W ostatnią sobotę  znów wyszliśmy w gronie wolontariuszy na nyski deptak przy ul. Krzywoustego by rozmawiać z przechodniami na temat tego, że Bóg istnieje.

Chrześcijaństwo jest zagrożone

Na pomysł akcji wpadłem jakieś dwa miesiące temu, kiedy dotarło do mnie jak frontalnie atakowane jest w naszym kraju chrześcijaństwo, kościół i jak Bóg jest wypierany z przestrzeni publicznej. I jak wobec tej ofensywy, która zmierza do całkowitej likwidacji chrześcijaństwa – jako religii i jako postawy życiowej – jak wobec tej ofensywy my katolicy jesteśmy bierni. To znaczy trwają różne akcje, różne środowiska np. obrońcy życia organizują masowe imprezy jak „Marsz dla życia i rodziny”, ale to są akcje jednorazowe, na których nie pojawią się na pewno ludzie niewierzący.

Ewangelizacja uliczna, którą zaczęliśmy prowadzić z gronem przyjaciół i wolontariuszy w Nysie ma inny charakter. Przede wszystkim jest akcją niestandardową, nie została zorganizowana przez formalny Kościół, tylko przez nas – zwykłych, szeregowych katolików. Nikt nas do wyjścia na ulicę nie zmuszał, nikt nam nie formatował naszych ulotek, które rozdajemy ludziom, spontanicznie działamy, żeby jak największej ilości ludzi, którzy przypadkiem znajdą się w tym miejscu publicznym, powiedzieć „Bóg żyje” – nie bójcie się!

Jeśli miałbym dokonać jakiejś kwalifikacji, to tradycyjne, sformalizowane działania Kościoła – jak cotygodniowa liturgia, nauka religii w szkołach, czy inne formy „zamknięte” niejako w środowisku katolickim są defensywą, obroną stanu posiadania. Nasza akcja – uliczne mówienie o Bogu ludziom często niewierzącym, albo zobojętniałym i to mówienie im o tym nie przez księdza, ale przez takich samych „cywilów” jak oni sami – to działanie nieszablonowe. To ofensywa.

Wojna cywilizacji

Zauważmy, że wrogowie chrześcijaństwa – środowiska nowej lewicy, zwłaszcza środowiska tzw. LGBT atakują religię i nas na forum publicznym, na ulicach. Bezczeszczą nasze symbole religijne publicznie je prezentując. Po co to robią? Przecież gdyby chodziło im o tolerancję, to nie obrażaliby ludzi wierzących. Nie, tu nie chodzi o żadną tolerancję, która w Polsce nie jest zagrożona. Nie słyszałem, żeby kogoś zwolnili z pracy za to, że jest homoseksualistą, żeby katolicy pobili jakiegoś geja.

Im, czyli aktywistom gejowskim chodzi o zniszczenie chrześcijaństwa, bo przecież postawa gejowska – publiczne prezentowanie wynaturzeń, domaganie się dostosowania prawa do tych całkowicie nienaturalnych i obscenicznych relacji jest nie do pogodzenia nie tylko z religią chrześcijańską. Jest nie do pogodzenia wprost ze zdrowym rozsądkiem. Małżeństwo – to wszak związek kobiety i mężczyzny, mający na celu spłodzenie i wychowanie dzieci. Nasza kultura zna inne formy związków mężczyzny i kobiety służących tylko do zaspokojenia popędu seksualnego. Ale nikomu o zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy nazywać przelotny romans zawarty na jedną noc małżeństwem.

Związki homoseksualne służą tylko zaspokojeniu seksualnemu obu (albo większej liczby) „partnerów”. Popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych popędów człowieka i jako taki często ulega wynaturzeniu. Napięcie seksualne bywa zaspokajane np. w ramach stosunku ze zwierzętami. Zoofilia występuje, a nikomu normalnemu do głowy nie przyszłoby nazywać małżeństwem „związek”, w ramach którego człowiek zaspokaja swój popęd seksualny ze zwierzęciem.

Przez całe wieki osoby homoseksualne zaspokajały swój popęd z osobnikami tej samej płci. I o ile było to napiętnowane przez wszystkie religie świata, było także przedmiotem odrazy ze strony osób mających normalne relacje heteroseksualne. Homoseksualiści przez wieki zatem nie afiszowali się ze swoimi skłonnościami, realizując je w swojej sferze prywatnej.

Wszystko to uległo zmianie, gdy zbankrutował eksperyment komunistyczny w Związku Sowieckim i gdy lewica straciła klasę robotniczą jako grupę, do której (przynajmniej teoretycznie) adresowała swoje postulaty i którą chciała użyć do zniszczenia starego świata. Celem lewicy było w istocie zawsze zniszczenie tradycyjnego świata po to, by w jego miejsce zbudować nowy, wspaniały świat pełnej wolności człowieka, nieskrępowanego żadnymi zakazami.

„Radość burzenia jest radością tworzenia” – mówił czołowy teoretyk nihilizmu i anarchizmu Mikołaj Bakunin.

Twórcy „naukowego” komunizmu Fryderyk Engels i Karol Marks obiecywali ludzkości raj po usunięciu tego, co wg nich stanowiło źródło zniewolenia klasy robotniczej i całej ludzkości. Tymi przyczynami – była wg twórców komunizmu – własność prywatna – jako przyczyna materialna i religia, jako „opium dla ludu”. Jeśli się te przyczyny usunie, ludzkość będzie żyła w raju – zapewniał Marks, Lenin i inni „prorocy nowej wiary”. „Cerkwie i więzienia wyrównamy z ziemią” – głosił tytuł książeczki dla młodzieży tłumaczącej nam, uczniom komunistycznej szkoły, na czym będzie polegał przyszły komunistyczny raj.

Wiemy wszyscy jak się to skończyło. Utopii nie da się po prostu zbudować, ale w jej imię wymordowano miliony, dziesiątki milionów ludzi. Aleksander Sołżenicyn ocenia, że w czasach Stalina siedziało w więzieniach i łagrach w ZSRR około 20 mln ludzi. Powszechna była cenzura, terror polityczny, społeczeństwa które trafiły do komunistycznego raju od razu poznawały, że w istocie trafiły do piekła.

Komunizm ostatecznie zbankrutował w końcu lat 80. ub. wieku, ale jego klęska była już jasna w latach 50., kiedy w krajach komunistycznych – w NRD, Polsce i na Węgrzech wybuchły antykomunistyczne powstania. W beznadziejnej walce, ludzie, robotnicy rzucili się do gardła oprawcom spod znaku utopii.

W latach 60. przez kapitalistyczny zachód przetoczyła się fala młodzieżowych buntów i pojawiło się hasło rewolucji seksualnej. W Stanach zapoczątkowali ją tzw. bitnicy, potem rozpowszechnił szeroko ruch hippisowski. Rewolucja seksualna zyskała teoretyczną podbudowę w postaci tzw. Raportu Kinseya – amerykańskiego entomologa, który postanowił zająć się seksualnością ludzi i przeprowadził badania na ponad 10 tys. osób. Z opublikowanego w 1953 r. „Raportu” wynikało, że większość ludzi żyje w sprzeczności z oficjalnymi normami etycznymi i że większość myśli tylko o seksie, masturbuje się, uprawia seks z przygodnymi partnerami, a 10% populacji to geje.

Raport wywołał szok w amerykańskim społeczeństwie i dał doskonałe uzasadnienie do rodzącej się nowej fali społecznego buntu młodych, którym spodobały się hasła o wolnej miłości i postulat zniesienia jakichkolwiek ograniczeń. Młodzi ludzie, którzy na skutek samej biologii podlegają wzmożonemu działaniu hormonów zawsze byli skłonni do naruszania surowych – katolickich czy protestanckich – zakazów w tym zakresie.

Zanim wyszło na jaw, że po prostu Kinsey sfałszował badania poprzez dobór grupy badanej złożonej z ludzi mających problemy z własną seksualnością, homoseksualistów, ludzi z depresją, a także osób karanych za wykroczenia o charakterze seksualnym, „Raport Kinseya” stał się czymś na wzór „Manifestu komunistycznego” – Marksa i Engelsa sprzed ponad wieku.

Tym razem wzywał do zrzucenia kajdan zakazów dotyczących życia seksualnego wynikających z etyki chrześcijańskiej. Nowa lewica z radością podchwyciła temat, czyniąc z żądania zmian obyczajowych swój sztandar walki z tradycyjnym społeczeństwem. Jest oczywiste, że znów religia – chrześcijaństwo – stało się głównym celem ataku.

Czytaj teksty Janusza Sanockiego:

Jak sądzisz?

Czy na atak na chrześcijaństwo trzeba odpowiedzieć akcją na ulicach?
  • dodaj swoją odpowiedź

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here