Pieskie życie i ludzka strona konfliktu

0
30

Z konfliktu wokół nieludzkich praktyk dysponenta schroniska dla zwierząt w mazowieckim Sobolewie najlepiej pozostaje w pamięci przejaw nieposłuszeństwa obywatelskiego. Zwykli ludzie, gdy wszelkie procedury biurokracji zawiodły, przedostają się jak potrafią przez ogrodzenie i wynoszą na rękach trzęsące się z zimna w boksach i wygłodniałe psy.

Z równie jaskrawym przykładem urzędniczej bezradności i bezduszności od dawna się nie zetknęliśmy. Cała Polska zobaczyła, jak państwo nie działa, skoro żadnej akcji nie próbuje, w imię racji humanitarnych nawet. Biorą to na siebie za cenę złamania przepisów sami obywatele. 

Dysponent schroniska zarabia na odławianiu zwierząt. Opłaca mu się więc wypuszczać schwytane już raz psy i koty, żeby ponownie skasować za nie pieniądze. Nie kalkuluje mu się za to w żaden sposób żywienie zwierząt, dbanie o godziwe warunki ich bytowania czy zapewnienie im opieki weterynaryjnej.

Nagłośniła bezkarność i skalę patologii, począwszy od podobnej afery w Bytomiu, celebrytka Dorota “Doda” Rabczewska, nie szczędząc własnych pieniędzy na ratowanie zwierząt. Ponieważ na Dodę długo obowiązywał zapis w TVN, ta prywatna telewizja uwypukla udział w akcji innej gwiazdy Małgorzaty Rozenek-Majdan. Nie ma co narzekać, celebryci robią coś pożytecznego. dla nas wszystkich, nie tylko własnej popularności. 

To, co działo się w Sobolewie  i trwa w wielu innych schroniskach – to kompromitacja demokratycznego państwa, w tym także chwalonego przy innych okazjach słusznie samorządu, który do podobnych sytuacji dopuszcza, ciesząc się, że za sprawą przedsiębiorczych jakoby operatorów schronisk jeden kłopot ma z głowy. Pochwalić wypada za to nielicznych parlamentarzystów, którzy jak pełna energii posłanka Katarzyna Piekarska czy wicemarszałkini Sejmu i weterynarz z zawodu Dorota Niedziela a także Łukasz Litewka zaangażowali się na rzecz zapewnienia zwierzętom przyzwoitych warunków.

Przestrzec za to wypada przed radykalizmami, które się przy tej okazji objawiają. Zasłużona dla zmagań o prawa zwierzaków Dorota Sumińska publicznie prawi w jednej ze stacji informacyjnych, że nie każdy może mieć zwierzę, co więcej – jego posiadanie powinno pozostawać przywilejem a nie prawem. Kto niby ma o tym decydować? Za progiem czai się już szaleństwo.

Inspekcja weterynaryjna i samorządowe organy nadzoru, policja i straże – wszystkie podobne  instytucje okazały się wobec tego, że użyję paradoksu, humanitarnego choć zwierząt dotyczącego kryzysu – rażąco bezradne.

Pamiętamy z drugiej strony z czasów sławetnej “piątki dla zwierząt”, ulubionej ustawy Jarosława Kaczyńskiego, z której rządzące wtedy Prawo i Sprawiedliwość musiało się pod naciskiem protestów społecznych wycofać, zapisanie w niej regulacji pozwalających pseudo-ekologicznym bojówkom wkraczać na teren rolniczych domostw i zagród z samozwańczymi inspekcjami. To druga skrajność. Do której również nie wolno dopuścić. Podobnie jak do braku kontroli nad zawodowymi właścicielami schronisk, komercyjnie podchodzącymi do swoich zadań.

Podziw wzbudza ofiarność wielu weterynarzy, jak mądrego doktora z jednej z warszawskich klinik, co niedługo po  wybuchu gorącej wojny w Ukrainie nie tylko zbadał bezpłatnie uratowaną spod rakiet i bomb i przywiezioną z Kijowa wilczycę Norę, ale jeszcze na własny koszt wyposażył ją w niezbędne leki i suplementy. Z uznaniem spotyka się aktywność lekarzy od zwierząt poza ich macierzystym zawodem, znamionująca imponującą kreatywność – warto przypomnieć, że autor nagrodzonej niedawno Nike powieści o rabacji galicyjskiej Radek Rak pozostaje praktykującym weterynarzem. Szacunek należny tym, co zwierzęta leczą, a nie dla doraźnego zysku zaniedbują, nie osłabia krytycyzmu wobec złej aktywności lobby zawodowego, która zaowocowała brakiem interwencji na to, co dzieje się w patologicznych schroniskach. Inny jej przejaw to tworzone w  warszawskich lecznicach weterynaryjnych czarne listy klientów, których się tam nie obsługuje, wymagających lub “awanturujących się” niczym ten bez krawata w polskiej komedii sprzed lat. Trafić tam można, kiedy nie chce się zapłacić za wyniki badania, omyłkowo… dotyczące psa innego niż własny. To oczywista patologia, której rychło stawić czoła musi zawodowy samorząd, zwłaszcza, że weterynarze przysięgę składają. To misja, a nie tylko zwykła praca.  

Samorządowcy i inspektorzy weterynarii, urzędnicy z ministerstw i twórcy prawa mają okazję, by nadrobić stracony dystans do zdrowego rozsądku i stworzyć regulacje jeśli nawet nie doskonałe, to przynajmniej na miarę humanitarnej przyzwoitości. To plan minimum.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here