Śmierć ajatollaha

0
129

Podczas akcji amerykańsko-izraelskiej zabity został 86-letni Ali Chamenei, sprawujący przez 37 lat dyktatorską władzę w Iranie następca założyciela tamtejszej “republiki islamskiej” innego ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego. Nie zyskał rozpoznawalności poprzednika, ale rządził prawie cztery razy dłużej od niego. Znaczące, że nie ustanowiono jednoosobowego sukcesora, dawne jego obowiązki sprawować ma rada z udziałem m.in prezydenta Masuda Pezeszkiana. Pomimo oczywistej militarnej porażki dyktatury już w pierwszych dniach zachodniej interwencji – szanse na ustanowienie demokracji w Iranie… stoją źle. 

Na Iranie demokratycznym nie zależy bowiem interwentom: prezydentowi Stanów Zjednoczonych Donaldowi Trumpowi ani tym bardziej Izraelczykom. Jedni i drudzy ogłoszą, że cel wojny został zrealizowany w momencie potwierdzenia destrukcji irańskiego programu nuklearnego i pozbawienia ajatollahów możliwości kontrataku na sojuszników i bazy USA w rejonie Zatoki Perskiej. Chociaż obecnie wybuchy słychać, a pożary widać w Dubaju i Abu Zabi, w Katarze, Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej – z czasem osłabienie Iranu nastąpi. Przywódcom USA i Izraela to wystarczy, nie zamierzają wcale Irańczyków uszczęśliwiać transferowaniem do nich demokracji i jej dobrodziejstw. 

Inny eksporter terroryzmu międzynarodowego, Libia po upadku Muammara Kaddafiego stała się typowym państwem upadłym, rządzonym przez watażków i klany. Podobnie jak Irak po obaleniu przez interwentów Saddama Husajna i jego egzekucji.  W Syrii po latach wojny domowej doszli do władzy fundamentaliści. Wszystkie te kraje, niegdyś potęgi regionalne, znalazły się w strefie trwałego chaosu. CIA i Mossad, dostarczające informacji swoim dysponentom i suflujące im konkretne działania zmierzały do destrukcji państw frontu odmowy, uformowanego na Bliskim Wschodzie wokół sprzeciwu po zawarciu pod koniec lat 70. egipsko-izraelskich porozumień pokojowych z Camp David. Podpisano je pod patronatem amerykańskim i przy wydatnym negocjacyjnym udziale naszego rodaka Zbigniewa Brzezińskiego. W nagrodę Egipt w wiele lat później uniknął losu Iranu: gdy wybory wygrali tam muzułmańscy fundamentaliści, poskromił ich w drodze zamachu stanu marszałek Abd al-Fattah as- Sisi przy dyskretnej, ale rozstrzygającej o przejęciu władzy pomocy USA.  Do dziś pozostaje tam prezydentem.  I niezawodnym sojusznikiem.  

Kraj zbyt rozległy i dumny, żeby go skutecznie okupować

Okupacja Iranu z oczywistych względów nie wchodzi w grę. Nie zaryzykują jej ani Donald Trump ani izraelski premier Benjamin Netanjahu. Logistyka na to nie pozwala.  Iran to państwo liczące 93 miliony mieszkańców (ludniejsze więc od Niemiec czy Turcji) o rozległym terytorium pięć razy większym od polskiego i skrajnie zróżnicowanych warunkach klimatycznych. Każdy, kto zechce tam wylądować, musi się liczyć z wrogością miejscowych obywateli. Skoro nie powiodła się okupacja przez Amerykanów i ich sojuszników Afganistanu ani Iraku, nikt podobnego rozwiązania w Iranie nie zaryzykuje. 

Od dawna wzbierała tam fala protestów przeciwko rządom ajatollahów. Tym ostatnim jednak w warunkach wojny łatwiej przyjdzie je stłumić. Demokraci uznawani za dywersantów będą masowo likwidowani przez władze. Zaś szanse na społeczne poparcie dla nich zmniejsza dotkliwość amerykańskich i izraelskich ataków oraz mnogość ich cywilnych ofiar. 

Nie wydaje się także scenariuszem najbardziej prawdopodobnym, że sukcesorów uśmierconego przez interwentów ajatollaha odsunie do władzy “partia pokoju” z jej kręgu się wywodząca, opowiadająca się w dodatku za demokratyzacją kraju.

Egzekucja Nicolae Ceausescu w tym samym roku, w którym w Iranie władzę po Chomeinim objął Chamenei – stała się zaczątkiem budowy demokracji w Rumunii, dziś sprawniej funkcjonującej niż nasza, jak dowiodło zwycięstwo proeuropejskiego Nicusora Dana w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich,w  których pokonał on putinowskiego kandydata George’a Simiona, afiszującego się zresztą w kampanii z naszym Karolem Nawrockim. Warto jednak pamiętać, że porównywanego do średniowiecznego hospodara Vlada Draculi komunistycznego dyktatora Ceausescu obalili sami Rumuni, bez militarnej pomocy z zewnątrz, chociaż przy sympatii wolnego świata. Natomiast gdy Amerykanie zaczęli bombardować Belgrad za rządów tam Slobodana Miloszevicia – doprowadzili z czasem  do jego obalenia, ale zarazem trwale zrazili obywateli przez niego rządzonych do demokracji typu zachodniego. Obecnie Serbia, pomimo bohaterskiej tradycji z obu wojen światowych, wciąż pozostaje w Europie jedną z enklaw autorytaryzmu.

Interwenci nie mają demokracji na liście priorytetów

Gotowość powrotu do Iranu w celu objęcia władzy wyraża Cyrus Reza Pahlawi, syn obalonego przez islamistów w 1979 r. prozachodniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Ojciec, najlepszy sojusznik Ameryki w regionie, reprezentował typ oświeconej dyktatury: modernizującej kraj, ale zarazem bezwzględnie sprawowanej przy użyciu tajnej policji Sawak, podobnie okrutnej jak późniejsi Strażnicy Rewolucji za Chomeiniego i Chameneiego. Wątpliwe, by jego syna entuzjastycznie powitali rodacy, jeśli zostanie przywieziony amerykańskim transportowcem wojskowym. A tym bardziej, aby – jeśli uwzględnić tradycje dynastii – skłaniał się on serio ku demokracji. Tato Pahlawi objął tron w wieku 23 lat w 1941 r. z łaski aliantów, którzy wymusili abdykację jego ojca, a dziadka obecnego pretendenta do władzy, ponieważ Reza Szach sympatyzował z Adolfem Hitlerem i państwami osi. Zmiana u steru władzy w Teheranie dokonała się wtedy pod wspólnym naciskiem radziecko-brytyjskim, z akcją wojskową włącznie.                       

Również obecnie wariant, w którym przyszłość Iranu stanie się żetonem w ruletce mocarstw, wydaje się dalece bardziej prawdopodobny niż bardziej optymistyczny, że irańscy obywatele wreszcie będą mogli sami o niej decydować. W wizji świata, do której skłaniają się dotychczasowi zwycięzcy tej konfrontacji: Trump i Netanjahu, demokracja nie okazuje się przecież wartością samą w sobie.  Najpewniej to chaos zastąpi  zmurszałą irańską teokratyczną dyktaturę.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 14

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here