Spokojnie, to nie rekomunizacja

0
23

Dla Koalicji 15 Października, która wybory tego właśnie dnia 2023 roku wygrała pod hasłami obrony wolności i demokracji, awans Włodzimierza Czarzastego stanowi poważny problem: zarówno wizerunkowy, jak moralny. A przy tym po raz kolejny Donald Tusk i jego sojusznicy zachowują się, jakby chcieli pomóc PiS, odklepującemu swoje o “koalicji 13 grudnia”. Co nie znaczy, że sami musimy kupować pisowską narrację. Niezmiernie obłudną w tej kwestii.

Jak wiadomo powszechnie Jarosław Kaczyński, któremu demonstrujący pod jego willą zasadnie wypominają “13 grudnia spałeś do południa”, bo rzeczywiście tak się zdarzyło w 1981 roku – nie tylko, użyjmy eufemizmu, nie zalicza się do bohaterów dawnej antykomunistycznej opozycji, ale sam jako prezes Prawa i Sprawiedliwości promował tak symboliczne postaci dawnego reżimu jak prokurator ze stanu wojennego Stanisław Piotrowicz. Jednym z medialnych faworytów PiS pozostawał b. sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Marek Król. Kariera Aleksandry Jakubowskiej w pisowskich mediach stanowi osobny rozdział. 

O Tusku zaś nie da się wprawdzie powiedzieć, że był drugim Lechem Wałęsą, jednak w Sierpniu 1980 r. jako 23-latek nie tylko aktywnie wspierał strajk w Stoczni Gdańskiej, ale także przed jej bramą – wraz z wybitnym później pisarzem Pawłem Huellem i paroma innymi opozycjonistami – ogłosił zapowiedź powołania wolnej organizacji akademickiej, nazwanej potem Niezależnym Zrzeszeniem Studentów. Porównanie ich życiorysów nie musi jednak mieścić się w zasobach wiedzy przeciętnego Polaka, na co dzień raczej pochłoniętego drożyzną w Biedronce. Lidlu i Żabce. Czemu trudno się dziwić. Odpowiadają za to głównie politycy, zrażający ludzi do zainteresowania ich branżą.        

Wybraliśmy, bo się umówiliśmy 

Rządzi teraz Koalicja 15 Października, która również w sferze moralnej wiele naobiecywała. W tym sensie szczególnie wątłe okazuje się uzasadnienie przez sojuszników wyboru Włodzimierza Czarzastego w pierwszym rzędzie faktem, że taka była umowa koalicyjna.  

Gdyby Donald Tusk dotrzymywał umów, do dziś byłby członkiem Unii Wolności. W sitcomie po podobnym stwierdzeniu słyszymy śmiech z offu.

Niezręczne pozostaje odwoływanie się do papierowych uzgodnień koalicjantów, bez użycia argumentu, że Włodzimierz Czarzasty będzie dobrym marszałkiem Sejmu. Bo podobnego twierdzenia nie bierze, jeśli użyć jego własnego języka – na klatę sam Donald Tusk. Tym bardziej Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz nie zachwycają się merytorycznymi walorami marszałka z Lewicy. Wybrano go, bo tak się umówiliśmy, a siły głosów nie zabrakło – podobne stawianie sprawy uznać trzeba za ciężki błąd.

Stan wojenny ocenimy. Ten w Boliwii. Czyli deja vu

Za Czarzastym ciągnie się afera Lwa Rywina, po której Sejm przyjął raport, zaliczający obecnego marszałka do odpowiedzialnej za nią “grupy trzymającej władzę”. Wielu tych, co ją pamiętają, uznaje wizytę producenta telewizyjnego u Adama Michnika i złożenie naczelnemu “Gazety Wyborczej” przez Rywina niemoralnej propozycji korupcyjnej, którą gospodarzowi rozmowy udało się nagrać a po pół roku ujawnić – za efekt spisku układu postkomunistycznego. Korzenie mającego jeszcze w 80. latach. 

Indagowany w Sejmie o gen. Wojciecha Jaruzelskiego, Czarzasty pochwalił bohatera pytania za szlak bojowy z czasów wojny, zganił go za 1968 rok, po czym gładko przeskoczył datę 13 grudnia 1981 r. i przeszedł do liberalizacji końca lat 80, wymieniając generała jako jej promotora oraz wykazując własne i Aleksandra Kwaśniewskiego zasługi dla nurtu sprzyjającego demokratyzacji.

Przypomina to sposób, w jaki Stanisław Tymiński przed wyborami prezydenckimi w 1990 r. – kiedy poparła go ponad jedna czwarta Polaków – odpowiadał na pytania o ocenę 13 grudnia 1981 r. Kandydat Tymiński podkreślał wtedy, że widział stan wojenny w Boliwii i tam była to naprawdę straszna rzecz.

Czarzasty, w odróżnieniu od promowanego teraz przez Kaczyńskiego prokuratora Piotrowicza, w latach 80 nie zaliczał się do “betonu”. Jako szef komunistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich na Uniwersytecie Warszawskim i wicelider tegoż “zsypu” w skali kraju, członek PZPR od 1983 r. – optował za zmianami, sprowadzającymi się jak w wypadku słynnej partii Jaroslava Haszka do “umiarkowanego postępu w granicach prawa”. Oczywiście wtedy obowiązującego. Pomiędzy partią Haszka a PZPR zachodzi jedna znacząca różnica: ta pierwsza pozostała fikcją literacką. A Polska Zjednoczona Partia Robotnicza istniała naprawdę.

I każdy kto pamięta, co działo się w 1983 r, kiedy Czarzasty się do niej zapisał – a to wtedy właśnie w komisariacie przy Jezuickiej milicjanci zakatowali maturzystę Grzegorza Przemyka – przyzna, że marszałek Sejmu ma się z czego tłumaczyć.

Co nie zmienia faktu, że jego wybór stanowi kiks ekipy rządzącej i gest grania na nosie wobec znacznej części wyborców z 15.10.2023 r, tych, których wciąż wzruszają po latach “Mury” Jacka Kaczmarskiego. To wprawdzie błąd, ale wcale nie zapowiedź rekomunizacji. Nie doszło zresztą do niej, kiedy marszałkami Sejmu zostawali Józef Oleksy (dwukrotnie), Marek Borowski i Włodzimierz Cimoszewicz. Paradoksalnie nawet nominacja Marka Siwca na szefa kancelarii pokazuje, jakich ludzi preferuje Czarzasty. Pragmatyków z doświadczeniem u Kwaśniewskiego przecież. Sam marszałek jasno zapewnił, że nie zamierza zdejmować krzyża wiszącego w sali obrad Sejmu.                

W surmy dąć nie ma powodu, zwłaszcza jeśli miałoby się wtórować promotorom dawnego betonu PZPR-owskiego z szeregów Prawa i Sprawiedliwości. 

Co nie znaczy wcale, że sam wybór Czarzastego i jego okoliczności, a zwłaszcza uzasadnienie żadnego problemu nie stanowią.

To trochę w stylu opowieści Stefana Wiecheckiego-Wiecha: obrączka, co zniknęła w trakcie imienin, odnalazła się wprawdzie w kieszeni szwagra, ale niesmak pozostał. Dokładnie tak.           

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here