Po co nam państwo polskie

0
239

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej przypieczętowało i formalnie otworzyło nowy rozdział w narodowej historii i ostatecznie postawiło Państwo i obywateli wobec wachlarza niezwykłych możliwości, wyzwań i zagrożeń. W gruncie rzeczy to obywatele, jako osoby, bardziej zostali postawieni wobec tych wyzwań i szans niż Państwo – bo rola państwa polskiego tak jak i innych państw będzie się coraz bardziej zmniejszała. Rosła będzie natomiast rola samodzielnie myślących i suwerennych w świetle prawa jednostek i ich organizacji.

Niezwykłe możliwości ale i zagrożenia wypływają z tych samych źródeł – przede wszystkim z poszerzenia się przestrzeni możliwej ekspansji na półmiliardowy rynek, ale i otwarcia na konkurencję – również tego ogromnego rynku. Rynku, który może wpływać na rozwój Ziem Polskich konstruktywnie – bo tu dalej rozwiną się istniejące i powstaną nowe centra gospodarcze na podobieństwo refrenu piosenki, że “tam, gdzie dzisiaj jest ściernisko, jutro będzie San Francisco”.

Szeroko otwarty europejski rynek może też zadziałać destrukcyjnie, jak pompa wysysająca zasoby Tej Ziemi, i tu mieszkającym pozostanie refren innej piosenki, że oto “za tym pustym stepem miasto jest ogromne”, gdzie zbuduje się piękny dom dla dwojga. Widokiem tego drugiego refrenu zresztą na długo przed aktem formalnej akcesji kokietowali politycy prześcigający się w pomysłach bardziej nie nad tym jak Tu zbudować „San Francisco”, ale jak wypchnąć obywateli swojego państwa do owych Wielkich Miast za horyzontem “pustego stepu 20-procentowego bezrobocia”.

Apogeum tego podejścia zaznaliśmy z wystąpień Pana Prezydenta Kwaśniewskiego przy każdej okazji uroczystego wciągania flag Unii na kolejne maszty.

Fakt, że ludzie z jednych miejsc uciekają (i nie pomogą miliardy kapitału finansowego wpompowane w obszar, jak to podobno ma miejsce w byłym NRD), a w innych się skupiają – nie jest zbyt dobrze rozeznany przez teorię ekonomii i nauki posiłkowe. Jednakże ekonomiczna teoria kapitału ludzkiego – w nawiązaniu do Adama Smitha teorii podziału pracy, przedstawia mechanizm następujący: oto ludzie skupiają się tam, gdzie jest więcej kapitału ludzkiego ucieleśnionego w poszczególnych osobach – bowiem więcej kapitału ludzkiego, to nic innego jak większa wiedza, większa wiedza to głębszy podział pracy, głębszy podział pracy to większa wydajność, większa wydajność to większe dochody i zyski i większy popyt, a więc i więcej środków na inwestowanie. Tu gdzie jest popyt, a nie gdzieś na rajskich wyspach.

Więcej inwestycji oznacza długofalowo więcej miejsc pracy i prowadzi do jeszcze większego napływu ludzi, a stąd do głębszego podziału pracy i większego zwrotu z kapitału ludzkiego w każdym ucieleśnionego. Zaś tym większy zwrot dla każdej osoby im więcej w sobie wytworzyła kapitału ludzkiego, pod warunkiem, że coraz też więcej go ucieleśnionego w osobach ją otaczających. I wreszcie szansa dla właścicieli kapitału rzeczowego, że otrzymają zwrot ze swoich inwestycji, gdy dokonywane tam gdzie bogate zasoby kapitału ludzkiego… itd. itd. To wszystko ciągnie „w górę” w kumulującej się pętli powiązań procesów demograficznych, ekonomicznych i edukacyjnych, w spirali rozwoju gospodarczego, rozwoju aglomeracji i wzrostu zamożności.

Wszystko to dzieje się pod oczywistym warunkiem, że wzrost zamożności nie jest bezproduktywnie wysysany (o)błędną polityką monetarną do sektora bankowo-finansowego prowadzącą do długofalowej dekapitalizacji majątku rzeczowego i dekapitalizacji kapitału ludzkiego, co musi skutkować odwróceniem spirali kumulacyjnej na rzecz spirali degresywnej, zwieńczanej właśnie wzywaniem setek tysięcy do poszukiwania Wielkiego Miasta gdzieś tam, za tym sztucznie wykreowanym „pustym stepem” tutaj.

Z przedstawionego mechanizmu i jego globalnego tła płynie dwoisty praktyczny, dalekosiężny wniosek: albo potrafimy tu, w Polsce, tworzyć rdzeń skupiający aktywność i przyciągający kapitał rzeczowy i ludzi z kapitałem w nich ucieleśnionym (bo nie znający granic kapitał finansowy „sam przyleci” w poszukiwaniu szans korzystnego lokowania kredytów i pożyczek), albo będziemy rozbiegali się po świecie w poszukiwaniu możliwości zwrotu z kapitału w sobie ucieleśnionego. By uniknąć strat czasu i marnowania życia na przebijanie się przez horyzont wyobraźni animatorów polityki i gospodarki „widzących – jak mówił poeta – takie świata koło, jakie przez szkiełka patrząc zataczają oczy”.

Miejsce kraju w międzynarodowym podziale pracy jest o tyle ważne dla osoby, o ile jest jej łatwiej realizować swoje osobiste cele ekonomiczne będąc członkiem narodu i obywatelem kraju, którego gospodarka odgrywa rolę centrum zysku czy centrum inwestycyjnego.

Państwo, jeśli chce czerpać korzyści z międzynarodowego podziału pracy musi zadbać o rozwiązania instytucjonalne i ekonomiczne sprzyjające nie tylko koncentracji kapitału ludzkiego, rzeczowego i finansowego na jego terenie, ale zapewniające udziały w tworzonej nadwyżce ekonomicznej. Osoba zaś może – kierując się pobudkami patriotycznymi troszczyć się o miejsce swojego kraju i narodu w międzynarodowym podziale pracy – ale nie musi. Swoją podmiotowość i pozycje może realizować “gdzie indziej”.

Państwo natomiast, jeśli chce zachować suwerenność i znaczenie w otoczeniu globalnym, musi walczyć o miejsce w międzynarodowym podziale pracy – inaczej staje się polem eksploatacji i ekspansji dla innych, bez widomych korzyści. Coraz lepsze miejsce w międzynarodowym podziale pracy jest ważne dla narodu i jego państwa, bo pozwala ułatwiać start życiowy obywatelom, rozwinąć i pomnożyć ich dobrobyt.

I po to jest potrzebne państwo polskie.

Wyimek z artykułu „Strategia Polski” opublikowanego w „Przełomowy rok 1956 a współczesność”, PTE, Warszawa 2007, red. Z. Sadowski

Coming Soon
Czy państwo polskie powinno pomagać przedsiębiorstwom?
Czy państwo polskie powinno pomagać przedsiębiorstwom?
Czy państwo polskie powinno pomagać przedsiębiorstwom?

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

S. Ryszard Domański
Ryszard Domański (rocznik 1949), profesor nadzwyczajny w Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN i profesor w Szkole Głównej Handlowej (od 1999 r.), profesor i rektor Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych im. Fr. Skarbka (1995 – 2007). Dr hab. nauk ekonomicznych. Dziedziny badawcze i obszar naukowych zainteresowań: Teoria ekonomii: teoria kapitału ludzkiego, teoria wzrostu i stopy procentowej, inwestycje, ryzyko gospodarcze, organizacja rynku i konkurencja. Polityka ekonomiczna: systemy ekonomiczne, polityka makroekonomiczna a reakcje w skali mikro. Także członek Rady Dyrektorów Cicero Foundation, członek założyciel Lisbon Civic Forum (Augsburg), vice-prezes Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Polskiej im I.J. Paderewskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here