100-lecie polskiego złotego, waluty ustanowionej przez odrodzone Państwo Polskie w 1919 roku, zaowocowało awanturą. Otóż Narodowy Bank Polski z tej okazji wydał serię numizmatyczną – złotych i srebrnych monet. Monety od 1 grosza do 5 złotych, o wzorach, jakimi dzisiaj się posługujemy, zostały zaoferowane kolekcjonerom.

Ale po jakich cenach! Zestaw złoty – 23 tysiące złotych, srebrny 3,4 tysiąca. To ceny paskarskie, jeśli porówna się je do kosztów kruszców, które dla srebrnego zestawu kosztują ok 100 złotych. Oczywiście NBP zarabiał dobrze i na wcześniejszych emisjach numizmatów, jednak teraz te zyski postanowił zwielokrotnić. Dlaczego?

To proste, Narodowy Bank Polski musi zarabiać na swoje wysoko kwalifikowane kadry, zajmujące się wizerunkiem prezesa Glapińskiego. W końcu trzeba jakoś zarobić na zarobki asystentek (mianowanych na dyrektorów), których dochody orbitują (dosłownie) w rejonach zarobków samego Prezesa.

Jednak tak wysoko opłacana specjalistka, jak p. Martyna Wojciechowska, wcale nie przysparza prezesowi Glapińskiemu chlubnego wizerunku. Jej odpowiedź na inicjatywę upamiętnienia Powstania Warszawskiego na ścianie NBP, jest tego najlepszym przykładem gorszącego traktowania inicjatyw obywatelskich. Proszę tylko przeczytać jej list do inicjatorów i odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Martyna Wojciechowska odrzuciła propozycję? Bo zaplanowano remont!

W środowisku powstańców warszawskich list wywołał oburzenie z tego tez powodu, że na taką inicjatywę prezes Glapiński nie znalazł nawet czasu, żeby chociaż podpis swój złożyć (5 sekund). Ale dzisiaj widząc, jak dobrze jest wynagradzany pijar w NBP, wiemy że to bardzo drogi podpis. Prawie tak drogi, jak prezesa. Tym bardziej gorzki ma on posmak.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here