Posłowie nawet nie zbliżyli się do rozwiązania dramatycznego problemu pedofilii, chociaż temu poświęcone były obrady w czwartkowy wieczór. Za to dostarczyli argumentów, żeby zmniejszyć im uposażenia – naprawdę, a nie po aptekarsku, jak przegłosował niedawno PiS.

Najpierw Sławomir Nitras położył przed Jarosławem Kaczyńskim dziecięce buciki, zapożyczony z Irlandii symbol walki z pedofilią (rekwizyt akcji Baby Shoes Remember), nawiązując do wypowiedzi kolegów z PO, że w kwestii walki z przestępstwami seksualnymi wobec dzieci PiS forsuje rozwiązania pozorne. Chwilę później wicemarszałek i przewodniczący klubu PiS Ryszard Terlecki rzucił tymi butami w Nitrasa.

To również żaden gest oryginalny: butem cisnął w George’a Busha przed 11 laty iracki dziennikarz Muntazar al-Zaidi, później zresztą również kandydat do… parlamentu w Bagdadzie. Terlecki to nie Tarczyński, Lichocka ani Krynicka, porównanie z przaśnymi podwładnymi byłoby dla przewodniczącego klubu obraźliwe. To pisowski intelektualista, profesor i autor wielu książek o historii najnowszej, które za obecnych rządów oferuje nawet Poczta Polska w swoich punktach sprzedaży. Uchodzi za jeden z najtęższych mózgów w partii.

Kłopotów przysporzył PiS również inny partyjny jajogłowy prof. Ryszard Legutko, europoseł i kandydat na kolejną kadencję, próbując przekonywać, że seks z dwunastolatkami to nie pedofilia. Gdy to samo powtarzali obrońcy Romana Polańskiego, obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro pryncypialnie się oburzał. Jak się wydaje, z pisowskimi intelektualistami jest tak, jak niegdyś z demokracją socjalistyczną, co wcale demokratyczna nie była, ponieważ mieliśmy do czynienia z przymiotnikiem niwelującym, jak to nazwali badacze poprzedniego ustroju.

Chwilę po tym, jak jego zastępca wykonał rzut butem w opozycyjnego posła, marszałek Sejmu Marek Kuchciński zwołał posiedzenie Konwentu Seniorów, chociaż dla rozładowania sytuacji wystarczyłaby zwykła przerwa. Jak objaśniali mi później sami pisowcy, po zapewnieniu anonimowości – sytuacja stała się groźna dla rządzących, bo Kaczyński, jak to formułowali, zagotował się i rwał na mównicę. Współpracownicy przytrzymali go dyskretnie, żeby tam nie dotarł i nie wygłosił przemówienia w stylu pamiętnego występu „bez żadnego trybu” o „mordach zdradzieckich” i „kanaliach”, w którym szeregowy poseł próbował przerzucić na opozycję odpowiedzialność za katastrofę smoleńską.

Faktyczny cel zwołania Konwentu stanowiło więc uspokojenie nie Nitrasa, kolekcjonującego w tej kadencji kary finansowe niczym imć pan Łaszcz z sienkiewiczowskiego „Potopu” wyroki trybunałów (“iwenciarz” – tak określają Nitrasa inni posłowie Platformy) – lecz własnego lidera. Konwent się skończył, regulacje propagowane przez PiS przegłosowano pospiesznie, Kuchciński zbędnych pytań nie pozwolił zadawać.

Krytycy przyjętych rozwiązań wskazują, że odstraszająco działa na pedofila – jak na każdego sprawcę ciężkiego przestępstwa – wyłącznie nieuchronność kary, a nie jej arytmetyczny wymiar. Przy okazji zaś bocznymi drzwiami Ziobro wprowadził sporo przepisów, nie mających z powstrzymywaniem przestępczości wobec dzieci większego związku.

Jeśli ktoś oczekuje teraz pochwały opozycji, to jej nie będzie, bo na nią nie zasłużyła. Chwilę po głosowaniach na sejmowych schodach znanych każdemu podatnikowi z migawek telewizyjnych rozległo się dobitne: “Spie…j”). I zobaczyliśmy, jak jedna z polityczek – nie drwię, tak lubią być nazywane radykalne posłanki – odpycha drugą. O co im poszło? Słowem uznawanym za najbardziej obraźliwe we współczesnej polszczyźnie posłanka zwróciła się do koleżanki, gdy tamta próbowała ją objąć na znak poparcia dla jej emocjonalnego wystąpienia w trakcie debaty. Autorka przemówienia uznała to za obłudę, bo gdy wcześniej zasiadały w jednym klubie – funkcyjna koleżanka sekowała ją za nagłaśnianie na konferencjach problemu pedofilii.

Wszystkie te sceny miały miejsce grubo po godz. 21, kiedy to zmęczony Polak często udaje się już na spoczynek, chyba, że sen uniemożliwiają mu obowiązujące regulacje podatkowe lub pomysły Ziobry częściej wymierzone w przedsiębiorców i innych ludzi ciężkiej pracy, niż w przestępców, za rządów PiS wręcz jak niejaki Falenta uprzywilejowanych, jeśli tylko dali się we znaki politycznej konkurencji.

Warto było ten wieczór spędzić w Sejmie, chociaż nie uchwalono regulacji, trwale chroniących dzieci przed zbrodniarzami seksualnymi. Doczekaliśmy się tylko propagandowych obostrzeń, przywodzących na myśl pamiętną chemiczną kastrację, forsowaną przed laty przez Donalda Tuska.

W jednym z portali internetowych relacja z przebiegu czwartkowej nocy w Sejmie ukazała się w zakładce: rozrywka. Niezbędne wydaje się uzupełnienie, że całą zabawę finansuje polski podatnik. I tu pojawia się slogan, skandowany przez kibiców na Łazienkowskiej, gdy walcząca o udział w igrzyskach w Moskwie piłkarska reprezentacja olimpijska przegrywając z Czechosłowacją 0:1 broniła się, zamiast atakować, jakby wynik zadowalał kopaczy. Kibice zaś, nie chcąc patałachów dopingować, skandowali: – Za co my płacimy…

A płacimy wciąż dobrze wybrańcom narodu. Po obniżkach uposażeń, w aptekarskich dozach przegłosowanych przez PiS, próbujące poprawić reputację po pamiętnej aferze z premiami dla rządu i uzasadnianiem przez Beatę Szydło, że „te pieniądze się po prostu należą” – poseł zarabia na rękę 7600 zł. miesięcznie. To 2,2 średniej krajowej. W bogatej Francji deputowany ma 1,8 pensji statystycznego pracownika.

Łukasz Perzyna osobiście komentuje te wydarzenia:

Wynagrodzenie posła? Średnia krajowa

Działacze partyjni idą do polityki, żeby się dorobić – to zmora życia publicznego. Nie należy im tego ułatwiać. Poseł powinien zarabiać średnią pensję krajową. Dzięki temu będzie się starał, żeby rosła. Czyli po prostu żeby zwykli ludzie więcej zarabiali, Jeśli literalnie potraktować zasadę „jaka praca taka płaca” – obniżenie zarobków parlamentarzystów do polskiej średniej, w […]

Czytaj więcej

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here