Rozpad połowiczny

0
12

Od środy rządzi nami koalicja pięciu partii, a nie czterech jak dotychczas. Ale dla przeciętnego Polaka nie ma to większego znaczenia. Tak najkrócej da się streścić to, co stało się z budzącą kiedyś spore nadzieje i zasłużoną dla zwycięstwa demokratów sprzed dwóch i pół roku formacją Szymona Hołowni.

Minimalizm triumfuje w polskiej polityce, bowiem w chwili, gdy piszę te słowa, w Sejmie równoległe funkcjonowanie zaczynają dwa kluby: resztówka Polski 2050 oraz Centrum, powstałe po rozłamie, wynikającym z niezgody na teraźniejszy sposób kierowania partią – założoną przed laty przez Szymona Hołownię – w wykonaniu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Obie parlamentarne reprezentacje liczą po 15 mandatariuszy, to dokładnie liczba wymagana, żeby w ogóle klub powołać. 

Poparcie tak znikome, że dzielić się go już nie da

Podzieliła się również załoga dotychczasowej Polski 2050 w rządzie: Pełczyńska-Nałęcz jako szefowa resortu funduszy i rozwoju kieruje partią pod utrwaloną nazwą, za to na czele konkurencyjnego Centrum stanęła minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Od razu zresztą Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz cofnęła oponentom rekomendacje na stanowiska rządowe. Wśród nich znajduje się wiceminister Paweł Zalewski. Jednak jego zwierzchnik, wicepremier, minister obrony i prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział nam w środę po wyjściu z debaty na temat programu SAFE w Senacie, że pracę Zalewskiego wysoko ocenia i wcale nie zamierza go ze stanowiska odwoływać. 

Wyborcom bez wątpienia trudno za biegiem zdarzeń nadążyć, a tym bardziej w tym, co się dzieje, rozeznać. Nie ułatwiają im tego poczynania obu stron sporu.

Jeszcze gorzej prezentuje się społeczne poparcie, bo tu naprawdę już nie ma co dzielić. Jeszcze kiedy mierzono je dla jednolitej partii – w sondażach mieściło się zawsze w błędzie statystycznym takich badań, wynoszącym zwykle 2-3 proc. 

Co zapewne najgorsze – przy okazji podziału tak dalece dominuje zacietrzewienie, że obie strony nie potrafią wyjaśnić, co naprawdę poza kwestiami personalnymi je różni. Padają mocne słowa. Pełczyńska-Nałęcz zarzuca posłom Centrum, że zdezerterowali. Umiarkowany zwykle założyciel partii Hołownia publicznie mówi, że zawiódł się na Hennig-Klosce. I zaznacza, że gdyby to od niego zależało – dawno pozbyłby się z klubu Ryszarda Petru. Winą za to, że się tak nie stało, obarcza przewodniczącego reprezentacji parlamentarnej Polski 2050 Pawła Śliza. Nie od rzeczy wspomnieć, że poprzednik tego ostatniego na stanowisku, Mirosław Suchoń znalazł się w gronie założycieli Centrum.  Do tej pory wszyscy wymienieni starali się prezentować siebie jako polityków roztropnych i umiarkowanych. I zapowiadali, że naprawią życie publiczne.

Hołownia stał się rewelacją wyborów prezydenckich przed sześciu laty. Zdobył wtedy 14 proc. Tyle samo w niezapomnianym głosowaniu przy rekordowej frekwencji 15 października 2023 r. uzyskała Trzecia Droga – koalicja powołanej przez niego Polski 2050 z PSL Kosiniaka-Kamysza. To głosy na Trzecią Drogę oddane pozwoliły na odsunięcie od władzy Prawa i Sprawiedliwości po ośmiu latach rządów partii Jarosława Kaczyńskiego o tendencjach autorytarnych. 

Trzecią Drogę rozwiązali ludowcy, gdy spadła atrakcyjność partnera. Hołownia w kolejnych wyborach prezydenckich w ub. r. uzyskał marny wynik, przegrywając nie tylko z potentatami ale nawet z Grzegorzem Braunem. Potem przestał być marszałkiem Sejmu i znalazł przystań w mniejszym gabinecie. 

Ambicje i stan faktyczny

Rola wicemarszałka okazuje się dla niego trudna, bo to tak, jakby z dnia na dzień został własnym zastępcą. Wiemy, jakie ma ambicje. Zaś w ostatnim czasie miało się wrażenie, że w jego formacji istnieją trzy ośrodki decyzyjne. Oprócz walczących o fotel jego następczyni: Pełczyńskiej-Nałęcz i Hennig-Kloski trzecim stał się gabinet wicemarszałka, dokąd przychodzili posłowie i działacze z terenu. 

Zaowocowało to połowicznym rozpadem. Przy zachowaniu pozorów instynktu samozachowawczego. Każda z formacji zachowała tyle, że starczy na klub. W praktyce jednak perspektywa reelekcji posłów teraz zasiadających w Polsce 2050 czy Centrum wydaje się zupełnie iluzoryczna. Bo z jakich niby względów wyborcy mieliby im ponownie zaufać… Dotychczasowi podwładni Hołowni nie zrozumieli, że mają zbyt mało, by to jeszcze na pół dzielić. Zaś jeśli o dawne obietnice wyborcze chodzi – wątpić można, czy w ogóle je pamiętają…   

Siła głosów nie słabnie, stabilność tak

Jedna za to i druga strona sporu w Polsce 2050, zanim wyłoniły się z niej dwie parlamentarne reprezentacje – sukcesorka dotychczasowej nazwy i Centrum – pielgrzymowały mozolnie, chociaż oczywiście niezależne od siebie nawzajem, do premiera Donalda Tuska. I zapewniały go o swojej przyszłej lojalności. 

Siła głosów koalicji rządzącej nie słabnie. Co z tego, że tworzy ją teraz pięć partii, a nie cztery, bo do Koalicji Obywatelskiej, PSL, Polski 2050 i Lewicy doszło Centrum. To ci sami ludzie. Zaś zarówno spór o sukcesję po Hołowni, jak późniejszy rozłam w klubie, nie wynikały w żadnej mierze z motywacji ideowych czy programowych.

Wyborcy mają kolejny gorzki dowód, że coraz mniej one znaczą w polskiej polityce.

Siła głosów demokratycznej koalicji nie osłabła. Psuć się za to będzie jej stabilność. O znikomych szansach na powtórny wybór posłów, których na listy wyborcze wpisał Hołownia, była już mowa, obojętne, jakie barwy teraz reprezentują. Perspektywa reelekcji zwykle sprzyja reakcjom obliczalnym i roztropnym. Zaś im bliżej wyborów – w tym większym stopniu zachowania tych posłów, co utracą szanse, by jeszcze raz nimi zostać – przybrać mogą postać irracjonalnych czy desperackich. Wtedy Tusk może pożałować, że na czas nie rzucił koła ratunkowego koalicjantom – bo zapewne kosztem wykreowania paru zbędnych a nowych ministerstw, co jak wiele razy pokazywał świetnie potrafi, mógł narastający konflikt zażegnać. Zamiast patrzeć na to “jak na pożar dziecko”, jeśli przywołamy znane słowa z Mickiewiczowskiego “Pana Tadeusza”. 

Tak jak w ostatnich dniach 2023 roku Donald Tusk został premierem, chociaż wcześniej w wyborach jego partia odnotowała zaledwie drugi wynik – tak po kolejnych może nie mieć z kim rządzić. To nie Kaczyńskiego przecież strata, że dawny zaciąg Hołowni do kolejnego Sejmu raczej już nie wejdzie… Chociaż kiedyś Polska 2050 wydawała się projektem równie obiecującym, jak ponad trzy dekady wcześniej Tuskowy Kongres Liberalno-Demokratyczny. Co podobnie uwielbiany przez młodzież i ceniony przez klasę średnią, obił się od spodu o próg pięcioprocentowy w 1993 r. w pierwszych wyborach do Sejmu, w których tę barierę wprowadzono…

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here