Dla Polski bilans pierwszego roku prezydentury Karola Nawrockiego ma drugorzędne znaczenie, bo przez ten czas niczym nas on nie zaskoczył. Być może dlatego utrzymuje poparcie, jakie sobie zaskarbił w drugiej turze wyborów. Istotne, czego możemy się po prezydencie spodziewać przez kolejne lata: co najmniej cztery, a najprawdopodobniej dziewięć. Obóz polityczny, który go do władzy wyniósł, właśnie się rozpada. Nawrocki nie wykonuje nerwowych ruchów, zapowiada, że będzie rozmawiać ze wszystkimi. To zapewne najlepsza taktyka. Jej skuteczność potwierdzają korzystne wyniki badań opinii publicznej.
Rekordowa liczba wet do ustaw uchwalanych przez rządzącą większość, wśród nich o statusie osoby najbliższej oraz rynku kryptowalut – nie wywiera na obywatelach wielkiego wrażenia. Trudno się spodziewać, żeby zadanie rządzącym ułatwiał, nie czynił tego również jego poprzednik z tego samego pisowskiego obozu Andrzej Duda. Co więcej, właśnie Duda wetując m.in, część tzw. reformy sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry czy zasadę, że cały kraj stać się ma jednym okręgiem wyborczym do Parlamentu Europejskiego – zaznaczał sporadycznie odrębność wobec macierzystej formacji. Nawrocki, niby bardziej energiczny, nie czyni tego w ogóle. Ale jego zwolennikom zupełnie to nie przeszkadza.
Sondaże nie kłamią, a według nich to Karol Nawrocki pozostaje darzonym największym zaufaniem polskim politykiem.
Prezydentowi ufa bowiem 51 proc z nas. A zaledwie 42 proc zachowuje wobec niego nieufność.
Kolejnym najwyżej lokowanym w rankingu zaufania politykom więcej Polaków już nie ufa niż ufa. Minister obrony i prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz może liczyć na zaufanie 42 proc z nas przy 45 proc nieufności, a szef dyplomacji z Koalicji Obywatelskiej Radosław Sikorski cieszy się zaufaniem 41 proc Polaków, ale nie ufa mu co drugi [1].
Wymowa badań okazuje się oczywiste. Gdyby wybory prezydenckie jeszcze raz się odbyły, Nawrocki wygrałby je ponownie, podobnie jak przed rokiem.
Wszystko mu sprzyja. Kontrkandydat do prezydentury z KO sprzed roku Rafał Trzaskowski skompromitował się doszczętnie aferą w Szpitalu Południowym, podlegającym mu jako prezydentowi Warszawy. To tam działał za 1,6 mln z rocznie osławiony hochsztapler Dawid Kacprzyk, wcześniej wieloletni szef młodzieżówki Koalicji Obywatelskiej.
Podobnie podział dotychczasowego zaplecza gra na korzyść Nawrockiego. Nie musi się opowiadać ani po stronie “prawowiernej” wobec Jarosława Kaczyńskiego części Prawa i Sprawiedliwości ani Rozwoju Plus byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Zapowiada, że będzie rozmawiał tak z jednymi jak z drugimi. Na pewno na tym nie straci.
Głosowali na niego i wciąż mu ufają nie tylko pisowscy wyborcy, ale także liczni rozczarowani rządami Koalicji 15 Października i jej nie zrealizowanymi po tej dacie w 2023 r. obietnicami. Przekonał do siebie zwolenników obu Konfederacji: wyborców Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Jeśli po kolejnych wyborach, jak wróżą to wyniki badań opinii publicznej, powstać miałby rząd z udziałem PiS, Rozwoju Plus i Konfederacji – prezydent Nawrocki z racji funkcji jak miru w elektoratach tych partii może odegrać rolę akuszera takiej koalicji, mediatora czy negocjatora albo chociaż jej patrona. Jaką tylko chce – i to bez zobowiązań.
Pamiętamy jak przed rokiem pomiędzy drugą turą 1 czerwca a zaprzysiężeniem 6 sierpnia próby utrudnienia mu czy uniemożliwienia objęcia urzędu prezydenckiego tylko Nawrockiego wzmocniły – zarówno ze względu na odstręczający wizerunek wzniecającego je Romana Giertycha, jak przywiązanie wyborców do własnej decyzji przy urnach. To ostatnie, jak widzimy po sondażach, zupełnie nie wygasa.
Nawet jeśli uznamy Nawrockiego za prezydenta dresiarskiej czy po prostu ludowej części Polski, przyznać trzeba, że ta druga, inteligencka i wykształcona, przywiązana do wartości demokratycznych – okazuje się wobec niego bezradna. Pamiętamy jak przed rokiem jej kandydata Trzaskowskiego pociągnął na dno worek kartofli przytargany do domu pomocy społecznej jakby na znak pogardy i urągowiska przez posłankę Kingę Gajewską ze sztabu KO. Zwycięski rywal nagrywał w tym czasie pogodne rozmowy w ringu bokserskim, równocześnie krzyżując rękawice z dziennikarzem Miłoszem Kłeczkiem. Trudno się dziwić, że wielu obywateli wolało ten sympatyczny sparing od wspomnianego worka ziemniaków, opowieści Trzaskowskiego o pływaniu z rekinami i paplaniny jego marketingowców, ile to języków zna kandydat, przez co przezwano go “bonżurem”. A wygrał wtedy Nawrocki pomimo dawnego udziału w kibolskich ustawkach, znajomości ze złymi ludźmi czy sposobu, w jaki potraktował seniora, pozbawiając go kawalerki i odsyłając do DPS.
Zwycięzca wyborów sprzed roku pozostaje silny słabością innych. I to zapewne szybko się nie zmieni, skoro stwarza mu tak wygodną perspektywę.
[1] Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, sondaż z 24-25 lipca 2026 r.