Po co TVP operatorzy, urzędnicy wystarczą

0
2559

TVP kończy współpracę z doświadczonymi operatorami. Artyści sztuki telewizyjnej, którzy nabyli już uprawnienia emerytalne, zapewne robić będą dla niej zdjęcia tylko do końca marca. Inna wersja mówi o wrześniu. Termin okazuje się mniej istotny. Do tej pory to właśnie oni tworzyli wzorzec profesjonalizmu w tej pracy.

Za ich sprawą relacje na antenie TVP już na pierwszy rzut oka przewyższają jakością obrazu przekaz pozostałych telewizji, niezależnie od tego, kto rządzi w biurowcach przy Woronicza. Czasem o radę na planie zdjęciowym – czy jest nim Sejm czy kolejny partyjny mityng – pytają ich koledzy ze stacji prywatnych, chociaż to niby konkurencja. Często są to ich dawni asystenci i uczniowie z placu Powstańców Warszawy, gdzie od lat ma siedzibę informacja telewizyjna. Dopiero teraz planuje się przeprowadzkę całości, w tym newsów, “na Woro” jak mówi się w telewizyjnym slangu – ale już bez mistrzów, na których profesjonalizmie od lat opierała się jakość relacji, nie tylko z gmachu Sejmu. 

Jeździli na wojny, relacjonowali wizyty oficjalne i społeczne protesty. Zbudowali swoisty metr sewrski przekazu informacyjnego. Ilekroć w Polsce działo się coś ważnego i przyjeżdżał wysłannik którejś ze światowych stacji, jego kierowniczka produkcji nie dzwoniła do operatorów Polsatu ani TVN, tylko tych z TVP i umawiała ich na dodatkową pracę po godzinach. Stacje prywatne nie zainwestowały w szkolenia operatorskie, bo gotowe kadry przejmowały z telewizji publicznej. Tak było taniej i łatwiej.

Zrobili swoje, teraz zarobią ci, co przeszli z Republiki

Trzeba dać szansę młodym, słyszą teraz u siebie w firmie mistrzowie obrazu. Orędownikiem a przynajmniej heroldem odsunięcia doświadczonych operatorów ma być dyrektor Zbigniew Polak. Decyzje o odsunięciu dotyczyć będą ośmiu osób pracujących przy relacjonowaniu gorących wydarzeń, więc z punktu widzenia wciąż zatrudniającej parę tysięcy pracowników instytucji pod względem budżetowym okazuje się to całkiem bez znaczenia. 

Nie mają za to kłopotów z pracą, bo pozostają na etatach, przyjęci za rządów Jacka Kurskiego dawni operatorzy telewizji Republika oraz absolwenci telewizyjnych kierunków na pisowskich uczelniach prywatnych – w sumie jest ich około 20 osób. Zresztą wszyscy podkreślają, że w TVP za dużo jest urzędników a nie mistrzów sztuki operatorskiej.

Jeśli minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz, likwidator Daniel Gorgosz i dyrektor Tomasz Sygut nie cofną tej decyzji – jej efekty zobaczymy już wkrótce na ekranie. Tytuł zupełnie innego programu, z prywatnej stacji:  “piaskiem po oczach”, stać się może symbolem tej zmiany. W telewizji moneta gorsza wypiera lepszą, zgodnie ze znanym z ekonomii prawem Kopernika-Greshama. Od początku operacji przejęcia TVP wskazywano, że chodzi również o jej osłabienie wobec konkurencyjnej TVN. Koalicja Obywatelska spłaca zaciągnięte w kampanii długi wobec tej ostatniej, kosztem tego, co oglądamy w swoich telewizorach. A że pilot znajduje się w zasięgu ręki, zaraz pojawi się argument, że oglądalność spada. Po co więc TVP, skoro TVN wystarczy.

Na coś podobnego nie poważył się nawet Jacek Kurski. Zatrudniał masowo swoich, dyktował sławetne nienawistne paski, zwalniał dziennikarzy nieskłonnych do realizowania dyrektyw partyjnych, jednak wobec mistrzów wizualnego przekazu zachował rodzaj zabobonnej czci. Wydawało się, gdy rządził przez siedem lat, że to właśnie on okazać się może grabarzem TVP. Teraz okazuje się, że lekarstwo staje się groźniejsze od samej choroby. TVP odnawiać mają spadochroniarze z TVN i RMF oraz dawni operatorzy ze stacji Republika i absolwenci pisowskich szkół. Jeszcze trudniej niż w powodzenie tego procesu uwierzyć przychodzi w dobre intencje jego wykonawców.  

Na korytarzach rządzą ludzie Czarzastego

Za głównego kadrowego w przejętej przez “koalicję 15 października” TVP uchodzi przewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty, którego interesy na Woronicza reprezentuje dyrektor Piotr Maślak, przez lata prowadzący szkolenia dla posłów i senatorów tej właśnie opcji. Codziennie niemal przechadza się po korytarzach siedziby stacji Marek Kacprzak, rzecznik Nowej Lewicy. Dziennikarze nie ukrywają, że jego obecność w tym miejscu wyraźnie ich krępuje. Nowa Lewica obsadza TVP swoimi. Nawet nie w tym jednak tkwi główny problem. lecz w profesjonalizmie tych, co przychodzą. 

Kolaudacją materiałów od strony ich jakości zdjęciowej zajmować się ma w publicystyce TVP Maksymilian Rigamonti, zatrudniony tam od niedawna fotograf prasowy. Wzbudza to liczne ironiczne komentarze, skoro wiadomo, że obraz telewizyjny rządzi się własnymi prawami. Nie zgłębi się ich z tygodnia na tydzień. Przypomina się skecz o samolocie, który wpada w turbulencje, a z kabiny w tym momencie wychodzi kapitan po włączeniu pilota automatycznego, rozsiada się w biznes-klasie i rozkłada broszurę z dostrzegalnym dla pasażerów tytułem: Nauka pilotażu. Dziesięć łatwych lekcji.

Biedni pasażerowie, czyż nie tak? Telewidzowie w tym wypadku również. Wiemy coś o tym, przynajmniej od czasu do czasu przecież wszyscy nimi jesteśmy.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.6 / 5. ilość głosów 42

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here