez odstraszającej dla demokratycznych wyborców facjaty i kartoteki Giertycha, za to z wynikiem sondażowym wróżącym obecność w przyszłym Sejmie. Przy czym ludowcy jak zrobili to w 2019 r. podwajając dzięki temu wynik z sondaży już przy urnach (z 4 do prawie 9 proc) – skrzyknąć mogą i skupić wokół siebie nowych partnerów. Wtedy była to resztówka formacji Pawła Kukiza i przedsiębiorcy walczący o własną reprezentację, ci drudzy pozostają wciąż aktywni. Dołączyć mogą bezpartyjni samorządowcy jeśli znudzi im się rola “pożytecznych idiotów” PiS, co dla dobra tej partii odbierają, idąc samodzielnie, jak w 2023 r, głosy demokratom. Ale przecież każdy ma prawo zmądrzeć, więc pozostaje wierzyć, że to nastąpi…

Na pewno zaś wszystko nie zostało jeszcze, jak sugeruje publicysta “Wyborczej”, policzone, zważone, rozdzielone.        

Tym bardziej, że sam Gruszczyński przyznaje, że Tusk zna i docenia badania, z których wynika, iż w Polsce znajdzie się miejsce na kolejną partię o umiarkowanym programie. Wedle tego, co kanceliści doradzają, zapotrzebowanie na nią miałby zaspokoić Rafał Brzoska, startując z jakąś nową formacją, po to choćby, żeby zablokować innych.      

Trafnie zapewne przewiduje “Gazeta Wyborcza”, że zacznie się wkrótce czas odwoływania się do strachu. I zaklinania. Jak pisze bowiem Arkadiusz Gruszczyński: “Premier będzie konsekwentnie realizował plan polityczny przed wyborami w 2027 roku i sklejał w społecznej wyobraźni Prawo i Sprawiedliwość z Grzegorzem Braunem. Ta narracja ma zmobilizować elektorat liberalny i wynieść Koalicję Obywatelską do zwycięstwa w przyszłym roku” [5].

Znamy to: boicie się czarnego luda?  

Kto się nie da zastraszyć, ten może powoła coś własnego….        

[1] badanie United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 20-21 lutego 2026

[2] por. Andrzej Kieryłło. Trzy kule czyli kulisy upadku pewnej Rzeczypospolitej. Akces, Warszawa 2014 

[3] Skorpion, żaba i krokodyl. Michał Wróblewski rozmawia z Andrzejem Anuszem. wp.pl z 22 lutego 2026

[4] Arkadiusz Gruszczyński. Trzy scenariusze po rozpadzie Polski 2050. Zyskać może tylko Platforma Obywatelska. “Gazeta Wyborcza” z 23 lutego 2026

[5] ibidem

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here