Siłą i sposobem

0
7

Gdy Polacy udawali się właśnie na rodzinne groby, w przeddzień istotnego dla młodszych Halloween i na dwa dni przed znacznie ważniejszym dla większości z nas tradycyjnym Świętem Zmarłych – politycy jednym i drugim zafundowali kolejne zaostrzenie sporu o Trybunał Konstytucyjny. Prezydent Karol Nawrocki kazał zawrócić samolot, wiozący go do Senegalu, “bo w takich chwilach musi być w Polsce”. Jarosław Kaczyński udał się przed otoczony przez ogromne siły policyjne gmach trybunału, by tam podburzać swoich zwolenników. Warszawiacy słyszeli syreny policyjnych wozów w dniu, który zwykle zaczynał czas skupienia.

Najpierw jednak Anna Korwin-Piotrowska, sędzia z najdłuższym stażem, sprzyjająca nowej władzy – zawiesiła ustanowionego przez poprzednią władzę prezesa Trybunału Konstytucyjnego, dawnego szefa pisowskich służb specjalnych Bogdana Święczkowskiego oraz jego zastępcę. A ściślej “zarządziła przerwę w ich działaniach”. Zresztą na podstawie ustawy o sądach powszechnych, a nie regulacji konkretnie dotyczących TK.

Tusk idzie na zwarcie

Oznacza to, że premier Donald Tusk przystąpił do zapowiadanej rozprawy z trybunałem – od dawna bezwolnym, bo ubezwłasnowolnienie sądu konstytucyjnego stanowiło efekt działań pisowskich poprzedników obecnego szefa rządu. Napięcie podbił jeszcze dodatkowo Nawrocki podjętą już w trakcie lotniczej podróży decyzją o powrocie do kraju i rezygnacji z zapowiedzianej wizyty w senegalskim Dakarze. Działania polityków z przeciwnych opcji pozostają paradoksalnie zbieżne w jednym: spór cechuje eskalacja. Kaczyński zaś przed trybunałem mówił o zamachu stanu, jakby zapominając, ile już razy posunięcia obecnej władzy dokładnie w ten sam sposób określał: choćby po przejęciu TVP drogą wprowadzenia tam likwidatora. Prezes Prawa i Sprawiedliwości nazywa policyjnym państwo Donalda Tuska, podobnie nie po raz pierwszy.

W chwili gdy na gorąco – pomimo zwykle chłodnej końcówki października – piszę te słowa, a sytuacja daleka jest od rozstrzygnięcia, policja ograniczyła się do zatrzymania trzech pisowskich harcowników, którzy przeskoczyli przez ogrodzenie Trybunału Konstytucyjnego. W podobny sposób reagują zwykle siły porządku publicznego we wszystkich demokratycznych krajach. Jednak tym razem, w polskiej stolicy, przed siedzibą Trybunału skupiono ogromne siły policyjne, wcześniej ostentacyjnie przejeżdżające przez miasto.

Donald Tusk próbuje przejąć Trybunał Konstytucyjny z pisowskich rąk siłą i sposobem. Problem jednak wydaje się polegać na tym, że trick z sędzią Korwin-Piotrowską pozostaje zrozumiały raczej dla nielicznych. Siłę zaś widać gołym okiem w przekazach telewizyjnych. Warszawiacy mogą zobaczyć policyjne szpalery i radiowozy również w drodze na cmentarz albo przy okazji powrotu z rodzinnych grobów w czasie Wszystkich Świętych. Wybór czasu akcji nie wzbudza sympatii dla niej samej, nawet jeśli rozliczne działania pisowskiej czerni na chodnikach przy Alei Szucha wzbudzały uzasadniony sprzeciw – jak agresja wobec policjantki czy sposób traktowania wykonujących tam swoją pracę dziennikarzy.

Zadyma w dniach zadumy

Jeszcze niedawno wybitny prawnik profesor Marcin Matczak przestrzegał rządzących, którym zresztą dobrze życzy, przed wariantem wenezuelskim. Wiele wskazuje na to, że właśnie on jest realizowany. Pod osłoną świątecznych dni, które kojarzą się Polakom z zadumą, a nie zadymą.

Zyski z całej akcji wydają się trudne do określenia. Straty za to oczywiste. Łatwo przyjdzie zawiedzionym wyborcom nie tylko Koalicji Obywatelskiej ale i innych ugrupowań z sojuszu 15 października wypominać rządzącym, że ich sposób postępowania przypomina poprzedników. Jeśli chodzi o rozwiązania siłowe i znajdowane dla nich naprędce uzasadnienia. By co do tych ostatnich mieć wątpliwości, nie trzeba bowiem kochać PiS ani Kaczyńskiego. Zwykły krytycyzm wystarczy.

Prokurator generalny Waldemar Żurek ma rację, kiedy mówi, że zamach na Trybunał Konstytucyjny “dzieje się od kilku lat”. Został dokonany, kiedy pod osłoną nocy zaprzysiężono trzech sędziów – dublerów. Tyle, że w opinii wielu – obecne działania Koalicji 15 Października wyglądają mniej na przywracanie praworządności i odbudowę Trybunału, jak opowiada Żurek, bardziej na wypędzanie diabła belzebubem.

Błyskawiczne przejęcie przez nową władzę sygnału TVP też przed Świętami, tyle, że Bożego Narodzenia 2023 r. rodziło spore wątpliwości prawne związane z zasadnością wprowadzenia likwidatora przez ówczesnego ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza, ale w trybie natychmiastowym wydało korzystne owoce: znikły zacięte w wyrazie złości twarze prezenterów takich jak Danuta Holecka czy Michał Adamczyk a także paski na ekranie, słynne z przekazów nie tyle propagandowych, lecz agitacyjnych i zwyczajnie nienawistnych. Trudno nawet dziś, po niemal trzech latach, mówić o odbudowie telewizji publicznej, bo zwłaszcza dbająca bardziej o TVN Koalicja Obywatelska nie jest rozwojem TVP zainteresowana, a jej sojusznicy, nawet jeśli myślą inaczej, zadowalają się tam stołkami dyrektorów. Jednak widz nie uprzedzony bez trudu dostrzeże, że obecna TVP, choć nie idealna, wyszła z najgorszego od czasów stanu wojennego kryzysu wiarygodności, kojarzonego z Jackiem Kurskim i jego bezpośrednim następcą Mateuszem Matyszkowiczem. Pierwszy z prezesów miał do szkoły pod górkę a potem okazał się nieudanym dziennikarzem, drugi jakby dla kontrastu był wykształconym filozofem i miał dorobek jeśli chodzi o programy dotyczące kultury – jednak efekt ich działań był podobny, bo wynikał z traktowania dotychczasowej telewizji publicznej wyłącznie jako “przedłużenia ręki” aktualnej władzy politycznej.  Usunięcie ich nominatów z TVP oznaczało koniec koszmaru.

W wypadku Trybunału Konstytucyjnego na podobny efekt nie ma co liczyć. Żeby stwierdzić poprawę jakości TVP po zmianie sprzed trzech lat, wystarczyło telewizor włączyć. Jeśli o sąd konstytucyjny chodzi – po pierwsze zwykli ludzie nie żyją wcale jego problemami, po drugie na korzystne rezultaty obecnej akcji, chociaż pewnie nastąpią, przyjdzie długo poczekać. Nie wiem, czy premier Donald Tusk ma aż tyle czasu do stracenia. Za to jak ryba w wodzie czuje się w klimacie zaostrzającego się sporu, jak na praktykującego boksera przystało, prezydent Karol Nawrocki. Zwyczajnych zaś Polaków w tych dniach bardziej zajmują znicze i kwiaty, niż liczenie sędziów w gmachu przy Szucha, czemu doprawdy trudno się dziwić.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here