Próbujemy, nie zawsze w sposób mądry lub skuteczny, usuwać patologie systemu podatkowego, który pieczołowicie hodowała „liberalna demokracja” III RP, korzystając także z okazji harmonizowania podatków w ramach UE. Patologie te mają zwolenników, a nawet ideologów. Sądzę również, że większość obywateli popiera działania je zwalczające, bo chce dobra naszego państwa, gdyż owa wartość nie jest dla nich tylko metaforą lub rytualnym sloganem, lecz ma konkretną treść. Sprzeczne z interesem każdego obywatela jest przecież:

  • transferowanie za granicę zysków na podstawie fałszywych faktur przez „międzynarodowe” struktury;
  • przekręty podatkowe, przepraszam – „międzynarodowa optymalizacja podatkowa” zagranicznych (i nie tylko zagranicznych) „inwestorów”, którym wolno w Polsce nie płacić podatków, mimo że miejscowi, czyli pracownicy i emeryci muszą to grzecznie robić;
  • uprzywilejowanie prawne i podatkowe tzw. światowych koncernów, którym funduje się pakiety ulg podatkowych, o których polski inwestor nie ma co marzyć;
  • uległość pracodawcy wobec lobbystów, którzy załatwiają dla swoich patronów „przyjazne prawo”, dzięki któremu „więcej pieniędzy pozostaje w kieszeniach podatników”, przy czym z góry wiadomo, o kogo tu idzie;
  • całkowite desinteressement lub bezsilność władzy w stosunku do mafii podatkowych, „umów luksemburskich” i tym podobnych działań dających komuś zarobić w naszym „głupim raju podatkowym”, którym od lat jesteśmy wbrew woli większości, ale w interesie naszych „partnerów strategicznych”.

Sprzeciw wobec tego rodzaju działań można ogólnie nazwać współczesnym pozytywizmem lub nawet patriotyzmem gospodarczym, mimo że nie przepadam za uwznioślonymi i jednocześnie wartościującymi określeniami.

Jest i oczywiście będzie wielu przeciwników starań nowej władzy. Należą do nich wszyscy obrońcy „liberalnej demokracji”, którzy robią interesy na naszym państwie i jego obywatelach i są beneficjentami status quo. Jest wielu, posiadają gigantyczne środki, mają wpływy w mediach, środowiskach eksperckich, niektórych uczelniach oraz w warszawce, czyli kamaryli grupującej „właścicieli III RP”. Ludzie biznesu nienależący do tej kliki chcą zmian, bo są one w ich interesie, który jest w pełni zgodny z interesem publicznym. Sądzę, że istotą patriotyzmu gospodarczego jest właśnie uczciwość podatkowa, przestrzeganie prawa podatkowego i stawianie elementarnych wymogów zwykłej rzetelności wszystkim, na których ciążą obowiązki publicznoprawne. Całkowicie sprzeczne z tym pojęciem są w istocie fikcyjne „transakcje optymalizacyjne”, które bronią się tylko dlatego, że nie można udowodnić ich pozorności lub wręcz fikcyjności.

Teraz patriotyzm gospodarczy stał się jednak modny i prawie wszedł do kanonu poprawności. Na jego stronę przechodzą, przynajmniej werbalnie, dotychczasowi piewcy „upraszczania i obniżania podatków”. Groteską jest już udział w imprezach poświęconych patriotyzmowi gospodarczemu firm zajmujących się międzynarodowym (i krajowym) unikaniem opodatkowania, „umowami luksemburskimi” i tworzeniem fikcji, które dają ich klientom „korzyści podatkowe”. Te same firmy z ochotą wspierają również „uszczelnianie podatków”, co już zasługuje na kpinę, ale „głupim rajem podatkowym” rządzi diabeł przebrany w ornat.

Wiem, że dość naiwnie i zbyt optymistycznie widzę działania obecnej większości parlamentarnej na niwie podatkowej, bo między deklaracjami a rzeczywistymi działaniami jest wiele różnic, międzynarodowy biznes podatkowy nie stracił zaś swojej pozycji – w dalszym ciągu są realizowane jego pomysły, za które w dodatku wystawiane są faktury płacone z kieszeni podatników.

Sztandarowym „podrzutkiem” z poprzedniej, liberalnej epoki, który realizuje obecna władza, jest tzw. JPK_VAT. Przedstawiciele resortu finansów wspólnie z jedną z zagranicznych firm doradczych, sławną z obsługi owych „umów luksemburskich”, powtarzają na okrągło, że to właśnie dzięki owemu wynalazkowi wzrosły dochody budżetowe z VAT o około 20 mld zł.

Wyjaśnijmy, na czym ów cudowny pomysł polega. Otóż około 80 tys. podatników VAT (na 1,6 mln) składa co miesiąc do resortu finansów elektroniczną informację będącą wyciągiem z ich ewidencji prowadzonej na potrzeby podatku od towarów i usług. Co jest przedmiotem tej ewidencji? To reguluje art. 109 ust. 3 ustawy o VAT. Trzeba tam zaksięgować dokumenty źródłowe, na podstawie których mają być prawidłowo sporządzone deklaracje podatkowe (VAT-7, VAT-7K, VAT-8, VAT-9M i VAT-14). O tym, jak podatnicy prowadzą te ewidencje, nie decydują przepisy prawa. Każdy to robi, jak chce, bo to jest sferą swobody działalności gospodarczej. Nie wiedzieli o tym twórcy owego JPK_VAT i usiłują za pomocą jakichś schematów logicznych owej informacji „regulować „ sposób prowadzenia ewidencji podatkowych. Może więc warto przypomnieć autorom tych pomysłów, że informacja o prowadzonej ewidencji ma być prawdziwa, czyli zawierać dane, które w tej ewidencji są, a nie te, których tam nie ma. Rejestry podatkowe są prowadzone na potrzeby sporządzenia deklaracji i tylko w tym celu.

Informacje JPK_VAT wpływają do resortu finansów od tej w sumie niewielkiej liczby podatników. W jaki sposób mogło to się przyczynić do wzrostu dochodów budżetowych? Dalibóg nikt tego nie wie. Ale skoro tak twierdzą nawrócone na patriotyzm gospodarczy „międzynarodowe” i oczywiście „renomowane” firmy doradcze i powtarzają to „opiniotwórcze” media, to na pewno tak jest.

Prof. Witold Modzelewski

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here