Polska prokuratura wydała list gończy za rosyjskim koordynatorem działającej u nas siatki szpiegowskiej o charakterze sabotażowym i terrorystycznym. Michaił Wiktorowicz Mirgorodski, matematyk z wykształcenia i funkcjonariusz Federalnej Służby Bezpieczeństwa, sukcesorki KGB, ma 28 lat i mieszka w obwodzie moskiewskim. Jak się okazuje nigdy nie był w Polsce, a zapewne w żadnym państwie objętym umową z Schengen o europejskim ruchu bezwizowym. Czyni to możliwość posadzenia go u nas na ławie oskarżonych raczej iluzoryczną, nawet jeśli śledczy zabiegają o ściganie go na mocy czerwonej noty Interpolu.
Jak w takim razie Mirgorodski, przedstawiający się również jako Andrzej Kuczyński a także rozmaitymi nickami sieciowymi, mógł w Polsce budować destrukcyjną strukturę, w skład której wchodzili obywatele kilku państw? Z informacji polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wynika, że Matematyk (tak go piszmy, skoro służby nadały mu kryptonim od wykształcenia), działał za pośrednictwem Internetu, posługiwał się aplikacją Telegram, a swoim najemnikom płacił bitcoinami, od których pozostaje specjalistą.
Szesnaście osób z jego siatki ABW zatrzymała już w 2023 r. Otrzymały wyroki do sześciu lat więzienia. Wtedy właśnie, w drugim roku wojny pełnoskalowej, prowadzonej przez Rosję Władimira Putina przeciwko Ukrainie, działania polskich służb udaremniły próbę wykolejenia pociągów z pomocą tak humanitarną jak wojskową dla Ukraińców.
Obecna siatka koordynowana przez matematyka Mirgorodskiego liczy osiem osób (trzech Białorusinów i dwóch Rosjan oraz po jednym Polaku, Litwinie i Ukraińcu) i ma związek – co tylko wynika z informacji od ABW, ale nie zostało jednoznacznie potwierdzone – z niedawnymi próbami wykolejenia pociągów już wewnętrznej relacji polskiej a nie tych zmierzających na Ukrainę. Chociaż inne źródła wskazują, że jeden z dwóch głównych sprawców listopadowego sabotażu na Lubelszczyźnie – a obaj zdążyli uciec za granicę – Jewhenij Iwanow przedtem pracował dla Jurija Sizowa: oficera z elitarnej jednostki wywiadu wojskowego GRU ulokowanej na brzegu podmoskiewskiego jeziora Seneż, a nie z cywilnej FSB. Należy raczej wykluczyć, aby kremlowskie spec-służby, czasem rywalizujące, nawzajem sobie najemników wypożyczały. W tej branży nikt tak nie postępuje. Nie przypadkiem koordynatorzy ds. służb specjalnych również w demokracji mają co robić, ale i oni nie są w stanie sprawić, by formacje działające w osobnych strukturach chociaż pod jedną flagą, wzajemnie się pokochały. Trzymajmy się jednak głównej wersji narracji, by się nie zagubić w wykluczających się wzajemnie jej wariantach. Komplikacji i tak tu nie brakuje. Celem niektórych działań grupy szpiegowsko-sabotażowej wyspecjalizowanego w bitcoinach Matematyka wydaje się raczej odwrócenie uwagi od głównego ich nurtu. Zapewne dlatego sprawiają wrażenie niezbyt poważnych. Inne za to budzą grozę. Różnicę tę oddaje taryfikator honoraryjny FSB.
Chcieli wykolejać pociągi, ale happeningiem też nie gardzili
Za wykolejenie pociągu Mirogrodski płacił 10 tys. dolarów, oczywiście w bitcoinach. Za to stawki za wywieszanie antyukraińskich plakatów wynosić miała nawet i pięć dolarów. Matematyk bowiem oprócz działań określanych jako sprawstwo kierownicze w próbie spowodowania katastrofy czy finansowanie terroryzmu, parał się także koordynowaniem akcji dezinformacyjnych i propagandowych, w tym nawet takich, co formalnie nie są wcale w Polsce zakazane, bo prawo nie zabrania bezpośrednio rozlepiania antyukraińskich afiszy, chyba, że jak w tym wypadku ktoś czyni to na zlecenie obcego wywiadu i w dodatku o tym wie. Grupa kierowana z oddali przez Matematyka przymierzała się do wyświetlania na budynkach polskiego Sejmu i Pałacu Prezydenckiego haseł podobnie antyukraińskich, co dowodzi, że kremlowski wywiad nawet happeningiem nie gardzi, jeśli służy to interesom mocodawcy.
Osobnicy zwerbowani przez FSB, reprezentowaną przez Mirgorodskiego potajemnie instalowali kamery transmitujące, co się dzieje w różnych interesujących rosyjskie służby miejscach: strategicznym lotnisku Rzeszów-Jasionka oraz terespolskiej magistrali kolejowej. Płacono im za to po kilkaset dolarów. Służby określały ich też mianem “kamerkowców”. Doczepiali również lokalizatory do przemieszczających się pociągów i konwojów.
Grupa miała charakter hierarchiczny – stwierdza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co oznacza, że FSB nie werbowała tylko pojedynczych desperatów, pragnących zarobić jak najszybciej i za wszelką cenę.
Sabotaż na kolei pokazał, że sytuacja jest poważna. A zarzut terroryzmu – wcale nie postawiony na wyrost.
Pomagierka agenta wpływu z zaproszeniem do ministerstwa
Różni to podawane teraz przez ABW informacje od rozpowszechnianych za pisowskich rządów, kiedy to z dużym zadęciem powiadomiono o zatrzymaniu Pawła Rubcowa, pracującego dla GRU (rosyjskie służby wojskowe) i przedstawiającego się także jako Pablo Gonzalez. Był typowym agentem wpływu (u nas, bo podczas pobytu w Ukrainie próbował filmować fabryki zbrojeniowe), zapewne niewiele zaszkodził. Bulwersowało raczej to, że jego partnerka życiowa Magdalena Chodownik długo bez przeszkód wchodziła jako dziennikarka do gmachów Sejmu i Kancelarii Premiera. Co najgorsze – chociaż ma postawiony zarzut pomocnictwa w szpiegostwie – Chodownik jeszcze w 2025 r. znajdowała się na liście osób, zapraszanych na konferencje do… Ministerstwa Sprawiedliwości. Pomimo, że wszyscy zainteresowani mieli wcześniej okazję poznać jej nazwisko i rolę, jaką w sprawie Gonzaleza odegrała. Ten ostatni, Paweł Rubcow w międzyczasie wrócił do ojczyzny – oczywiście tej prawdziwej, gdzie grają kremlowskie kuranty, a nie wirtualnej w jego wypadku Hiszpanii – ponieważ Polska przystała na wymianę go na zatrzymanych przez Rosjan agentów amerykańskich lub osób, którym postawiono zarzuty, że taką rolę odegrały. Pomogliśmy wtedy Stanom Zjednoczonym, ale nic z tego nie mamy. Nie ziściły się bowiem nadzieje, że w zamian za odesłanie Gonzaleza tam, skąd go na nas nasłano – odzyska wolność polski bohater z Białorusi, bojownik o prawa człowieka i wolność słowa, Andrzej Poczobut.
Znaczące, że tamta afera szpiegowsko-obyczajowa zajmowała zwykle osoby zawodowo krążące w warszawskim “trójkącie bermudzkim”, którego wierzchołki wyznaczają budynki Sejmu i Kancelarii Premiera oraz Pałac Prezydencki.
Nie tylko nas niepokoi kremlowski terroryzm państwowy
Natomiast o polskim liście gończym za Michaiłem W. Mirgorodskim powiadomiły jeszcze tego samego dnia nie tylko Reuters i inne globalne medialne firmy, ale saudyjska Al Arabiya (telewizja konkurencyjna wobec katarskiej Al-Dżaziry) i Yahoo News dla Nowej Zelandii. Nie tylko my traktujemy rzecz poważnie.
Niebagatelne znaczenie, oprócz poczynań służb i prokuratorów, poza zasięgiem których pozostaje bohater listu gończego, dopóki pracuje w 21-piętrowym wieżowcu w Jasieniewie przy obwodnicy Moskwy i nie rusza się z rządzonego przez Władimira Putina kraju – mają, co zrozumiałe, nastroje społeczne. U nas oczywiście, a nie na Antypodach czy nad Zatoką Perską. Badania wskazują na krańcowy niepokój.
Tylko co czwarty z nas uznaje, że Polska jest dobrze przygotowana na działania hybrydowe i sabotażowe obcych, w tym rosyjskich, spec-służb. Ponad połowa wyraża opinię przeciwną. To wynik sondażu, przeprowadzonego już po aktach sabotażu na kolei dokonanych 17 listopada br. [1].
Elementarna odpowiedzialność za słowo skłania jednak do zachowania powściągliwości w krytykowaniu postawy polskich służb specjalnych i przekazywanych przez nie teraz oficjalnie lub w przeciekowej formie informacji. Pozostaje nadzieja, że zarówno ABW jak prokuratura wiedzą, co mówią, a przede wszystkim – robią znacząco więcej, niż ujawniają. I że z czasem się tego dowiemy.
[1] Ariadna dla Wirtualnej Polski, badanie z 18-19 listopada 2025