Niezły kandydat, w dodatku ma szanse

0
31

Po wielu miesiącach pata uniemożliwiającego powołanie następcy Adama Bodnara w fotelu Rzecznika Praw Obywatelskich dość niespodziewanie pojawił się kandydat mający realną szansę wyboru. Prof. Marek Konopczyński wskazany przez Porozumienie Jarosława Gowina w czasach AWS był dyrektorem gabinetu politycznego wicepremiera Janusza Stenhoffa ale dziś… paradoksalnie w ogóle już nie jest kojarzony z polityką. Wprawdzie to nie prawnik ale kompetencji do pełnienia urzędu wieloletniemu wykładowcy akademickiemu, specjaliście w dziedzinie resocjalizacji i pedagogiki odmówić nie można. 

Głosowanie nad kandydaturą prof. Marka Konopczyńskiego może stać się zapowiedzią nowego rozdania w polskiej polityce. Jeśli w Sejmie Porozumienie wesprze go wespół z opozycją przegłosowując zarazem PiS – wicepremier Jarosław Gowin na razie bez wychodzenia ze Zjednoczonej Prawicy pokaże swoją siłę sprawczą. Nowego rządu budować nie chciał, ale wybór Rzecznika to co innego. 

Spokojny, wtedy bardzo zaangażowany w Porozumienie Polskich Chrześcijańskich Demokratów – tak zapamiętał Konopczyńskiego w roli doradcy Steinhoffa jeden z czołowych polityków AWS.
Nie jest polityczny – podkreśla z kolei obecny znaczący polityk Platformy Obywatelskiej, wskazując zarazem, że wybór profesora musiałby stać się częścią szerszego sojuszu, który przy tej okazji się zawiąże i być może obejmie również powołanie nowego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. W obu bowiem wypadkach – tak Rzecznika Praw Obywatelskich jak szefa IPN – kandydat musi zyskać uznanie zarówno w Sejmie jak Senacie. Tymczasem w izbie niższej arytmetyczną większość zachowuje PiS (chociaż akurat nie w sprawie RPO, jak widać) zaś w izbie refleksji rządzi demokratyczna koalicja senacka zbudowana przez Koalicję Obywatelską, Polskie Stronnictwo Ludowe, Lewicę oraz niezależnych. 
Przedtem to Koalicja Obywatelska zgłosiła kandydaturę prof. Konpoczyńskiego do komisji badającej sprawę pedofilli. – Stąd haczyk Gowina: raz już poparliście… – tłumaczy jeden z polityków.

Centrowy i raczej koncyliacyjny Konopczyński wydaje się wymarzonym kandydatem do budowania wokół jego osoby szerszego poparcia, trzeba zresztą zacząć te zabiegi od razu, bo do formalnego zgłoszenia chętnego do objęcia funkcji RPO potrzeba podpisów 35 posłów… więcej niż ma ich Porozumienie. 
Wydawać się może, że PiS jest w stanie jednym ruchem rozbroić bombę, jaką dla formacji rządzącej oznacza głosowanie jednej z trzech formacji Zjednoczonej Prawicy – Porozumienia Gowina – wraz z opozycją i tym samym utrata większości w kwestii co prawda może nie dla Jarosława Kaczyńskiego priorytetowej ale jednak personalnej i dotyczącej liczącego się urzędu (możliwości jakie on daje nie wykorzystał w pełni ustępujący już prof. Adam Bodnar za sprawą klaki środowisk bliskich “Gazecie Wyborczej” dbający bardziej o mniejszości obyczajowe niż o poszkodowanych w wyniku lockdownu przedsiębiorców i ich pracowników, ofiary wymiaru sprawiedliwości i szerzej prawa obywatelskie).  

Nie miałby PiS kłopotu, gdyby zwyczajnie poparł kandydaturę Konopczyńskiego, zgłoszonego przecież przez jednego z trójki koalicjantów tworzących Zjednoczoną Prawicę. W tym wypadku zresztą profesor… nie zostałby wybrany, gdyż po przejściu przez Sejm głosami pisowskiej większości nie miałby szans na zyskanie z kolei akceptacji demokratycznej koalicji senackiej, bo nie miałaby ona powodu go wspierać.

Na razie jednak PiS nie kwapi się, by przetestować ten z pozoru łatwy wariant. 

Wicemarszałek i przewodniczący klubu PiS Ryszard Terlecki w środę rano sugerował, że poparcia dla Konopczyńskiego z tej strony nie będzie.

Senator Lidia Staroń może być dla PiS w tej sytuacji wygodniejsza. Ale w jej macierzystej izbie poparcie partii Kaczyńskiego oznacza dla niej pocałunek śmierci. Paradoksalnie jednak dla PiS w tej fazie najkorzystniejsze są takie kandydatury, które nie stwarzają nadziei na realny wybór. Jak wiadomo wcześniej zdominowany przez nominatów partii rządzącej Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że kadencji Adama Bodnara, która dawno się zakończyła, nie można w nieskończoność przedłużać.  

Gowin chce pokazać siłę sprawczą, chociaż wcześniej zawiódł nadzieje opozycji na zbudowanie z udziałem Porozumienia nowej większości władnej zmienić marszałka Sejmu i premiera. Ale wielopoziomowa i wielostopniowa gra wokół funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich bez porównania bardziej odpowiada jego temperamentowi i stylowi działania.

Walory osobiste kandydata – w tym wypadku bezsporne – jak przeważnie w polityce polskiej okazują się mieć mniejsze znaczenie. Konopczyński pozostaje jednak pretendentem o klasę lepszym od pisowskiego wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka, zapewne skuteczniejszym w budowaniu poparcia wokół swojej osoby niż mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz wspierana gorąco przez organizacje pozarzadowe a letnio przez demokratów z sejmowej opozycji. Nie kojarzy się tak jednoznacznie jak dawny PPS-owiec Piotr Ikonowicz. Gdy zostanie wybrany – nie trzeba będzie uszczuplać budżetu państwa na zbędne dodatkowe wybory dla obsadzenia mandatu, a tak stanie się jeśli urząd RPO obejmie zwlaniająca zarazem miejsce w Senacie z Olsztyna Lidia Staroń. Wreszcie dotychczas prof. Konopczyński raczej uspokajał i moderował niż prowokował konflikty, jak zdarzyło się to poprzedniemu kandydatowi PiS na to stanowisko Bartłomiejowi Wróblewskiemu, wcześniej sygnatariuszowi pamiętnego wniosku do TK w sprawie aborcji, który na zasadzie reakcji łańcuchowej wywołał jesienią ub. r. zimną wojnę domową.

Nie jest tak źle z polską polityką, skoro nagle faworytem wyścigu o fotel RPO stał się kandydat, którego kompetencji się nie kwestionuje. Gorzej, że sejmowi i senaccy politycy zwykle zaraz potem dodają, że jeśli zostanie wybrany, to nie kompetencje o tym zdecydują. Niezależnie od tego jednak, jeśli Marek Konopczyński rzeczywiście obejmie posadę Rzecznika Praw Obywatelskich – stanie się trzecim po marszałku Senatu Tomaszu Grodzkim oraz prezesie Najwyższej Izby Kontroli Marianie Banasiu wysokim urzędnikiem państwowym niezależnym od obecnego układu rządzącego. Chyba, że PiS postanowi dać mu pocałunek Almazora i głosując za nim w Sejmie, tym samym jego wybór w Senacie udaremni. Sytuacja zmienia się w tej kwestii z godziny na godzinę, omawiane są rozmaite warianty, zaś politycy po raz pierwszy od dawna odmawiają wypowiadania się w tej kwestii pod nazwiskiem. Prestiżowi samego – od dawna znienawidzonego przez PiS – urzedu i możliwościom przyszłego nominata ten szum informacyjny z pewnością nie zaszkodzi, nie ma więc powodu, by się martwić rozgłosem, jaki towarzyszy temu wyborowi.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here