Obywatele kibice

0
6

W Krakowie podczas meczu piłkarskiego o historycznym znaczeniu dla miejscowej Wisły – bo dzięki zwycięstwu powróciła po czterech latach do Ekstraklasy – kibice rozwinęli transparent, odnoszący się do zapowiedzianego powszechnego głosowania w mieście: “Prezydencie od nas druga szansa, na referendum nie idziemy”. Adresatem przekazu jest włodarz Krakowa Aleksander Miszalski, którego PiS próbuje z funkcji odwołać.

To kolejny przejaw kibicowskich zachowań sprzecznych ze stereotypem, wedle którego stadionowi fani lekceważąco tytułowani kibolami przez media głównego nurtu, zawsze i wszędzie popierają Prawo i Sprawiedliwość. Nieco wcześniej w Gliwicach zwolennicy tamtejszego klubu Piast rozpostarli transparent z komunikatem dla prezydenta kraju a nie miasta. Napisali na nim Karolowi Nawrockiemu jednoznacznie: “Nie jesteś jednym z nas”. 

Kibol… to brzmi dumnie?

Kibiców oburzyło wtedy, że prezydent, po licznych kampanijnych umizgach do ich środowiska, zawetował ustawę ograniczającą m.in. możliwość stosowania tzw. aresztów wydobywczych, czyli mających na celu nie tyle zapobieżenie ucieczce lub matactwu, co nakłonienie podejrzanego do niekorzystnych dla niego lub innych osób zeznań. Wspomniane areszty wydobywcze, szeroko stosowane za rządów PiS, rażą nie tylko stadionowych  fanów piłki nożnej, ale bulwersują tych, co uchodzą za demokratyczne elity: adwokatów i konstytucjonalistów, zawodowych obrońców praw człowieka i ekspertów pisujących artykuły do “Gazety Wyborczej”. Tej samej, co niestety bez sprzeciwu  zamieszcza w wywiadzie stwierdzenie socjologa: “jesteśmy społeczeństwem kiboli”. Wolność słowa polega na tym, że drukować można wszystko i tak musi zostać. Ale dziennikarka przeprowadzająca wywiad zgodnie z zasadami sztuki zawodowej powinna taką wypowiedź skontrować, choćby w imieniu swoich czytelników [1].

Chyba, że czas odwrócić pewne rozumowanie. I publicznie powiedzieć: kibol to brzmi dumnie. Skoro wspomniane elity zdobyły się tylko na zdawkowy protest przeciwko wetu Nawrockiego, a fani futbolu  dzięki publicznej akcji sprawę nagłośnili. Zapewne czas najwyższy, by przestać się zżymać na stadionowy patriotyzm, też kibolskim przezywany. Zarówno w kwestii lokalnego referendum w Krakowie (gdzie prezydenta Aleksandra Miszalskiego z koalicji demokratycznej próbuje odwołać PiS w sojuszu z lokalnym radnym i siostrzeńcem Jarosława Gowina, Łukaszem Gibałą) jak weta Nawrockiego do aresztów wydobywczych, kibice wykazali całkiem niezłe rozeznanie w życiu publicznym. I doprawdy nie przystoi  się z tego powodu martwić. Demokracja, jeśli działa prawidłowo, jest przecież dla wszystkich, jak uczy się dzieci na lekcjach wiedzy o społeczeństwie.

– Przyszli obywatele fryzjerzy – ta kwestia służącego, skierowana do jednego z liderów rewolucji, kiedy rozlegała się z ekranu w trakcie projekcji filmu “Danton” Andrzeja Wajdy w okresie stanu wojennego, w warszawskim kinie wzbudzała szczery rechot publiczności. Trwale oddaje też jednak również główną zdobycz Wielkiej Rewolucji Francuskiej, o której nakręcony za granicą film polskiego mistrza opowiada. Nie ma lepszych ani gorszych.

Brak też podstaw do trwałego stygmatyzowania stadionowych bywalców, skoro jak wiemy kibicami Cracovii – głównej lokalnej rywalki Wisły – byli: Józef Piłsudski, Karol Wojtyła i Jerzy Pilch a obecnie Maciej Maleńczuk. Zaś na trybunach warszawskiej Legii bywali Gustaw Holoubek i Tadeusz Konwicki. 

Pamiętamy też patriotyczne uniesienia, jakie zawdzięczamy futbolowi. Finał europejskiego pucharu z udziałem Górnika Zabrze (1970 r.) i cud na Wembley (1973 r.), dający nam pierwszy po wojnie awans do finałów Piłkarskich Mistrzostw Świata, gdzie od razu wywalczyliśmy trzecie miejsce (1974 r.). Nade wszystko jednak zwycięski remis ze Związkiem Radzieckim w meczu, w którym nie tylko o futbol chodziło, skoro w kraju trwał stan wojenny. Bezbramkowy wprawdzie, ale znów dający nam na hiszpańskim Mundialu awans do czwórki najlepszych. Potem wygraliśmy jeszcze walkę o trzecie miejsce ze szczęśliwą i zasobną Francją, chociaż na tamten hiszpański Mundial (1982 r.) pojechaliśmy od razu walczyć o punkty bez uprzedniego rozegrania choćby jednego meczu towarzyskiego, bo zachodnie demokracje bojkotowały “juntę gen. Wojciecha Jaruzelskiego” a państwa socjalistyczne obawiały się demonstracji poparcia na trybunach dla dopiero co zdelegalizowanej Solidarności. 

Uczestnik opozycyjnej demonstracji w czerwcu 1982 r. we Wrocławiu opowiadał mi, jak po jej zakończeniu, na komendzie milicji, w trakcie legitymowania zatrzymanych przez funkcjonariuszy, jedni i drudzy wpatrywali się w ekran włączonego tam telewizora i z równym zapałem kibicowali naszym, co “ruskim” dzielnie czoła stawiają. W niewielu wtedy sprawach cechowała Polaków podobna zgodność. Tę jedność na chwilę stworzył rodakom futbol, za sprawą mocno bijących kibicowskich serc. Dał poczucie wspólnoty tym, co godzinę wcześniej bili się nawzajem na ulicy. Nawet jeśli nie zawsze piłka nożna tonuje podziały – o tym, że bywa odwrotnie, wiemy za sprawą “Wojny futbolowej” Ryszarda Kapuścińskiego o konflikcie zbrojnym Salwadoru z Hondurasem, którego zapalnikiem stał się mecz –  jej fani zasługują na szacunek. 

Każdemu wolno kochać, czyli między Młodzieżą Wszechpolską, a inteligencją żoliborską

Każdemu, obojętne, czy częściej bywa w filharmonii, czy na trybunie stadionu zwanej “żyletą”, gdzie ceny nie są wygórowane – wolno kochać Polskę a także lokalną Małą Ojczyznę. Szczerze przejmować się problemami jednej i drugiej. A także proponować ich rozwiązanie. To abecadło demokracji. 

Przed kilkudziesięciu laty znakomity pisarz Witold Gombrowicz zżymał się trochę na jej podstawowy mechanizm, że w dniu wyborów głos profesora znaczy dokładnie tyle co obywatela ledwie potrafiącego z prawa do jego oddania skorzystać. Ale nie proponował zastąpienia demokracji niczym innym. 

Natomiast lat temu dwadzieścia wcześniejszy lider Młodzieży Wszechpolskiej Roman Giertych jako zastępca Jarosława Kaczyńskiego w pisowskim rządzie i minister edukacji próbował wycofać dzieła Gombrowicza z listy szkolnych lektur. Nawet prezes uznał to za przesadę, bo przecież pragnie uchodzić za żoliborskiego inteligenta. Teraz Giertych – co za ironia losu – pozostaje wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Jego nagła przemiana nie wzbudza szoku w mediach głównego nurtu. Tym bardziej trudno kibicom piłkarskim odmawiać prawa, które przyznajemy tym, co w parlamencie za nasze przecież podatnicze pieniądze politykę uprawiają.

[1] por. Wyborcy Nawrockiego przejęli salon, koniec pedagogiki wstydu. Z prof. Przemysławem Sadurą i Julią Szostek rozmawia Agnieszka Kublik. “Gazeta Wyborcza” z 13 kwietnia 2026; zob też: Gorzkie żale w stróżówce demokracji PNP 24.PL z 22 kwietnia 2026

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here