Partia co trzeciego Polaka

0
28

Nie są to zwolennicy żadnej oferty politycznej, która już istnieje. Aż 32 proc z nas liczy na pojawienie się nowej partii, która zmieni układ sił przed wyborami parlamentarnymi 2027 r. [1]. Oznacza to, że jeśli taka formacja się pojawi i zyska uznanie, już na starcie spodziewać się może podobnego poparcia jak KO czy PiS.

Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość zastanawiają się jak osłabić siebie nawzajem a zarazem wzmocnić dwubiegunowy podział, który sprzyja obu głównym partiom. Obie Konfederacje: Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna szykują się po raz pierwszy do objęcia władzy, jeden z sondaży wróży bowiem, że kto chce rządzić Polską, ten będzie musiał się dogadać z obu tymi partiami, bo jedna tylko z nich do przyszłej większości nie wystarczy. 

Za to Lewica liczy na “efekt Włodzimierza Czarzastego”, który jako nowy marszałek Sejmu tej kadencji ma ją wyciągnąć spod progu pięcioprocentowego, żeby i w następnej znalazła się w sejmowych ławach. Jeszcze gorzej mają dawni partnerzy z Trzeciej Drogi, teraz już po rozwodzie. Zarówno Polska 2050 jak Polskie Stronnictwo Ludowe, podobnie jak w wielu badaniach Lewica znajdują się w sondażach poniżej kreski przetrwania, tyle, że na żadnych mężów opatrznościowych nie mają co liczyć. Chociaż Władysław Kosiniak-Kamysz w ładnym stylu wywalczył reelekcję w Stronnictwie, a w Polsce 2050 trwa ogłoszony już casting. Niewykluczone, że wygra go sam Szymon Hołownia, jeśli nie ziszczą się jego przymiarki do funkcji w ONZ. Bo kandydatom, co już się zgłosili, jak Ryszardowi Petru dawnemu asystentowi Leszka Balcerowicza czy Michałowi Kobosko, b. naczelnemu różnych, podupadających zresztą za jego rządów tygodników – trudno jakąkolwiek charyzmę przypisać. 

Zwykli ludzie mają dosyć tych ciągle takich samych tematów, tych samych partyjnych szyldów i od lat nie zmienionych liderów. 

Stąd rysujące się oczekiwanie. Na coś nowego.   

Współrządząca teraz i pozostająca główną siłą władzy Platforma Obywatelska / Koalicja Obywatelska narodziła się przed ćwierćwieczem z podobnie dokumentowanych przez sondaże oczekiwań. Nie były iluzoryczne. Wiatr historii w 2001 r. skutecznie poprzewracał partyjne szyldy i po raz pierwszy w nowoczesnych dziejach demokratycznej Europy do parlamentu nie dostały się wówczas obie ekipy bezpośrednio przed tą datą rządzące: Akcja Wyborcza Solidarność i Unia Wolności. Pojawiły się  w nim za to PO i PiS, skutecznie z czasem scenę publiczną dominując oraz bardziej efemeryczne: Samoobrona i Liga Polskich Rodzin, uzupełniając starych wtedy znajomych: powracającą do władzy po czteroletnim poście koalicję Sojuszu Lewicy Demokratycznej z Polskim Stronnictwem Ludowym.     

Obecnie wyczerpuje się zarówno tamten efekt zmiany jak dużo nowszy: podbudowany rekordową (74 procent obecnych przy urnach) frekwencją z 15 października 2023 r. Powód? KO w powszechnej opinii nie wypełnia złożonych przed tą datą obietnic i coraz częściej kojarzy się nie tyle z zasadnie zatroskanym obliczem premiera Donalda Tuska, co z zastygłą w nienawistnym grymasie facjatą Romana Giertycha, b. wicepremiera w pisowskim rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Opozycyjne PiS ze skłonnym do lapsusów prowokujących do pytania o kontakt lidera z rzeczywistością prezesem Kaczyńskim okazuje się partią zmurszałą i przebrzmiałą, dla młodzieży obciachową. Konfederacja wydaje się zwłaszcza wielu młodym fajna, bo obiecuje zniesienie podatków bez uszczuplenia infrastruktury społecznej, nawet jeśli nie precyzuje jak to przeprowadzić – ale efekt nowości, z nią związany wyczerpuje się nieuchronnie. O tym, jak to dotkliwe, przekonał się Szymon Hołownia z Polski 2050: gdy zostawał marszałkiem Sejmu cieszył się rekordowym zaufaniem 55 proc Polaków, po dwóch latach zaś – zaledwie 18 proc. 

Gdyby wybory odbyły się już teraz, a nie jesienią 2027 roku – do kolejnego Sejmu weszłyby: Koalicja Obywatelska z poparciem 38 proc Polaków, PiS wskazane przez 28 proc oraz obie Konfederacje: ta pierwsza Mentzena (14 proc) i druga Korony Polskiej Brauna (9 proc) [2]. 

Zero zdziwień?

Oznacza to, że w nowym Sejmie znów spotkalibyśmy starych znajomych: PO-KO oraz PiS są w nim obecne nieprzerwanie od 2001 r, główna Konfederacja od sześciu lat, zaś ta Korony Polskiej już w obecnej kadencji dysponuje wprawdzie nie klubem, ale kołem parlamentarnym. 

Tak jednak wcale być nie musi, o czym świadczy wcześniej przywołany rezultat badania potwierdzającego, że Polacy z nadzieją oczekują wyłonienia się nowej partii.

Pozostaje pytanie, gdzie jej szukać. Zapewne wyłoni się w umiarkowanym światopoglądowo centrum, które – jeśli wynik wyborów okaże się taki jak sondażu OGB – w innym wypadku utraci reprezentację w postaci PSL i Polski 2050, nieobecnych w przyszłym Sejmie. 

Bez trudu da się również wskazać środowiska społecznie istotne, a nieobecne, jeśli o rzecznikowanie ich interesom chodzi, nawet w tym parlamencie: przedsiębiorców, tworzących miejsca pracy i wzrost gospodarczy a przy tym zabiegających o utworzenie swojego powszechnego samorządu, a także klasę kreatywną, której znaczenie i liczebność rosną, jej też zawdzięczamy skromne wprawdzie, ale bezsporne sukcesy ostatnich dekad: dwa Noble dla Polski z literatury oraz Oscara za film “Ida” Pawła Pawlikowskiego. Policzkiem dla twórców, ostentacyjnie wręcz ze strony rządzących wymierzonym, stał się niedawny sposób rozdysponowania niewielkich zresztą środków na promocję kultury wśród Polonii przez Senat. Otrzymali je hejterzy służący obozowi obecnej władzy, których kulturalnymi… nazwać się po prostu nie da (beneficjentka dotowanej kampanii Aleksandra Sarna to autorka książczyn pt. “Debil” i “Alfons”, a w tym drugim wypadku nie chodzi wcale o hiszpańskie imię królewskie. 

Drożyzna w Lidlu kontra maślarze i harcerze

To, co socjologowie nazywają przepływem elektoratów to proces bogaty jeśli chodzi o bodźce zewnętrzne i trudny do ogarnięcia przez odbiorców programów 24-godzinnych stacji telewizyjnych. Karmią nas one szczegółami rywalizacji między frakcjami “maślarzy” i “harcerzy” w PiS, bądź zapowiedziami walki o delegalizację Konfederacji Korony Polskiej. Nawet jeśli rozliczne działania Grzegorza Brauna (zwł. od czasu słynnej awantury z użyciem gaśnicy w trakcie święta chanukowego w Sejmie) budzą uzasadniony sprzeciw sporej części opinii publicznej – zupełnie nie tym żyją na co dzień zwyczajni Polacy. Martwi ich raczej drożyzna w Lidlu i Biedronce niż walka buldogów pod dywanem w partii poprzednio rządzącej. Czy nawet przyszłość tej obecnej, jeśli trwale, a nie tylko w doraźnych badaniach opinii, poparcie stracą jej obecni koalicjanci.

Zaś na Brauna, czy nam się on podoba czy nie w nowej swej fizjonomii w stylu Juranda ze Spychowa sprzed wizyty na zamku krzyżackim  w Szczytnie – w niedawnych wyborach prezydenckich głos oddało 1,2 mln Polaków. Tylu, ilu mieszka w jednym województwie. Nie wzbudza zaufania fakt, że petycję na rzecz wyjęcia spod prawa Konfederacji Korony Polskiej koordynuje Akcja Demokracja, która z obu tymi pozytywnie kojarzonymi pojęciami tyle ma wspólnego, co partia Kaczyńskiego z prawem i sprawiedliwością. Aktywiści Akcji Demokracja zamieszani byli w tegoroczną aferę z nielegalnym finansowaniem kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego z zagranicy. Rolę w niej znaczącą odegrał występujący jako menedżer prywatnej firmy z Wiednia dawny węgierski minister-koordynator służb specjalnych Adam Ficsor. Tak więc Braun niezależnie od głupstw, jakie robi i mówi, nie wydaje się jedynym czarnym charakterem w tej sprawie. Też nie zajmującej zanadto opinii publicznej. Bo są ważniejsze.    

W wyborach działa prawo wielkich liczb, na które absorbujące obecnie medialny i polityczny mainstream szczegóły mieć będą znikomy wpływ.

Badania opinii, co przypominają socjologowie, nie tworzą polityki. Nie są też prognozami wyborczymi. Sondaż – o czym wie student pierwszego roku socjologii – pozostaje tylko fotografią stanu opinii społecznej, aktualną w chwili, gdy zostaje przeprowadzony. Pomiędzy wyborami badania okazują się jednak pożyteczne, jak to, które pokazuje wzmożone oczekiwanie przez Polaków pojawienia się nowej siły w polityce. Dzięki temu aktorzy tej ostatniej znają skalę wyzwania, jakie ich czeka. Zaś ci, co teraz znajdują się na zewnątrz, wiedzą, że warto je podjąć. Święty Paweł, a po nim w prawie dwa tysiące lat później liberalny przywódca rozpadającego się ZSRR Michaił Gorbaczow wypowiadali te same słowa: jeśli nie teraz, to kiedy; jeśli nie my, to kto…   

[1] badanie SW Research z 25-26 listopada 2025

[2] Ogólnopolska Grupa Badawcza, sondaż z 22-25 listopada 2025

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here