Nie mają domu, tylko adres

0
310

Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Przychodni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, w rozmowie Łukasza Perzyny

– Co dziewiąty polski nastolatek ma zaburzenia psychiczne, jak szacuje UNICEF. Wedle ocen  Pulsu Medycyny z ub. r. problem dotyka 20 proc. Fundacja Unaweza w raporcie Młode Głowy wskazuje, że u 29 proc młodych mamy do czynienia z podejrzeniem depresji. Widać co te dane, z pozoru tylko nieco rozbieżne, w nieubłagany sposób łączy. Wszystkie okazują się alarmujące. Skąd ten problem się bierze?

– Bierze się z samouwielbienia rodziców. To nie wina dzieci, że nie radzą sobie z problemami, które ich przerosły. W moim gabinecie słyszę rzeczy zaskakujące dla mnie pomimo zawodowego doświadczenia. Nastolatek skarży się na brak rozmowy w rodzinnym domu. Jego najbliżsi to ludzie zamożni, na stanowiskach. A jednak nie ma z kim myślami się podzielić. Chociaż ich nie brakuje. Czasem, kiedy z kolei rozmawiam z rodzicami, mam wrażenie, że we własnym przeświadczeniu wszystko wiedzą najlepiej. Co tam pani psycholog będzie im mówić…  Zwykle dziecku uda się dużo szybciej i pewniej pomóc, kiedy rodzice nas w tym wspierają. 

– Czego dzieci potrzebują?

– Dzieci poszukują poczucia bezpieczeństwa: miłości i przytulenia, a z czasem poważnej rozmowy o tym, co trapi. Gdy młodzi tego wszystkiego nie znajdują – są poturbowani. Po paru latach przychodzi do mnie pacjent, z bukietem kwiatów. “Tylko pani mi pomogła” – mówi. I zapowiada, że zamierza przychodzić dalej. Okazuje się, że to ode mnie się dowiedział, że jest człowiekiem ciekawym i wartościowym. 

– We własnym domu mu tego nie mówiono? Nigdy?

– Rodzice często podchodzą do nastolatka w bezduszny sposób: masz tu pieniądze na mieszkanie, na studia prywatne, ale głowy już nie zawracaj. Pytam: “Pojedzie pani do syna?”. Nie, bo znowu brak czasu i zawracanie głowy. A poza tym: “On się w jakiejś dziewczynie zakochał”. Od razu z nutą lekceważenia, a potem kiedy kontakt już nastąpi, ta dziewczyna słyszy od matki partnera, że się do tej roli nie nadaje, bo jest ze wsi, bądź też nieco tylko bardziej łagodnie daje się jej to do zrozumienia. I kiedy z tego się kroi kolejny problem, własne dziecko usłyszy co najwyżej: “Weź się w garść”.

Co wywołuje przeciwny skutek. Tak się nie podchodzi do wychowania, które nie kończy się przecież z chwilą osiemnastych urodzin czy podjęcia studiów. Kiedy dziadek zapisze wnukowi cały majątek, więc ten od razu zyska własny metraż. Nie o to chodzi. Zanim dziecko się z domu wyprowadzi, każde potrzebuje zaznać ciepła: kochającej mamy i bliskości ojca. Wakacje w Chorwacji, zdjęcia na portalach społecznościowych, co mają dokumentować jak nam dobrze, tego nie zastąpią. Podobnie jak licytowanie się na rodzinnym spotkaniu, kto droższy prezent przyniósł, czyli bardziej się postarał.  

– Źródłem wielu problemów okazuje się dom rodzinny? A nie staje się miejscem, gdzie się je rozwiązuje?

– Mści się narcystyczne podejście rodziców. Przekonanie, że pozostają najlepsi. A dziecku niczego nie brakuje. Czasem dzieci wiejskie mają łatwiej. Pójdą na łąkę pogadać z rówieśnikami. Ale wrócą do domu na obiad. Prawdziwy i wspólny. Z rodzicami, z babcią i dziadkiem. W mieszkaniu w dużej aglomeracji, modnie urządzonym, dziecko niekiedy je obiady tylko z opiekunką. I nie pamięta samo, kiedy z rodzicami dłużej rozmawiało. Dom przestaje pełnić swoją funkcję. Dziecko czuje, że domu nie ma. Tylko adres. Skarżymy się zasadnie na tłok na szpitalnych oddziałach psychiatrii dziecięcej. Jednak czasem zdarza się, że dziecko woli tam przebywać niż niby u siebie…     

– Czyli niesłusznie łączymy te fatalne wskaźniki, od których rozmowę zaczęliśmy, z pandemią i edukacją zdalną, w tym wypadku jeszcze w szkole podstawowej, jeśli chodzi o roczniki, o których mowa? Albo z poczuciem zagrożenia spowodowanym wojną w Ukrainie?

– Oczywiście stresy z tym związane nie pozostają bez znaczenia. Ale w wielu wypadkach źródło problemu tkwi w codziennych sytuacjach, nie w zagrożeniach nadzwyczajnych.

– Co robić, by nie narastał?

– Liczy się rozmowa. I stała gotowość do niej. Zainteresowanie, a nie wieczne narzekanie. Krytykowanie za drobiazgi, umniejszanie poczucia cudzej wartości z ich powodu, to agresja przeniesiona. Na zewnątrz może się wydawać, że wszystko jest w porządku, skoro przecież dziecka nikt nie bije. Ale nie jest w porządku. Czasem dziecko zamyka się w sobie, pozostaje spokojne, tyle że wobec świata na zewnątrz okazuje się bezradne. Szybciej zauważy się problem, jeśli stanie się nadpobudliwe.

– I wtedy kontakt ze specjalistą okazuje się niezbędny?

– Jestem absolwentką coachingu w Instytucie Neurologii w Chicago, gdzie uczono, że umiejętność rozmowy z pacjentem to kwestia nawet ważniejsza od sprawności w zestawianiu listy leków. Rozmowa często ratuje. Kontakt ze specjalistą okazuje się niezbędny, kiedy dostrzegamy problem u bliskiej nam osoby, ale nie jesteśmy w stanie sami temu zaradzić. Nie ma czego się wstydzić, bo jeśli przedstawiamy samych siebie jako ludzi inteligentnych, dążących w życiu do realizacji konkretnych celów, to powodem do wstydu staje się tylko ucieczka przed problemem, a nie gotowość do stawienia mu czoła.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.8 / 5. ilość głosów 17

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here