Pierwszy po Kwaśniewskim

0
45

W dniu, w którym premier z Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk najpierw ogłosił w Sejmie po utajnieniu obrad informację dotyczącą kryptowalut, a później i tak przegrał głosowanie nad obaleniem prezydenckiego weta do ustawy wprowadzającej wobec nich ograniczenia – marszałek z Lewicy zaprosił do parlamentu Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie z wdzięczności, że ten będąc prezydentem powołał go przed laty do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zapoczątkowując jego polityczną karierę w nowej Polsce. 

Włodzimierz Czarzasty świadomie nawiązuje do wszystkiego co lewicowemu wyborcy kojarzy się najlepiej: przeprowadzenia przez Morze Czerwone od PRL do ustroju demokratycznego oraz dziesięciu lat prezydentury, a Kwaśniewski to oczywisty sternik obu tych procesów. Nie przypadkiem dawny jego minister Marek Siwiec został teraz z wyboru marszałka szefem Kancelarii Sejmu. 

Tytuł wydać się może nieco na wyrost, ale trzymamy się faktów: Włodzimierz Czarzasty, od listopada br. marszałek Sejmu, to pierwszy od momentu zakończenia przez Aleksandra Kwaśniewskiego drugiej prezydenckiej kadencji w grudniu 2005 r. postkomunistyczny polityk, obejmujący wysokie stanowisko państwowe. Nieco wcześniej, bo jesienią tego samego 2005 r. przestał pełnić funkcję premiera Marek Belka, następca Leszka Millera na tym stanowisku. Zresztą sam Miller mówił o Belce, że wcale nie był premierem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jak brzmiała ówczesna nazwa postkomunistycznej formacji: takie stwierdzenie wygłosił mi do kamery, gdy dla TVP kręciłem film o dekadzie Kwaśniewskiego, a ta się właśnie kończyła [1].

Później Lewica, nazywająca siebie Nową i odrzucająca skrót SLD, rządziła w wielu polskich miastach (kiedyś w Krakowie i Toruniu, wciąż w Częstochowie,  Włocławku i Świnoujściu). Do sejmików w całej Polsce wprowadziła  półtora roku temu ośmiu radnych, współrządzi w czterech województwach, czyli w co czwartym. Przede wszystkim jednak wchodzi w skład koalicji rządowej w kraju, nawet jeśli jej wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego trudno nazwać wyrazistym i dynamicznym. 

W tej sytuacji wizyta Kwaśniewskiego w parlamencie ma pobudzić łączone z nim wspólnotowe emocje i odświeżyć dynamiczne skojarzenia. Czarzasty wie, co robi. Walczy przecież o to, by w kolejnych wyborach, za niespełna dwa lata, jego partia pokonała próg pięcioprocentowy. Inaczej postkomunistów znów zabraknie w Sejmie, jak w kadencji 2015-19, po tym, jak Leszek Miller popełnił “błąd szeryfa”, decydując się na karkołomną bo nic nie dającą poza rozczarowaniami koalicję z Januszem Palikotem. 

Czarzasty nawiązuje do złotego czasu Lewicy, próbując skłonić swoich do działania. Teraz to być albo nie być.       

Ponad 170 poselskich mandatów uzyskanych w 1993 r. kiedy to Sojusz Lewicy Demokratycznej poprowadził do wyborów Aleksander Kwaśniewski to dziś pułap dla formacji całkiem niedosiężny. Czarzasty zapewne w ciemno wziąłby nawet siedemnaście – bo to nie tylko oznacza obecność w przyszłym Sejmie ale posiadanie w nim klubu. W tej kadencji ma 21 posłów. Nigdy jeszcze od pierwszych wolnych wyborów w 1991 r. za marszałkiem Sejmu nie stał równie nieliczny klub poselski.  Nie sejmowa arytmetyka stanowi jednak główny przedmiot troski Czarzastego, lecz wyniki badań opinii publicznej. Jednak kiedy został marszałkiem po Szymonie Hołowni, sondaże znów dają postkomunistom miejsce w przyszłym Sejmie. Teraz szuka nowych impulsów.

Kwaśniewski okazuje się niewątpliwie jednym z nich, a zwierzęciem politycznym pozostał, zręczniejszym od Millera, realizującym się tylko w roli komentatora. Kiedy w poprzedniej kadencji zapytałem tego drugiego na sejmowym korytarzu czy popiera inicjatywę reaktywacji Polskiej Partii Socjalistycznej – Leszek Miller oznajmił bez ogródek, że wszystko, co stanowi alternatywę dla Czarzastego cieszy się jego sympatią. Rozmowa miała miejsce niedługo po tym, jak Czarzasty skrzyczał przez telefon lewicową senator Gabrielę Morawską-Stanecką, że za bardzo udziela się w mediach. W parę lat później Stanecka nadal zasiada w izbie refleksji ale jako osobowość w ramach demokratycznego paktu senackiego, a Czarzasty nie tylko Lewicy przewodzi, ale uzyskał dla siebie i formacji stanowisko dla postkomunistów niedostępne od dwudziestu lat, kiedy to marszałkiem przestał być w październiku 2005 r. Włodzimierz Cimoszewicz, który wcześniej w zagadkowych okolicznościach pomimo zachęcających sondaży wycofał się z kandydowania na prezydenta, o czym nawet własny sztab wyborczy uznał za stosowne powiadomić dopiero w ostatniej chwili.

Czarzasty, jako sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zamieszany w aferę Lwa Rywina miał swój istotny chociaż z pewnością nie dominujący udział w tamtym paśmie porażek formacji postkomunistycznej. Przyjęty przez Sejm raport – chociaż w ślad za tym nie poszły żadne sankcje – uznał go za członka “grupy trzymającej władzę”. Na nią właśnie powoływał się producent telewizyjny i celebryta Rywin, gdy 22 lipca (w Polsce wiele dat ma symboliczny format) 2002 r. udał się do redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej” Adama Michnika z korupcyjną propozycją: możliwość zakupu telewizji Polsat przez wydawcę “Wyborczej” spółkę Agora w zamian za łapówkę. Michnik rozmowę potajemnie nagrał. Jej zapis jednak “Gazeta” opublikowała dopiero w ponad pół roku później, wedle oficjalnej wersji – żeby nie szkodzić akcesji Polski do Unii Europejskiej. W półtora roku później, z dniem 1 maja 2004, rzeczywiście do UE przystąpiliśmy. Tego samego dnia Belka zastąpił u steru rządu Millera. Zmieniali się też marszałkowie Sejmu.

Ale nie prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wobec destrukcji swojej formacji tym bardziej skupił wokół siebie emocje i nostalgie. Do nich dziś nawiązuje Czarzasty.

Sukcesy miały więcej ojców

Wygłaszając w piątek 5 grudnia 2025 r. laudację na rzecz byłego prezydenta, marszałek podkreślił jego zasługi dla uchwalenia Konstytucji, przystąpienia Polski do NATO i UE.

Nie są one zupełną fikcją, ale pamiętać trzeba, że kierunek atlantycki w polityce bezpieczeństwa zewnętrznego Polski zapoczątkował jeszcze rząd Jana Olszewskiego. A sfinalizowała go ekipa Jerzego Buzka, który był premierem, gdy Polska do Sojuszu przystąpiła w 1999 r. To czas pierwszej kadencji Kwaśniewskiego. W drugiej przyjęto nas do UE, w klimacie pewnej rywalizacji prezydenta i premiera Millera, ale też ogromny udział w wynegocjowaniu dopłat bezpośrednich dla polskich rolników miał wicepremier Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. 

Obie akcesje nie były dziełem jednego człowieka, ani nawet samej tylko formacji postkomunistycznej. Bardziej efektem roztropności i poszanowania racji stanu, do której zresztą przekonująco odwoływał się inicjujący ten proces mec. Olszewski.

Pogodne lata… nie dla wszystkich

Sam Kwaśniewski w trakcie sejmowej uroczystości wspominał dziesięciolecie swojej prezydentury jako czas dobry i pogodny, zasadnie kojarzący się z dobrą koniunkturą w polityce międzynarodowej. 

To również obraz w znacznej mierze uproszczony, odwołujący się do emocji dawnych wyborców SLD ze zwycięskich głosowań z 1993 i 2001 r. oraz elektoratu Kwaśniewskiego z 1995 r, kiedy to pokonał Lecha Wałęsę i 2000 r, kiedy to jedyny raz w najnowszej historii Polski rzecz rozstrzygnął już w pierwszej turze.          

Chociaż opinię o dobrej wówczas koniunkturze dla Polski potwierdzają wskaźniki gospodarcze, pokazujące nieprzerwany wzrost produktu krajowego brutto a także sukcesy kulturalne (literacki Nobel dla Wisławy Szymborskiej) oraz sportowe (siedem polskich złotych medali na olimpiadzie w Atlancie w 1996 r.) – nie dla wszystkich w kraju był to dobry czas. Wystarczy przypomnieć powódź tysiąclecia z 1997 r. i arogancką wypowiedź premiera Cimoszewicza, że poszkodowani mogli się wcześniej ubezpieczyć. A także bezrobocie – w 2004 r. sięgające nawet 21 proc w skali kraju zaś na Warmii i Mazurach 30 proc. Z czasem wyeksportowaliśmy je do innych krajów UE: wystający dotychczas pod pośredniakiem stali się “Londyńczykami”, jeśli nawiązać do tytułu popularnego swego czasu serialu. Osobną kwestię stanowi podejście rządzących do majątku narodowego, 

Zarówno gospodarz zebrania w Sejmie Czarzasty, jak jego gość Kwaśniewski odwołują się jednak do sentymentu i nostalgii, a nie wyrozumowanych analiz. Chociaż jak na ironię pretekstem do spotkania okazało się przekazanie przez Kwaśniewskiego do Archiwum Akt Nowych dokumentów z czasów jego prezydentury. Zapewne znalazł się wśród nich także zapis jego ostatniej decyzji: kiedy to ułaskawił skazanego za aferę świętokrzyską Zbigniewa Sobotkę i pokazał, jak do końca dba o swoich.        

Złoty czas postkomunistycznej  Lewicy nie powróci jednak. Przesądza o tym demografia. Odchodzą na zawsze mieszkańcy dawnych osiedli milicyjnych, dumni z tego, że 13 grudnia 1981 r. w swoim przekonaniu obronili wraz z gen. Wojciechem Jaruzelskim niepodległość Polski i uchronili ją przed najgorszym, zwykle bliżej nie sprecyzowanym. Ich dzieci nierzadko głosują na Prawo i Sprawiedliwość, przyciągane rozbudowanym socjalem, jaki ta partia obiecuje a czasem i wprowadza, przekładając pieniądze z portfeli jednych obywateli do kieszeni drugich. 

Uderzające, że wśród zasług Kwaśniewskiego ani Czarzasty ani sam b. prezydent nie wymienili kompromisu ws, reformy samorządowej wynegocjowanego z jego udziałem w 1998 r. Pomimo, że uzgodniony wtedy podział kraju na 16 województw obowiązuje do dzisiaj i znakomicie ułatwia samorządom pozyskiwanie środków pomocowych.

Czarzasty i co wyborcy, którzy przy jego formacji pozostali, a również ci, co ich zamierza pozyskać – czczą bowiem Kwaśniewskiego raczej nie w roli arbitra, mediatora czy autora kompromisowych rozwiązań. Tylko fightera, który skutecznie skarcił aroganckich solidaruchów w 1993 r. a dwa lata później skutecznie zdenerwował Wałęsę przed pamiętną i rozstrzygającą o wyniku debatą telewizyjną.

Lewica uruchamia te aktywa, co jej pozostały, ale nie ma ich już zbyt wiele. Czarzasty spodziewa się, że na miejsce w przyszłym Sejmie ich wystarczy.      

[1] por. Między Lechem a Lechem. Film dokument. reż. Łukasz Perzyna i Sławomir Koehler, emisja TVP 1, marzec 2006

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here