Ogień na Wiejskiej

0
46

Atak z użyciem tzw. koktajlu Mołotowa na siedzibę Platformy Obywatelskiej zasługuje na oczywiste potępienie i nie ma sensu, by cokolwiek w tej ocenie komplikować. Co nie oznacza, że musimy bezkrytycznie przyjmować reakcje polityków, zwłaszcza tych, co się zachowują jakby już znali sprawców i zleceniodawców. Skoro tak jest, to dlaczego policja nikogo nie złapała w tej sprawie, zdziwi się ktoś naiwnie, wiedząc, że mowa o partii rządzącej.

Przy tej okazji przekonujemy się, jak słaba okazuje się polska demokracja nawet wobec izolowanego – na szczęście – aktu przemocy. Co martwi w sytuacji wojny hybrydowej wypowiedzianej nam przez reżimy Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki. Wbrew temu, że to na szczęście wojna zimna, zdarzały się już podpalenia, przy okazji których za rękę  złapano obce służby. Za mało wiemy, by twierdzić, że tak stanie się również w sprawie podpalenia biura przy Wiejskiej. Wykluczyć tego nie możemy. W miejsce mobilizacji polskich służb mamy raczej do czynienia ze zdumiewającym ich rozgadaniem, prowokującym szum informacyjny. “Siłowe” źródła przekazują sprzeczne wersje: jedni mówią, że już zabezpieczono monitoring z wielu kamer, inni, że dopiero zbadają, czy nagrania istnieją. Wszystko w tym samym niemal czasie.Znika wtedy z przekazów medialnych i oficjalnych oświadczeń świadomość powagi sytuacji.                       

 To nie film, tylko sam środek Warszawy

To nie fikcyjny polityczny thriller. Wszystko zdarzyło się naprawdę w piątkowe popołudnie 17 października około godz. 15. Niedaleko obradował Sejm, a ściślej swoje trzydniowe posiedzenie kończył. O dwa kroki od miejsca, gdzie doszło do próby podpalenia znajduje się kawiarnia Czytelnik, tradycyjne od kilkudziesięciu lat miejsce spotkań inteligencji twórczej. Tuż obok – znana księgarnia. A przede wszystkim wszędzie wokół mieszkają ludzie. Ich tracą jakoś nie wiadomo dlaczego z oczu autorzy szybkich przekazów. Nie chodzi bowiem tylko o biuralistów, chociaż pracownikom centrali PO należy serdecznie współczuć z powodu ich szoku i stresu, wywołanego atakiem. A już na pewno nie idzie wyłącznie o polityków i ich komfort, chociaż oczywiście mają do niego prawo.

Czasem warto przypominać i powtarzać rzeczy oczywiste. Powrót demokracji w Polsce po sześćdziesięciu latach najpierw rodzimej dyktatury sanacyjnej, potem okupacji niemieckiej, wreszcie kolejnego reżimu, tym razem komunistycznego – stał się możliwy ze sprawą odrzucającego przemoc wielomilionowego ruchu Solidarności, zaś hasło niepodległości urzeczywistnione po 1989 r, kilkanaście lat wcześniej rzucił Leszek Moczulski jako lider Konfederacji Polski Niepodległej, optowało też za nią Polskie Porozumienie Niepodległościowe mec. Jana Olszewskiego. O zwyciężaniu zła dobrem mówił Polakom Jan Paweł II. Wszyscy ci pozytywni bohaterowie historii cel swój osiągnęli dzięki wyrzeczeniu się przemocy i nienawiści. Arogancja stalinowskiego jeszcze pytania “ile papież ma dywizji?” przegrała z wielomilionową, małą literą już pisaną solidarnością sumień i z Pokojową Nagrodą Nobla dla Lecha Wałęsy, stanowiącą wyraz uznania wolnego świata dla determinacji ale i rozwagi Polaków.                                               

 Fałszywe znaki równości

Na pewno nie służy powadze sytuacji stawianie znaku równości między podpalaniem gmachu, gdzie ludzie pracują, a tuż obok mieszkają – a andronami opowiadanymi publicznie, nawet tak gorszącymi jak te o napalmie czy wyrywaniu chwastów (swoją drogą wątpię, by akurat Robert Bąkiewicz oglądał znakomite “Psy” Władysława Pasikowskiego z których ta kwestia pochodzi). Oficjelom takim jak minister spraw wewnętrznych nie płacimy jako podatnicy pensji za publicystykę – tylko za złapanie sprawców. Co nie zmienia faktu, że retoryki Bąkiewcza nie da się obronić, przy czym osądzili go już wyborcy – pisowscy zresztą – nie wpuszczając go do Sejmu pomimo zachęcającego miejsca na liście w okręgu radomskim.

W tym samym dniu, gdy dwaj sprawcy usiłowali podpalić partyjne biuro przy Wiejskiej, polski sąd niezawiśle orzekł, że nie wyda Niemcom domniemanego sabotażysty, który wedle wnioskodawców wysadził NordStream, ponury i szkodliwy tak dla Polski jak Ukrainy efekt zbliżenia i współpracy kremlowskiego dyktatora Władimira Putina z demokratycznymi choć nierzadko skorumpowanymi niemieckimi politykami. Decyzja sądu była słuszna, bo wspomniany Ukrainiec w obliczu histerii rozpętanej przez proputinowską Alternatywę dla Niemiec (AfD) niewielkie miałby tam szanse na bezstronne potraktowanie.

Jednak zbieżność obu faktów daje do myślenia. Być może zleceniodawcom podpalenia drzwi gmachu przy Wiejskiej zależało na postawieniu kolejnego, fałszywego znaku równości. Większej odpowiedzialności warto więc wymagać od tych, co żyją z naszych podatków.

           Nie dajmy się zwariować, po prostu, to się przed przemocą obronimy. Wspólnie, jak w niedawnych najlepszych momentach naszej historii.            

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here