Przedsiębiorcze matki zatrzymały prezydenta

0
70

To druga twarz polityki społecznej rządzących. Ekipa, PiS, która w kolejnej kampanii chwali się 500+ pozwala, by ZUS nękał matki, które mają własne firmy.

Protest matek, którym ZUS każe oddawać pobrane już świadczenia, stanął na drodze prezydenta Andrzeja Dudy, zmierzającego na obchody „Dnia Kobiet na ludowo”. Demonstrującym towarzyszyli posłowie: Gabriela Lenartowicz (Koalicja Obywatelska) i Grzegorz Braun (Konfederacja) oraz ekonomista i przedsiębiorca Dariusz Grabowski. Jak na 8 marca przystało, były też kwiaty, baloniki i cukierki.

Przedsiębiorcze matki – wiele z nich przyszło na protest wraz z dziećmi – skarżą się, ze Zakład Ubezpieczeń Społecznych nęka ja wzmożonymi kontrolami, ich firmy uznaje za fikcyjne, a pobrane już świadczenia każe oddawać. Chociaż postępowały w zgodzie z przepisami, rozstrzyga arbitralna decyzja urzędnika. Najgorzej mają te, które urodziły kilkoro dzieci. Często w grę wchodzą kwoty kilkuset tysięcy złotych, co oznacza egzekucje komornicze i ruinę.

– To zmasowana nagonka na kobiety – oceniła w trakcie ich protestu posłanka Gabriela Lenartowicz.

Ubiegający się o powtórny wybór na prezydenta Andrzej Duda zatrzymał się przy demonstrujących, gdy wraz ze swoją świtą zmierzał na oficjalne obchody „Dnia Kobiet na ludowo” w starym budynku Centralnej Biblioteki Rolniczej przy Krakowskim Przedmieściu.

– Nie chcemy ponosić odpowiedzialności finansowej za działania nieodpowiedzialnych urzędników – mówiła do prezydenta jedna z matek. Inna wprost spytała Dudę, czy rodzenie dzieci jest niezgodne z zasadami współżycia społecznego, jak twierdzili urzędnicy, z którymi miała kontakt. A jeśli tak – to od ilu dzieci począwszy?

Z kolei Andrzej Duda wypytywał protestujące kobiety, czy ich składki w ostatniej chwili były podwyższane. Nie spotkało się to z najlepszym przyjęciem, skoro nieliczne przypadki wyłudzania świadczeń stanowią dla ZUS alibi do nękania matek.

– To nie fikcyjne firmy, zakładane w celu wyłudzania zasiłku. Tworzymy miejsca pracy – wskazywały protestujące.

– Jedna z pań ma firmę już 8 lat. I czworo dzieci. ZUS domaga się od niej oddania 350 tys zł, wylądowała w szpitalu przez stres – opisywały konkretny przypadek.  

– Czy panie zaskarżałyście te decyzje? – pytał prezydent, gdy pokrzywdzone opowiadały o działaniach zusowskich urzędników.

– Tak i bujamy się po sądach – odpowiedziała jedna z nich.

– Nie powinno tak być – przyznał Duda. I zastrzegł: – Chcę, żeby firmy się rozwijały.

Prezydent zapowiedział, że w tej sprawie odbędzie spotkanie z prezes ZUS Gertrudą Uścińską i zadba – jeśli ona nie będzie miała nic przeciw temu – żeby protestujące kobiety również wzięły udział w rozmowie. Nie wyklucza korekt w polityce prowadzonej przez ZUS.

Kobietom tego dnia należy się nie kwiatek, lecz szacunek – wskazała jedna z matek.

– Dlatego tu jestem – zapewnił Duda.

– Trzymamy pana za słowo – usłyszał w odpowiedzi prezydent.  

Skandowano na Krakowskim „matki nie są temu winne, gdzie jest państwo prorodzinne” oraz „prezydencie, słuchaj krzyku ofiar polskich urzędników”. Do Dudy odnosiło się również kolejne hasło – dramatyczne pytanie: „czy w pałacu przenocujesz, gdy ZUS domy nam skasuje?”.

Nękane przez urzędników kobiety nie są jednak same, towarzyszyli im posłowie z różnych ugrupowań opozycji oraz przedsiębiorca i ekonomista Dariusz Grabowski, który wcześniej jako parlamentarzysta wspierał m.in. pokrzywdzonych w trakcie transformacji ustrojowej robotników radomskich. Za matkami ujmuje się Stowarzyszenie Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.

Pokrzywdzone kobiety są w desperacji i postanowiły to nagłośnić, zrobiły to kulturalnie – tłumaczył Dariusz Ćwik. Nie przeceniał jednak elementu zaskoczenia. Służby prezydenta wiedziały, co się szykuje, jego wejście w tłum protestujących nie stanowiło efektu nagłego impulsu.

Dążymy do tego, by przedsiębiorcy wspierali się wzajemnie. Nie chcemy, żeby jedna grupa została pozostawiona sama sobie – tak uzasadniał Dariusz Ćwik pomoc, udzielaną protestującym matkom.

Inny lider przedsiębiorców Łukasz Malczyk uważa, że efekty trwającego od stycznia protestu da się ocenić w dłuższej perspektywie: – Wierzymy, że posłowie z rządzącego ugrupowania nie wystawią nas, jak do tej pory – wskazał.

Ogromne wrażenie wywoływały słowa samych poszkodowanych matek. Największe – o tym, że ZUS każe nawet zwracać zasiłek pogrzebowy, przyznany po śmierci dziecka. Przede wszystkim jednak problem dotyczy  zwolnień lekarskich w czasie ciąży i świadczeń macierzyńskich.

– Założyliśmy ruch społeczny, wspieramy siebie nawzajem – mówiła na Krakowskim Marlena Kuduk. Prowadzi firmę wielobranżową, ZUS domaga się od niej zwrotu 200 tys zł.

Płacimy podwójnie: my, kobiety za prawnika w sądzie, a ZUS z naszych pieniędzy… za swojego – wskazała paradoks Marlena Kuduk.

Protestujący wystawili tablicę z żądaniem: „Stop dla nadinterpretowania przepisów prawa i bezpodstawnego oskarżania o oszustwo”.

Wskazywali, że przypadków wyłudzeń świadczeń drogą zakładania fikcyjnych firm było niewiele, a ich sprawcy nie idą później do sądu, tak jak liczne osoby pokrzywdzone.              

Najgorsze – jak wykazała Marlena Kuduk – okazuje się to, że decyduje subiektywna ocena urzędnika, czy działalność firmy naprawdę jest prowadzona. Często nie pomagają dowody ani faktury.

Składki ktoś przyjął od nas zgodnie z prawem. I zaleceniami pań z okienka – przypominały inne protestujące. Przepisy okazały się niewygodne dopiero, gdy okazało się, że prowadzące przedsiębiorstwa kobiety nie tylko pieniądze do ZUS wpłacają, ale chcą je z powrotem, gdy wedle umowy im się należą.

Krzywda matek pozostaje szczególnie jaskrawa, ale – jak podkreślało wielu uczestników mityngu – stanowi jeden z wielu przykładów nieprzychylnego traktowania polskich przedsiębiorców przez ich własne państwo. Przemawiający również na Krakowskim Przedmieściu Kazimierz Podcerkiewny, który przyjechał z Kędzierzyna-Koźla upomniał się o Polaków, pracujących na Słowacji i zgodnie z prawem polskim i unijnym korzystających z tamtejszych korzystnych regulacji. Teraz ZUS domaga się od nich nawet po kilkaset tysięcy złotych, chociaż przepisów nie złamali. Panu Kazimierzowi marzy się coś większego niż naprawianie pojedynczych krzywd:

– 700 tys polskich przedsiębiorców jest zadłużonych – oznajmił Podcerkiewny. – Będziemy optować za abolicją.   

Protest w dniu święta kobiet cieszył się zainteresowaniem i sympatią przechodniów na Krakowskim Przedmieściu. Z jednym wyjątkiem: samotny zwolennik PiS radził protestującym przedsiębiorcom, by poszli po pomoc do Donalda Tuska. Nie zaczepiał jednak przedsiębiorczych matek ani ich dzieci.

Zaś ochrona Dudy zareagowała nerwowym podskakiwaniem, gdy w trakcie rozmowy prezydenta z protestującymi głośno pękł jeden z okolicznościowych balonów, co zrozumiałe, bo było ich wiele i bawiły się nimi dzieci. Niepokój wydaje się uzasadniony. Ten balon pęknie jeszcze przed wyborami, jeśli polityczni liderzy nie spróbują problemu rozwiązać wspólnie z pokrzywdzonymi.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.7 / 5. ilość głosów 12

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here