Rozmowa z Markiem Kalbarczykiem, szefem Fundacji Szansa dla Niewidomych, informatykiem, twórcą firmy Altix sprzedającej i produkującej sprzęt dla niewidomych, autorem wielu poradników i książek.

– Firmę Altix założył Pan w 1989 r. dokładnie w chwili zmiany ustrojowej. Tkwi w tym jakaś symbolika? Pewnie nie trzeba wielkiej empatii, żeby zauważyć użyteczność tego, co Pan robi – oferowanie sprzętu, umożliwiającego osobom niewidomym funkcjonowanie w społeczeństwie w tym stworzenie pierwszego polskiego syntezatora mowy, który zmienił życie wielu ludzi.

Faktycznie, firmę zakładaliśmy u notariusza w maju 1989 r. To był mniej więcej pierwszy moment, kiedy można było to zrobić. Wcześniej pracowałem jako informatyk w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej i Nie planowałem działalności gospodarczej. Nawet w komunie istniały butiki i firmy prywatne, ale skłonny byłem wiązać ich funkcjonowanie z wymogiem pozostawania w układzie. Zaradni studenci już przywozili komputery z Dalekiego Wschodu, ale to był jeszcze przemyt, a nie przedsiębiorczość.

– Co Pan, wcześniej najlepszy matematyk w szkole wytypowany na studia bez egzaminu wstępnego, robił w IMGW?

W czasach władzy komunistycznej nie było dla osób niewidomych wielu ofert pracy. Najczęściej byli oni zatrudnieni były w spółdzielniach. Zaś ja w IMGW zajmowałem się przygotowaniem informacji o stanie wód – pewnie pan pamięta z radiowych dzienników to słynne „przybyło, ubyło, na Bugu, we Włodawie…”. Jako pierwszy z pomocą współpracowników zrobiłem to w formie komputerowej, a wcześniej obowiązywała technologia teleksowa. Przedtem przez trzy i pół roku, pomimo znakomitych wyników na studiach, nie mogłem znaleźć pracy. Wykazywano, że w kolejnictwie czy telekomunikacji to niemożliwe, bo niewidomy musiałby współpracować z inną, widzącą osobą i dochodziłoby do jakiejś niezrozumiałego dla nikogo zdradzenia tajemnic! Gdy zmienił się ustrój, zostałem menedżerem, czego nie przewidywałem, na szczęście (jeśli można tak powiedzieć) menedżerem spraw pożytecznych. Tak traktuję swoją działalność w fundacji czy w przedsiębiorstwie.

Historia dla nas Polaków, tyle razy surowa, okazała się łaskawa, jeśli weźmiemy pod uwagę moment, w którym zaczynaliśmy. Przyszła wiadomość, że można już coś takiego robić, a równocześnie wpadł nam do głowy nasz autorski pomysł. Upór i otwartość na innowacje przyczyniły się do powodzenia tych przedsięwzięć.

– Wśród nich znalazł się pierwszy polski syntezator mowy, rzecz, która wywiera wrażenie chyba na każdym, kto ma wyobraźnię?

W PRL niepełnosprawni traktowani byli jak jednolita masa ludzi. Istniał w zasadzie jeden plan. O spółdzielczości już wspominałem. Niech niewidomy robi szczotki, a co z tego, że przejawia zupełnie inne talenty. Powinien się cieszyć, bo przecież pracuje – taka była postawa decydentów wobec naszych środowisk. Do tego edukacja uśredniająca, która talentów raczej nie rozwija.

Na całym świecie niewidomi długo byli żebrakami, zanim 200 lat temu Ludwik Braille, który utracił wzrok jako dziecko na skutek wypadku w zakładzie rzemieślniczym swojego ojca, stworzył dla nich system zapisu (alfabet), umożliwiający uczenie się i wzajemne komunikowanie. We Francji, innych krajach, a także na ziemiach polskich powstały zakłady pracy, biblioteki, szkoły. Najbardziej znane są Laski, ale również Bydgoszcz, Wrocław w niemieckiej strefie wpływów. W Polsce rehabilitacją długo się nie zajmowano.

Napisałem książkę „Dotyk Solidarności”, która opowiada o tym, jak się wszystko zmieniło, gdy ludzie poczuli, że są razem. Po zmianie ustroju stworzyły się możliwości indywidualnej pracy rehabilitacyjnej. Uznano, że jeśli ludzie chcą razem pracować, to nie wolno im w tym przeszkadzać. Niewidomy nie musi całe życie wytwarzać szczotek ani wieszaków. Zamiast spółdzielni, jako jedynego miejsca należnego niewidomym, mogą być dostępne indywidualne ścieżki zawodowe. Przywrócona w wyniku rozmów okrągłego stołu i czerwcowych wyborów demokracja zakłada, że każdy obywatel może znaleźć swoje miejsce, ma prawo studiować, jeśli się do tego nadaje. Właśnie na tej fali powstała moja tyfloinformatyczna firma Altix.

– Trudne słowo – tyfloinformatyka.

Wciąż muszę objaśniać, że to firma informatyczna dla niewidomych. Ze zmianą ustrojową zbiegła się też rewolucja technologiczna.

– Za jej sprawą geniusz Braille’a zaistniał na powrót w nowej formie?

Teraz to, co my piszemy, czytają także osoby widzące. I odwrotnie. Tak da się określić naszą relację ze społecznością widzących. Dokonała się wielka zmiana, bo przedtem wypukłe pismo Braille’a znali niemal wyłącznie niewidomi i nieliczne grono widzących, zajmujących się ich problemami.

Syntezator mowy, nowy, zachodni kosztował kilkaset dolarów. Uparłem się i stworzyłem polski, wspólnie z wybitnym elektronikiem Janem Grębeckim, który w tamtym czasie naprawiał syntezatory muzyczne. Spytałem, czy mógłby przygotować głos syntezatora i podyktowałem listę dźwięków. Dzięki temu uzyskaliśmy jako pionierski produkt syntezę mowy. Znajomym „poopadały szczęki” z wrażenia, aż stojący siadali, a siedzący wstawali z miejsc – komputer do nich zagadał! Pierwsza prezentacja syntezy polegała na tym, że wpisałem tekst wiersza „Lokomotywa” Tuwima i komputer mówił: „Uff, jak gorąco…”. Pewnie wciąż przemawia to do wyobraźni, skoro właśnie o syntezator pan mnie zapytał.

– Altix wytwarza i oferuje wiele innych przydatnych niewidomym rzeczy: braillowskie monitory i drukarki, książki, mówiące zegarki, kalkulatory i termometry, a kiedyś mówiące szachy i brydż oferowaliście nawet za darmo. Czy tak?

Zysk nigdy nie był dla nas celem samym w sobie, a poza tym na starcie nie dysponowaliśmy kapitałem. Nawet Rockefeller zaczynał z jednym dolarem. Chodziłem do szkoły w Laskach i moja rodzina miała i ma korzenie chrześcijańskie i patriotyczne. Mój dziadek i inni członkowie rodziny brali udział w Postaniu Warszawskim i zginęli, najbliższe jest więc dla mnie chrześcijańskie pojmowanie najważniejszych dla człowieka spraw. Uważam, że za każde dobre działanie z czasem przyjdzie nagroda i zapłata. Altix również się o tym przekonał. Z czasem zatrudniliśmy 60 osób, wśród nich znaczną grupę niewidomych i słabowidzących. Zainteresowaliśmy się drukarkami braillowskimi, które wytłaczają w papierze wypukłe punkty i tworzą wypukłe rysunki. Od lat rozwija się rozpoznawanie mowy i urządzenia rozpoznające druk. Nie mogę tu wymienić wszystkich urządzeń niwelujących skutki braku wzroku, ale zapewniam, że jest ich wiele i mają ogromne znaczenie.

– Gdy Altix stał się symbolem sukcesu, spotykał się Pan z negatywnymi reakcjami?

Wiadomo, że w Polsce zawiść nie jest obca wielu osobom, a ja odnosiłem sukcesy – byłem zapraszany do radiowej Trójki, prowadziłem program telewizyjny itd. Nie traktowałem publicznych wystąpień jako promocji własnej osoby, tylko okazję do wskazania potrzeb i oczekiwań mojego środowiska. Zwłaszcza liberałowie często nie rozumieli o co w tym wszystkim chodzi i jak przedtem komuniści – lekceważyli nasze sprawy. Problemem pozostaje, że wciąż zbyt często niewidomi słyszą, że muszą na coś poczekać, bo brakuje środków. Mamy się pocieszać, że za pięć lat pojawi się nowy program a wraz z nim pieniądze. Dla osiemnastolatka, który jest niewidomy, a chce iść na studia, to żaden argument. Wie, że nie może czekać i ma takie samo prawo, jak jego widzący rówieśnicy, uczyć się, realizować zainteresowania, albona przykład pojechać do Rzymu, Londynu czy Brukseli. Sam mam 62 lata i czekać na zniwelowanie trudności nie mogę. Mówienie o czekaniu w wypadku informatyzacji oznacza marnowanie czasu i szans. Również w Polskim Związku Niewidomych czasem zauważam postkomunistyczne reakcje: a po co to, dlaczego takie drogie, damy radę bez tych nowoczesnych rzeczy i mówią tak przy wdrażaniu kolejnej innowacji.

– Czy biurokracja stanowi poważną barierę?

Nie zawsze. Dużo się zmieniło, ale nadal często jest ciężko. nawet nie musi to wynikać ze złej woli, chociaż i to się zdarza.

Cenię działania obecnego rządu, minister Elżbiety Rafalskiej i pełnomocnika Krzysztofa Michałkiewicza na rzecz niepełnosprawnych. Trudno nie chwalić rządowy program solidarnościowy Dostępność Plus. Jednak na niższych szczeblach trudniej liczyć na pomoc i empatię. Trzeba zrozumieć, jak to jest, gdy się nie widzi, a nie jest to ani proste, ani interesujące dla innych, na przykład dla mediów. Na przykład, idzie się do toalety w centrum handlowym i trzeba się „namozolić”, by się dowiedzieć gdzie jest mydło, suszarka do rąk, papierowy ręcznik i kosz. Wszystko wymaga obmacywania ścian i rzeczy – prawda, że nie jest to przyjemne! Urzędniczki w starostwach powiatowych są lepiej przygotowane do pomocy dzieciom bez ojca czy rodzinom alkoholików, bo ich problemy znają nawet ze swojego sąsiedztwa, a problemy niepełnosprawnych są dla nich niejasne. Słyszymy od urzędniczki, że może dać 3 tysiące, nie więcej. A niewidomemu na specjalistyczny sprzęt, umożliwiający sprawne funkcjonowanie, potrzeba na przykład 13 tys. Sam sobie tego sprzętu przecież nie kupi! Sprzęt niezbędny do rehabilitacji musi być drogi, bo produkuje się go w małych seriach. To tak jak z samochodami: jeśli jakiegoś modelu wyprodukuje się 500 sztuk, zawsze będzie wielokrotnie droższy od takiego typu, którego z fabryk wyjechało 500 tys.

Pyta pan o biurokrację, problem polega również na braku jednolitych reguł, stąd zdarza się, że niepełnosprawni w jednym województwie lub powiecie mogą liczyć na pomoc w danej sprawie, a w innym już nie. Znam nawet przypadek niewidomego, który z tego powodu zmienił miejsce zamieszkania.

– W Polsce mamy 5,5 mln niepełnosprawnych, to obrazuje rozległość problemów i wyzwań, jakie się z nimi wiążą. Ilu niewidomych ma własne firmy, jak Pan?

Nie wiem, ilu dokładnie niewidomych prowadzi własne firmy, ale pewnie stanowią niewielką grupę. Znam jednak wybitnych niewidomych muzyków, tłumaczy, instruktorów, masażystów i właścicieli salonów masażu.

– Z tego, co i jak Pan mówi, niezmiennie przebija jednak optymizm?

Żyjemy w najlepszym miejscu na świecie, w kraju, który nigdy na nikogo nie napadł, a jego mieszkańcy wykazali się bohaterstwem w trakcie obu wojen światowych. Bogata ziemia i ludzie niebywale empatyczni, fajny język i kultura – taka jest Polska. Marzę, żeby wszyscy Polacy mogli się tu czuć jak u siebie, w domu. Nigdy nie wiem, co będę robił jutro, życie zaskakuje i przynosi nowe wyzwania. Na przykład w ogóle nie przewidywałem, że będę pisać, a dziś jestem autorem już bodaj 50 poradników i książek. W każdej pracy pomagają słowność i sumienność, a także wiara – w Boga i w łut szczęścia. Wiem, że Bóg każdego obdarza talentami, a mnie potraktował chyba specjalnie. Do dwunastego roku życia byłem niedowidzący, zaś od tego czasu, po różnych wypadkach, niewidomy. Najwyraźniej Bóg ma dla nas plan wyrównywania życiowych szans i za pecha w jednej dziedzinie ofiarowuje jakąś rekompensatę. Za brak wzroku otrzymałem mnóstwo talentów i nawet zapominam o swojej niepełnosprawności. Dzięki danym od Boga talentom człowiek staje się wolny, bo może zorganizować swoje życie tak, jak tego pragnie.

Rozmawiał Łukasz Perzyna

Temat tygodnia: polscy przedsiębiorcy, jacy są

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie ze strony firmy Altix
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here