Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Europa
Ekipa TVP pojechała w ślad za grupą uderzeniową Centralnego Biura Antykorupcyjnego do Włoch – dla niepoznaki w operacji uczestniczył berliński a nie rzymski korespondent pisowskiej wtedy stacji – aby tam wspólnie z miejscowymi karabinierami uczestniczyć we “wjeździe” do luksusowej willi Romana Giertycha. Zamieszanego w aferę Polnordu (skąd wyparowały 92 mln zł), tyle, że środków użyto na miarę “matki wszystkich afer”, Telegrafu, nigdy nie rozliczonej bo pieniądze zamiast na pismo o tym właśnie tytule, którego ani jeden numer się nie ukazał, poszły na poprzednią partię Jarosława Kaczyńskiego: nie PiS lecz Porozumienie Centrum. Kulisy tamtej operacji i paru innych transferów, ujawnił jednak skutecznie dawny skarbnik tego obozu Janusz Heathcliff Pineiro Iwanowski [1]. A obecnej – dziennikarz śledczy Wojciech Czuchnowski.
Nie żal Giertycha, szkoda podatnika
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Nie żal Giertycha, był wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego jako minister edukacji próbował usunąć Witolda Gombrowicza z listy lektur szkolnych, a to już nawet dla prezesa PiS okazało się przesadą. Potem, jak na wszechpolaka przystało, został ulubieńcem “Gazety Wyborczej” i głównym łapsem Donalda Tuska, przepraszam zagalopowałem się nieco (chociaż to Giertych nosi nadaną mu przez dawnego kolegę z Ligi Polskich Rodzin Zygmunta Wrzodaka fizjonomistyczną ale i nawiązującą do właściwych mu manier ksywę “koniowaty”) – elegancko to czym kieruje nazywa się zespołem do zbadania pisowskich afer, czy jakoś tak.
Szkoda za to polskiego podatnika, który ze swoich sumiennych wpłat na rzecz skarbówki sfinansował siostrzaną eskapadę TVP Jacka Kurskiego i pisowskiego CBA do Włoch, nie tylko kosztowną, w dodatku krańcowo nieskuteczną.
Strasznie to wszystko kiczowate
W całej historii jest seks, są kłamstwa i taśmy video niczym w słynnym filmie Stevena Soderbergha. Tyle, że niebywale kiczowata to opowieść.
Seks. Dowódca desantu CBA na italską rezydencję Giertycha (ekipą “kurskiej” TVP komenderował w przebłysku trzeźwości Cezary Gmyz, ten co kiedyś znalazł ślady trotylu w posmoleńskim Tupolewie), niejaki Artur Chodziński, jak się dowiadujemy z artykułu dziennikarza śledczego Wojciecha Czuchnowskiego miał za rządów PO-PSL w kraju kłopoty w agencji nie spowodowane ideologicznymi względami wcale: “Do zarzutów o wycieki doszła sprawa wprowadzenia przez Chodzińskiego do siedziby CBA kobiety. Wszystko działo się na nocnym dyżurze Chodzińskiego. Kobieta weszła do pomieszczeń zarezerwowanych tylko dla agentów z certyfikatem bezpieczeństwa” [2]. Ostry seks w miejscu zakazanym, czujecie Państwo te klimaty, mnie bardziej niż Jamesa Bonda przypominają one jego rosyjsko-putinowskiego odpowiednika z FSB Igora Kremniowa ze sprawnego zresztą warsztatowo obrazu “Niepobiedimyj” (Niepokonany [3]). Niestety klapa nawet mistrza Władysława Pasikowskiego przy okazji “Operacji Samum” chociaż temat ewakuacji agentów z Iraku wydawał się frapujący – dowodzi, że my Polacy dopiero uczymy się podobne filmy kręcić, więc na razie “real” u nas – i nie mam tu wcale na myśli supermarketu – wyprzedza fikcję [4].
Kłamstwa. Przejść wypada do przyczyn fiaska operacji. “Włoska policja, która asystowała CBA, nie pozwoliła zabrać do Polski zakwestionowanych materiałów. Powód? Zwracając się o pomoc do karabinierów, strona polska napisała, że Giertych został aresztowany, co było nieprawdą. Włosi uznali, że zostali wprowadzeni w błąd i “wmontowani” w rozgrywkę z opozycją. Wycofali się ze współpracy, która miała obejmować inwigilację Giertycha we Włoszech, w tym podsłuchiwanie jego włoskiego telefonu” [5].
Taśmyvideo. W relacji telewizyjnej stacji Kurskiego z akcji we Włoszech znalazły się zdjęcia wykonane z drona. Ekipa TVP na miejscu dronem nie dysponowała. Mamy więc do czynienia z wzorową współpracą instytucji w bardziej rozwiniętych od polskiej demokracjach ustawiających się zwykle na kontrze wobec siebie nawzajem: telewizji publicznej i służby specjalnej. [6].
Taką harmonię i synergię udało się osiągnąć wyłącznie za rządów PiS. Teraz, gdy nie da się wykluczyć, że tamten czas powróci, niczym sam Kurski na pisowskie kongresy (niedawno był panelistą medialnym na parteitagu w Katowicach) – tym baczniej warto analizować mechanizmy podobne, jak ujawniony przy okazji eskapady włoskiej.
O jednym Wojciech Czuchnowski, chociaż informatorów ma przednich, a pióro znakomite – nie napisał więcej i konkretnie, bo by mu nie wydrukowali. Otóż dowódca akcji na willę Giertycha, przedstawiający się jako oficer, chociaż w służbie CBA nie ma stopni oficerskich, był raczej “głównym ekspertem” (funkcja naprawdę tak się nazywa) – wspomniany już Artur Chodziński pracował wcześniej w dolnośląskim oddziale “Gazety Wyborczej”. Czy wiedziano tam wtedy już, że jest kapusiem, a jeśli tak, dlaczego rzecz tolerowano – chcielibyśmy się dowiedzieć. Nie wymagajmy jednak od Wojciecha Czuchnowskiego rzeczy niemożliwych, i tak pozostaje przecież jednym z najsprawniejszych i najuczciwszych dziennikarzy w Polsce.
Trzej przyjaciele z boiska i ten czwarty: cień w samochodzie
Obaj z Czuchnowskim w 1992 r. znajdowaliśmy się po przeciwnych stronach polskiej polityki. Jako 27-latek kierowałem działem krajowym liberalno-demokratycznego “Obserwatora Codziennego”, opozycyjnego wobec rządu Jana Olszewskiego, choć, co dla nas wtedy było dla nas oczywiste, cieszyliśmy się z pierwszego po zmianie ustrojowej wzrostu gospodarczego, który premier-mecenas zawdzięczał umiejętnemu doborowi ludzi do zadań (minister finansów Andrzej Olechowski, główny doradca ekonomiczny Dariusz Grabowski, minister pracy Jerzy Kropiwnicki). Czuchnowski pracował wtedy w krakowskim “Czasie”, co rząd Olszewskiego popierał bez zastrzeżeń.
A w sześć lat później spotkaliśmy się w “Życiu” Tomasza Wołka: ja, autor tego skromnego szkicu, Wojciech Czuchnowski jako dziennikarz, który teraz sprawę włoskiej eskapady odkrył oraz bohater jego obecnej opowieści Cezary Gmyz, wtedy ceniony za umiarkowanie, najchętniej zajmujący się Kościołem i dyplomacją, to nie żart.
Być może w samochodzie pod biurowcem “Życia” przy Jagiellońskiej dyżurował już wtedy Artur Chodziński. Przedstawiający się jako oficer, przedstawiany jako dziennikarz wrocławskiego oddziału “Gazety Wyborczej” [7]. Stale ktoś przed naszą redakcją wysiadywał, przyzwyczailiśmy się do tego, czasem gdy okazywali się zanadto ostentacyjni, nawet im machaliśmy przechodząc. Wiadomo było, że oficjalnie rządzi premier Jerzy Buzek, faktycznie z tylnego siedzenia (o samochodach była już mowa) przewodniczący Marian Krzaklewski, ale w służbach dominuje stary układ. Nawet w ośrodku rządowym w Mierkach (niedaleko stamtąd w Kiejkutach szkolił się zapewne Chodziński) panoszyły się esbeckie facjaty, a nagabywany o to Jacek Rybicki, wtedy “wicekról” przy Krzaklewskim oraz rzecznik Jarosław Sellin przyznawali, że są bezradni.
To niemożliwe, żeby małość miała tak wielką skalę – pisał w “Przywracaniu porządku” Stanisław Barańczak.
Ktoś powie, że temat: służby, media i polityka – w rozwiniętych demokracjach starczy na doktorat. U nas wciąż tylko na farsę.
[1] por. Wszystkie afery Kaczyńskiego PNP 24.PL z 12 marca 2024
[2] Wojciech Czuchnowski. Fiasko rzymskiej operacji CBA. “Gazeta Wyborcza” z 3 listopada 2025
[3] Niepokonany, film. fab. prod. Rosja, Malta, reż. Oleg Pogodin, 2008
[4] Operacja Samum, reż. Władysław Pasikowski, film. prod. pol 1999
[5] Czuchnowski, op.cit
[6] por. Akcja CBA i TVP w Rzymie. Gmyz czekał pod willą Giertycha. Bankier.pl z 3 listopada 2025
[7] Karolina Gorczycka. Artur Chodziński nadzorował nielegalne operacje przeciwko Romanowi Giertychowi. Wieści 24.pl z 27 października 2025
