Mistrz i uczniowie

0
236

Moczulski uhonorowany w Sejmie

Leszek Moczulski w pierwszą rocznicę śmierci doczekał się uhonorowania w Sejmie. W którym zresztą spędził mniej czasu (dwie kadencje w tym jedną skróconą: w sumie sześć lat, 1991-97) niż przedtem w więzieniach PRL. Teraz marszałek Szymon Hołownia i posłowie z różnych klubów podkreślali zasługi założyciela Konfederacji Polski Niepodległej przy okazji nadania jednej z sejmowych sal jego imienia. Pierwszy rzucił hasło niepodległości, przewidział znaczenie dla nas wolnej Ukrainy i zawsze bronił demokracji.

Marszałek Szymon Hołownia odwołał się do pojmowania Polski jako wspólnoty, wskazał, że wyraziste postaci z różnych środowisk się wywodzące razem budowały gmach Rzeczypospolitej, a z perspektywy lat różnice między nimi okazują się mniej istotne. W jego ocenie Moczulski ze swoją niepowtarzaln| retoryką i niepokornym charakterem stworzył nie tylko środowisko ale “cały ekosystem”, o czym zaświadczają również osiągnięcia jego wychowanków. 

Jako jeden z nich przedstawił się przewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Zbigniew Konwiński, podkreślający swój KPN-owski rodowód.  To dzięki jego staraniom i pozytywnej reakcji na list dawnych działaczy (podpisali go m.in. pisarz Jerzy Woźniak i b. rzecznik AWS Grzegorz Cygonik) – sejmowej sali 211 w nowym budynku parlamentarnego kompleksu nadano imię Leszka Moczulskiego. – Dobrze trafiliśmy, mieliśmy szczęście, że na naszej drodze spotkaliśmy Leszka Moczulskiego i uznaliśmy go za mentora. Wolna Polska nie oddała mu tego, co się należało. My to naprawiamy – uzasadnił przewodniczący Konwiński.

Waldemar Żurek, aktualny minister sprawiedliwości, wspominał jak w wieku osiemnastu lat składał konfederacką przysięgę w katowickim mieszkaniu Adama Słomki: – Rodzice byli w Solidarności, nam to już nie wystarczało. Załatwiliśmy sobie spraye produkcji bułgarskiej i nimi malowaliśmy na murach patriotyczne hasła. Transparent przygotowany na demonstrację w rocznicę masakry w Kopalni Wujek ukrywaliśmy wcześniej w lesie, zresztą sam chodziłem wtedy do technikum leśnego.   

W upamiętniającym Moczulskiego spotkaniu uczestniczyli także: minister Tomasz Siemoniak i eurodeputowany Andrzej Halicki (działali w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów nie w KPN,  ale zawsze Przewodniczącego poważali), były wicemarszałek Sejmu z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej Dariusz Wójcik, prezes Instytutu Historycznego Nurtu Niepodległościowego im. Andrzeja Ostoi–Owsianego – Andrzej Chyłek oraz Jerzy Wawrowski, wieloletni działacz KPN i renomowany publicysta kultywującej pamięć o Moczulskim i stanowiącej kontynuację pisma, które kiedyś wydawał “Opinii” (niedawno ukazał się jej numer specjalny ze zbiorem felietonów historycznych Przewodniczącego przed półwieczem i jeszcze wcześniej zamieszczanych w “Stolicy”).    

Wizje, które stały się rzeczywistością

Były prezydent Bronisław Komorowski, znający Moczulskiego ze wspólnej działalności opozycyjnej z lat 70, w trakcie rocznicowej uroczystości wymienił najważniejsze cechy mu przypisywane: zdolność do ryzyka, wyrazistość poglądów, formułowanie celów odległych ale dających się osiągnąć.

W języku dyplomacji takich polityków nazywa się kontrowersyjnymi – przyznał Bronisław Komorowski. Co w kuluarach wywołało natychmiastową reakcję KPN-owskiego wicemarszałka Sejmu z lat 1991-93 Dariusza Wójcika: – Ale zamiary Moczulskiego zostały zrealizowane.

Wiara w szansę odzyskania niepodległości, które Moczulski pierwszy postawił jako cel KPN, nie stanowiła jedynego przykładu jego przenikliwego ale i uzasadnionego geostrategicznie wizjonerstwa. Późniejszy autor wydanej już w wiele lat po zmianie ustrojowej monumentalnej “Geopolityki” już w latach 80. zadbał o nawiązanie kontaktu ze Sławą Stećko, działającą na emigracji wdową po premierze utworzonego po ucieczce wojsk radzieckich z Kijowa  separatystycznego rządu ukraińskiego Jarosławie, którego Niemcy wysłali potem do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen.  Wtedy, przed rozpadem ZSRR, wychodźstwo ukraińskie przez wielu w opozycji uznawane było za banderowski relikt. Ale ówczesne przełamywanie uprzedzeń przydało się bardzo obu stronom już w ostatnich latach.       

Najpierw opisywał historię, potem ją tworzył

Krzysztof Król, przez wiele lat pozostający prawą ręką Moczulskiego w Konfederacji Polski Niepodległej przypomniał, że zarówno opisywał on historię jak pozostawał jej kreatorem. Już wydana w 1972 r. “Wojna polska” udowodniła, że – wbrew propagandzie komunistycznej – nasze państwo nie rozpadło się wcale w 1939 r. niczym domek z kart. Trudno się więc dziwić, że ta niedostępna w księgarniach publikacja, na bazarze kosztowała połowę ówczesnej pensji. Jej autor zyskał sobie mir w środowiskach akowskich. Historia rodziny to zresztą jeszcze głębsze tradycje, w domu dziadków Moczulskiego bywali Stefan Okrzeja i Walery Sławek, a dziecinny wózek matki przyszłego lidera KPN służył nawet za środek sekretnego transportu browningów służących do akcji Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej.

Kiedy w 1979 r. Moczulski założył KPN – niepodległościową i piłsudczykowską partię polityczną – jego organizatorski talent docenili nawet komuniści. Gdy wybuchły już sierpniowe strajki na Wybrzeżu w 1980 r., członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Alojzy Karkoszka mówił na posiedzeniu tego gremium kierowniczego, że przerwy w pracy – bo tak je określali rządzący – mają “technologię precyzyjnie opracowaną przez Leszka Moczulskiego”.

Chciał, by wszyscy widzieli, że jego posłowie pracują

Już w kilkanaście lat później z trybuny Sejmu wolnej Polski poseł i przewodniczący klubu KPN Leszek Moczulski rozwiązał skrót byłej już PZPR jako: płatni zdrajcy, pachołki Rosji. Było to zapewne najlepiej dające się zapamiętać jego wystąpienie z mównicy parlamentu. 

Szanował wyborców. Żeby nie musieli oglądać w telewizji pustych foteli w sektorze KPN, wyznaczał młodym posłom dyżury, tak by jego klub parlamentarny zawsze pozostawał widoczny, że pracuje w sali obrad, a nie obija się gdzieś po kątach. Dziś w Sejmie na podobne kwestie nikt już uwagi nie zwraca. Nie tylko więc ze względu na heroiczną kartę  Przewodniczącego sprzed 1989 roku, upamiętnienie go właśnie w tym gmachu ma oczywisty sens.        

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.7 / 5. ilość głosów 13

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here