Konfliktowa i nerwowa, rozstała się z funkcją w podobny sposób, w jaki ją sprawowała. Ministra – sama tak kazała siebie tytułować – funduszy i rozwoju regionalnego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz decyzję o opuszczeniu rządu zakomunikowała w mediach społecznościowych. Oddaje również pozycję formalnej liderki Polski 2050 założonej przez Szymona Hołownię.
Wcześniej pełniła krańcowo trudną funkcję polskiej ambasador w Moskwie i poradziła sobie znakomicie, chociaż działo się to już w okresie zaostrzenia stosunków polsko-rosyjskich. Natomiast w krajowej polityce podobnie dyplomatycznych talentów nie objawiała. Kiedy Hołownia przekazał jej ster partii, szybko doszło tam do rozłamu. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska raz godziły się przed kamerami, kiedy indziej kłóciły. W efekcie w Sejmie działają dwa konkurencyjne kluby: Polska 2050 i Centrum.
Nie szczędziły sobie razów, kiedy opozycja zgłosiła wotum nieufności dla Hennig-Kloski jako ministry klimatu, Pełczyńska-Nałęcz wskazywała, że formalnie powołane później Centrum nie jest częścią koalicji rządowej, bo umowy z pozostałymi partnerami nie podpisywało, więc automatyczny obowiązek obrony jego ministrów nie istnieje. Posłanką nie została, czasem sprawiała wrażenie, że na uprawianiu polityki zwyczajnie się nie zna. Reagowała impulsywnie, nie starała się być sympatyczna.
Pełczyńska-Nałęcz miała jednak rację w wielu ocenach układu rządzącego, jak wówczas, gdy atakowała Donalda Tuska za to, że nie stworzył przez trzy lata ani jednego programu, który stałby się okrętem flagowym rządów Koalicji 15 Października. Pozostaje to boleśnie aktualne do dzisiaj.
Odchodząca “ministra” wspomina o zawiedzionych nadziejach, ale w znacznej mierze za nie odpowiada. Zatrudniła w partii córkę, a gdy się to wydało – pogorszyła swoją i jej sytuację zapewnieniami, jakim wybitnym jest ona fachowcem w powierzonej dziedzinie. Z dotacji z Krajowego Planu Odbudowy, wreszcie odmrożonych po okresie pisowskich rządów, korzystały rodziny posłów obecnej większości. Słynne stało się trwonienie środków z KPO na jachty czy ekspresy do kawy, chociaż nie takie miało być ich przeznaczenie.
Temperament, jakim się wykazuje, nie pozwoli jej zapewne stać z boku. Trwają już spekulacje, czy odnajdzie się w Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego czy raczej w Razem u Adriana Zandberga. Jedno tylko wydaje się pewne: dla polskiej polityki wybór ten nie będzie miał większego znaczenia. Jeśli chodzi o trwonienie potencjału zaufania, Pełczyńska-Nałęcz wzięła niechlubny przykład ze swojego pryncypała i promotora jej kariery Szymona Hołowni. Żadna więc to success story, co najwyżej jej zupełne przeciwieństwo.