Prawdziwy koniec AWS

0
1

Akcja Wyborcza Solidarność, która w 1996 r. zjednoczyła będący tylko cieniem dawnej historycznej potęgi związek zawodowy i wiele drobnych partii centroprawicy – w rok później, po katastrofalnej powodzi w kraju i bulwersującej arogancji postkomunistycznego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, który radził poszkodowanym, że powinni się wcześniej ubezpieczyć, wygrała wybory parlamentarne. Rządziła przez cztery lata w koalicji z Unią Wolności i nie wszystkie nadzieje z nową władzą związane zawiodła. Po ekipie Jerzego Buzka pozostała reforma samorządowa, jedyna udana spośród systemowych zmian w trakcie całej transformacji ustrojowej. 

Jednak w kolejnych wyborach, co stanowiło pierwszy taki wypadek w nowoczesnych dziejach Europy,  Polacy nie wpuścili do Sejmu żadnej z obu partii rządzącej koalicji. Pod progiem znalazły się zarówno AWS jak UW. Akcja rychło przestała istnieć. Zaś liberałowie z Unii Wolności (w tym Donald Tusk), wraz z częścią konserwatystów z Akcji (w tym Maciejem Płażyńskim oraz przyszłym prezydentem Bronisławem Komorowskim) stworzyli Platformę Obywatelską. Ta ostatnia, która po ćwierćwieczu zmieniła nazwę na Koalicja Obywatelska, wedle znanej formuły nieżyjącego już posła Andrzeja Potockiego – odziedziczyła złe cechy Unii Wolności ale zapomniała o tych dobrych. 

Jedyna udana reforma

Dopóki AWS i UW przez trzy lata rządziły wspólnie, a przez ostatni czas Akcja czyniła to samodzielnie i w praktyce mniejszościowo, bo rozbrat nastąpił pod pretekstem błahego konfliktu o władzę na szczeblu lokalnym w Warszawie – wprowadziły cztery reformy, nazywane wtedy wielkimi. Udała się w pełni samorządowo-administracyjna, uchwalona kosztem kompromisu z postkomunistycznym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Po zawetowaniu projektu 15 województw przez głowę państwa, AWS z UW przystały na dopisanie do ich listy szesnastego świętokrzyskiego z siedzibą w Kielcach, a prezydent nie upierał się przy siedemnastym: środkowo-pomorskim ze stolicami w Koszalinie i Słupsku. W ten sposób w miejsce 49 województw, powołanych jeszcze za rządów Edwarda Gierka, wytyczono granice 16 nowych. Mapa administracyjna Polski nie zmieniła się od tego czasu do dzisiaj, próba podziału Mazowsza na Warszawę i resztę za rządów PiS wzbudziła takie protesty społeczne, że z niej zrezygnowano.

Nowe województwa, zbliżone rozmiarami i kompetencjami do regionów w państwach Unii Europejskiej, zyskały szansę pozyskiwania pomocowych środków unijnych, co dowodziło zręczności i dalekowzroczności autorów reformy, bo gdy nowy podział administracyjny uchwalano, Polska jeszcze do UE nie należała. Weszła do niej dopiero w sześć lat później.

Szerokie uprawnienia zyskały samorządy nowych województw i powtórnie powołanych do istnienia powiatów. Reformę gminną przeprowadzono już wcześniej w 1990 r. Premier Jerzy Buzek powtarzał: szliśmy po władzę po to, by ją oddać ludziom. Jednak nie o piękne słowa chodziło. Przyznanie samorządom prawa decydowania o sobie pozwoliło na rozwój licznych “małych ojczyzn”, napływ środków na infrastrukturę i liczne lokalne potrzeby. Z późniejszych sondaży wynika, że samorządy oceniane są od wielu lat przez Polaków nawet dwukrotnie lepiej, niż Sejm, Senat i kolejne rządy. 

Nie powiodły się natomiast trzy inne zwane wielkimi reformy. Tę dotyczącą ochrony zdrowia zdemontował bezpośrednio po powrocie do władzy Sojusz Lewicy Demokratycznej, likwidując 16 wprowadzonych przez AWS/UW kas chorych i zastępując je scentralizowanym jednym Narodowym Funduszem Zdrowia. Reformę edukacji cofnęło z kolei Prawo i Sprawiedliwość, znosząc gimnazja powstałe za rządów Buzka i powracając do znanego z czasów PRL systemu osiem plus cztery jeśli chodzi o lata nauki w szkole podstawowej i średniej. Reformę emerytalną likwidowały kolejno ekipy PO i PiS, przejmując na potrzeby budżetu środki z OFE. Wprowadzeniu przez AWS/UW tych trzech reform towarzyszył zresztą wielki bałagan, obcy tylko jedynej udanej: samorządowej. Poza tą ostatnią nie sprawdziło się porównanie Buzka, że podobnie jak przy remoncie – najpierw liczyć się przyjdzie z utrudnieniami, ale później żyć się będzie wygodniej. 

O odrzuceniu AWS i UW w kolejnych wyborach przez Polaków bardziej jednak niż niepowodzenie trzech reform zdecydowały bezustanne swary: zarówno między obu koalicjantami jak wewnątrz ich ugrupowań. W Unii spierali się liberałowie na czele z Donaldem Tuskiem i Pawłem Piskorskim oraz “etosowcy” z Janem Lityńskim i Bronisławem Geremkiem na czele. Zaś w Akcji – “spółdzielnia” Janusza Tomaszewskiego i Andrzeja Anusza z “familią” Wiesława Walendziaka, zaś “mandaryni” przewodniczącego Mariana Krzaklewskiego (Andrzej Szkaradek, Jacek Rybicki i Kazimierz Janiak) bezskutecznie próbowali przenosić do polityki metody działania właściwe związkowi zawodowemu. Nie przebierano też w środkach: wykonawcę reformy administracyjno-samorządowej Tomaszewskiego pomówiono o agenturalność. Później wygrał rozprawę lustracyjną, ale na stanowisko wicepremiera już nie wrócił. W Unii zaś na partyjnym kongresie “etosowcy” w wyborach do władz partyjnych wycięli wszystkich “liberałów”, wbrew dotychczasowej praktyce proporcjonalnego podziału. Co gorsza, flagowy projekt reformy podatkowej, idący dalej niż późniejsza o siedem lat reforma Zyty Gilowskiej i autoryzowany przez przewodniczącego UW, wicepremiera Leszka Balcerowicza, wprowadzający dwie stawki 18 i 28 proc – został zawetowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego pod pretekstem obrony najuboższych, chociaż prezydent uchodził raczej za przedstawiciela “kawiorowej lewicy”. Utrata popularności przez rządzących wiązała się też z ich niefrasobliwym podejściem do majątku narodowego. Poprzez wielkie prywatyzacje, m.in. w branży telekomunikacyjnej, łatano kolejne dziury w budżecie. 

Przynajmniej próbowali

AWS z jednej strony została jednoznacznie oceniona przez wyborców za jej czteroletnie rządy, z drugiej jednak – co trzeba jej przyznać – okazała się w najnowszej historii jak dotychczas jedyną formacją, próbującą Polskę zmieniać, a nie tylko administrować na bieżąco państwem. Z czasem zresztą jej ocena złagodniała, skoro Buzek, nie wybrany do Sejmu w 2001 r, już w trzy lata później do Parlamentu Europejskiego uzyskał najlepszy wynik w Polsce. Tyle, że już z listy Platformy Obywatelskiej. Startujący z niej również, tyle że w pięć lat później Marian Krzaklewski mandatu nie zdobył, bo wyborcy PO woleli kandydatów silniej identyfikowanych z tą partią. Nie umniejsza to jego zasług dla zrzucenia przez państwo polskie postkomunistycznego gorsetu w drugiej połowie lat 90. i wdrożenia rozwiązań, niezbędnych dla rozwoju kraju zwłaszcza na najniższych szczeblach rządzenia. Kiedy AWS powstawała, środowiska Sojuszu Lewicy Demokratycznej dzierżyły pełnię władzy i wielu wydawało się, że tak zostanie na zawsze. Prezydenturę sprawował dawny szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Aleksander Kwaśniewski, a premierem pozostawał Włodzimierz Cimoszewicz.

Akcję Wyborczą Solidarność zawiązano w ciasnym i obskurnym warszawskim biurze Komisji Krajowej NSZZ “Solidarność” (siedzibą Związku pozostawał Gdańsk) 8 czerwca 1996 r.. Krzaklewski, niepewny rezultatów spotkania, dla pewności wysłał na nie Tomaszewskiego jako zastępcę. Związkowcy i partie dogadały się jednak, nauczone doświadczeniem porażki z 1993 roku, kiedy większość z nich – w tym Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego – nie zdołała przekroczyć progu pięcioprocentowego. Wyborcy słusznie ocenili je surowo, bilansując cztery lata solidarnościowych rządów, dla milionów obywateli oznaczających ruinę dotychczasowego sposobu życia: masowo zamykano wielkie zakłady pracy, niedawne twierdze dumnego Związku. AWS oczywiście tego procesu odwrócić nie zdołała, a nawet nie próbowała, co najwyżej łagodziła jego złe skutki, jak w wypadku reformy górnictwa Janusza Steinhoffa, gdzie zamykanie kopalń połączono z wysokimi odprawami dla ich załóg.

Kaczyńskiego zablokowali, ale i tak się rozpadli

Do funkcji zastępcy Krzaklewskiego aspirował w AWS Jarosław Kaczyński, nie zgodziła się jednak na to frakcja “spółdzielni” Tomaszewskiego i Anusza, wsparta przez Konfederację Polski Niepodległej – Obóz Patriotyczny. Oponenci Kaczyńskiego przestrzegali przed jego swarliwością. Gdy wiceprzewodniczącym Akcji nie został, obraził się i wystartował z konkurencyjnej listy Ruchu Odbudowy Polski. Wzięcie go na pokład było największym błędem mec. Jana Olszewskiego. Podobnie jak rozłamowe działania Antoniego Macierewicza i Jacka Kurskiego. Zraziło to do ROP wielu wyborców, zmniejszyło poparcie dla partii Olszewskiego i udaremniło możliwość zawiązania koalicji większościowej z AWS. W tej sytuacji jedyną możliwością odsunięcia po czterech latach postkomunistów od władzy stał się dający większość sojusz z Unią Wolności.

Partner nie gwarantował jednak lojalności, skoro w mediach koalicjantem UW wciąż pozostawały SLD z PSL. Wiadomości TVP, po odejściu stamtąd grupy niezależnych dziennikarzy, którym możliwości pracy blokowano, stały się tubą postkomunistów. Nagłaśniały ponad miarę wszelkie protesty przeciw nowemu rządowi, w tym blokady dróg przez Samoobronę. “Gazeta Wyborcza” suflowała Unii Wolności zawarcie bardziej oświeconej koalicji z postkomunistami. Lider tej ostatniej Balcerowicz wybrał z czasem prezesurę Narodowego Banku Polskiego zamiast dalszego przewodzenia partii. Powołanie Instytutu Pamięci Narodowej wzbudziło aplauz wśród liderów AWS, ale szerokiej opinii publicznej pozostawało raczej obojętne. Ludzie zmagali się z trudnościami życia codziennego i rozliczanie przeszłości ich nie pasjonowało. Przecież Aleksander Kwaśniewski wygrywał z hasłem: Wybierzmy przyszłość.    

Efekt nadziei, łączony z odejściem bezradnych nie tylko wobec “powodzi stulecia” postkomunistów niebawem zastąpiło rozczarowanie. AWS uwikłała się w liczne afery. Najgorszą z nich okazała się sprawa Telewizji Familijnej, powołanej z inspiracji frakcji Wiesława Walendziaka. Powyciągano na nią pieniądze ze spółek Skarbu Państwa, a przedsięwzięcie skończyło się totalną porażką. Z surową oceną spotkały się też działania wywodzącego się ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego ministra łączności Tomasza Szyszki, który swojemu doradcy opłacał pokój w luksusowym hotelu, na co poszły z budżetu pieniądze niewyobrażalne dla przeciętnego Polaka. 

Ten ostatni coraz mniej rozumiał z toczonej w ramach  AWS międzypartyjnej rywalizacji. Największe ambicje miało Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe z Janem Rokitą w składzie, podobnie ogromne – Ruch Stu Czesława Bieleckiego. Zaś mandaryni związkowi załatwiali własne interesy i nie dbali o wspólne sprawy. Krzaklewski, chociaż z tak odległego szeregu wyciągnął premiera Buzka, czuł się coraz bardziej samotny i zazdrosny o popularność marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego, jednego z autorów kompromisu przy reformie samorządowej. Do rangi doradcy politycznego Krzaklewskiego awansował jego bratanek Stanisław, przedmiot kpin posłów i dziennikarzy.

Krzaklewski dał się namówić frakcji Walendziaka na start w wyborach prezydenckich w 2000 r, w których przegrał nie tylko z Aleksandrem Kwaśniewskim zwycięskim już w pierwszej turze, ale również z Andrzejem Olechowskim, niegdyś ministrem finansów w rządzie Jana Olszewskiego, teraz występującym jako bezpartyjny “kandydat Tygodnika Powszechnego”. Wynik tych wyborów (16 proc poparcia dla Krzaklewskiego wobec 34 proc dla całej AWS trzy lata wcześniej) stał się początkiem końca Akcji Wyborczej Solidarność. Formacji w swojej masie na pewno patriotycznej i złożonej z ludzi nieobojętnych. 

Jedynie prawda jest ciekawa

Tym bardziej warto przeciwstawić się próbom zmyślania historii AWS na nowo i wbrew faktom, jak czyni to były poseł tej formacji Piotr Wójcik, przypisujący na łamach cenionej skądinąd słusznie “Opinii” zasługę medialnego sukcesu w kampanii 1997 r. środowisku “familii” Walendziaka [1]. Co zdumiewa, zważywszy, że Wójcik wywodzi się z konkurencyjnej grupy “spółdzielni” a walendziakowcy, gdyby mogli, utopiliby go w łyżce wody. Zapewne chce się im podlizać, bo akcje Walendziaka rosną, odkąd stał się pomysłodawcą prezydenckiej kandydatury Karola Nawrockiego. Nieoficjalnie wiadomo, że to Wiesław Walendziak pokieruje TVN po planowanych przez Amerykanów zmianach właścicielskich w tej stacji. 

Nie usprawiedliwia to jednak fałszowania historii. Takie próby stanowią prawdziwy i smutny koniec AWS, pokazują, jak niewiele pozostało z wartości, w jakie przed ćwierćwieczem szczerze wierzyła znaczna część uczestników Akcji. Kiedy teraz spotykam się z wieloma beneficjentami zmiany z 1997 roku – odczuwam nierzadko głęboki niesmak lub wręcz pospolite, ale i uzasadnione obrzydzenie. Zapomnieli dawno, komu wtedy mandaty poselskie zawdzięczali. Nawet jeśli kupony od nich odcinają do dzisiaj w biznesie czy życiu publicznym, czasem nawet pod pozorem społecznikowskiej działalności. Dlatego nie dostrzegam powodów do świętowania zbliżającej się 30. rocznicy powołania Akcji. Co nie zwalnia nas z rzeczowej jej oceny. Do tradycji AWS w aspekcie jej jedynej udanej reformy nawiązują bezpartyjni samorządowcy, jak się to im udaje – trafnie wyłuszczył na łamach PNP 24.PL mec. Marek Czarnecki, odnosząc się rzeczowo do operetkowej kampanii wyborczej tej ekipy sprzed 15 października 2023 r. [2].                   

Nawet jeśli uznać, że w bieżącej polityce ludzie AWS upadają coraz niżej, to zgodnie z zasadą, głoszoną przez wielkiego pisarza Józefa Mackiewicza, że jedynie prawda jest ciekawa – warto przyjrzeć się, co zostało po rządach tej formacji.

Nowy podział administracyjny obowiązuje najdłużej ze wszystkich w wolnej Polsce. Samorządność okazała się trwałą zdobyczą Polaków. Władzę najbliższą obywatelom oceniamy zarazem najwyżej. Gdyby nawet tylko to pozostało z dorobku Akcji Wyborczej Solidarność – zasługuje na pozytywną ocenę. Bo też nikt nic lepszego w dobie polskiej transformacji ustrojowej nie wymyślił.  AWS, co kolejny raz warto zaznaczyć, próbowała jeszcze Polskę na korzyść zmieniać, następcy już tylko nią zarządzali. 

[1] por. Gdy Sobieski był sułtanem czyli jak Walendziak wybory dla AWS wygrał. PNP 24.PL z 23 lutego 2025

[2] por. Marek Czarnecki. Dlaczego przegraliśmy? PNP 24.PL z 23 października 2023 r. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here