Poznajemy z opóźnieniem rozwiązanie zagadki, dlaczego występ Polaków na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu przed dwoma laty zakończył się największą klęską w historii naszego udziału w olimpiadach, datującego się od stu lat. Sportowcy nagle nie przestali trenować. To działacze PKOl, odpowiedzialni za przygotowanie drużyny, zamiast tym zajęli się robieniem interesów z firmą, za którą stoi rosyjska mafia z Tambowa.
Niemal dwie trzecie Polaków uznaje, że prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz powinien odejść ze stanowiska po aferze Zondacrypto [1]. Zagadką główną pozostaje jednak, w jaki sposób w ogóle na nim się znalazł ten dawny działacz związków siatkarskiego i koszykarskiego (gdzie odpowiednio był wiceprezesem i prezesem), a przy tym protegowany pisowskiego b. wicepremiera Jacka Sasina, z którym robił interesy w Wołominie . Nie od zawsze jednak pozostawał Radosław Piesiewicz z PiS związany, a w polityce zanadto wybredny nie był: o mandat sejmowy w okręgu siedleckim w 2005 r. ubiegał się z listy Partii Demokratycznej Władysława Frasyniuka i Tadeusza Mazowieckiego. Bezskutecznie, bo nie przekroczyła pięcioprocentowego progu wyborczego, więc nie miała ani jednego posła. Jego interesem życia stał się wybór nie ugrupowania politycznego lecz głównego sponsora Polskiego Komitetu Olimpijskiego, którego prezesem Piesiewicz został w 2023 r.
Wspólny dobrodziej PKOl i fundacji Ziobry
Zondacrypto, zanim wyprowadziło donikąd pieniądze klientów i nie wypłaciło olimpijczykom obiecanych nagród za medale na tegorocznych już, zimowych igrzyskach w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo – starannie umościło się w polskim życiu publicznym. PKOl za rządów Piesiewicza miał wspólnego sponsora z fundacjami pisowskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry teraz ukrywającego się przed Temidą za granicą oraz z imprezami uświetnianymi swoim udziałem przez również pisowskiego prezydenta Karola Nawrockiego.
Od października ub. r. warszawska siedziba PKOl nosi nazwę Zondacrypto Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II. Obwieszcza to neon. Mamy więc do czynienia nie tylko z ostentacją, ale i z profanacją.
Dużo wcześniej, chociaż nieoficjalnie, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz wymieniany był w gronie potencjalnych kandydatów na prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Casting wygrał jednak inny prezes – Instytutu Pamięci Narodowej Karol Nawrocki, a Piesiewicz pozostał w biznesie.
Giełda kryptowalut stała się za jego rządów głównym sponsorem PKOl. Z czasem ujawniono jej powiązania. Według materiałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz artykułów m.in. Wojciecha Czuchnowskiego i Jacka Harłukowicza, cenionych dziennikarzy śledczych, pakietem kontrolnym w Zondacrypto dysponuje rosyjska mafia tambowska. Kryptowalutami płacą swoim zleceniobiorcom rosyjskie i białoruskie służby specjalne. ABW bada te przepływy. Właściciel Zondy Przemysław Kral zanim zbiegł do Izraela, afiszował się z dysponentami mediów pisowskich, słynne stały się jego z nimi spotkania w Monako. Piesiewicz okazuje się elementem szerszego układu.
Żurek: dotychczasowe ustalenia potwierdzają zarzuty
W czwartek 30 kwietnia w Sejmie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek na moje pytanie, czego się możemy w sprawie spodziewać, skoro kierownictwo PKOl okazało się tematem bardziej dla prokuratora generalnego niż ministra sportu – odpowiedział, że postępowanie prokuratorskie się toczy, a on sam nie chce jeszcze niczego przesądzać, jednak w jego ocenie dotychczasowe ustalenia potwierdzają prawdziwość zarzutów, jakie wcześniej pojawiały się w przekazach medialnych.
Wyliczmy je raz jeszcze: zorganizowana grupa przestępcza rodem z rosyjskiego Tambowa oraz obce służby nieprzyjaznych nam państw.
Radosławowi Piesiewiczowi, o czym warto przypomnieć, nie przysługuje żaden immunitet, który chroniłby jego osobę. Nie został na stanowisko szefa PKOl wyłoniony w żadnych wyborach powszechnych. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie jest nawet formalnie politykiem. Lecz urzędnikiem tylko.
Czekamy, chciałoby się dorzucić. I nie chodzi wcale o to, jak długo Piesiewicz na stanowisku w PKOl pozostanie: jego kadencja dobiega końca w przyszłym roku, sam prezes zabiega jeszcze, żeby ją przedłużyć. Nie w tym rzecz, lecz w odpowiedzialności karnej, jaką powinien ponieść za zrujnowanie polskiego sportu, który nawet komuniści szanowali. Jednego zbiorczego na to paragrafu brak, ale o zarzutach, wyczerpujących znamiona artykułów kodeksu karnego była już mowa. Doprecyzują je prawnicy, pod warunkiem, że rządzący – co odpowiedź Żurka na moje pytanie na szczęście jasno zapowiada – przestaną traktować Piesiewicza jak świętą krowę. A my raz jeszcze przypomnijmy krzywdę, jaką oprócz szkód poczynionych w PKOl, a które ze szczegółami opiszą prokuratorzy – wyrządził prezes kibicom.
Na ostatnich letnich Igrzyskach Olimpijskich Polska zajęła 42. miejsce w klasyfikacji medalowej z jedynym tylko złotem Aleksandry Mirosław we wspinaczce sportowej. Wyprzedziły nas m.in. Azerbejdżan, Bahrajn, Algieria, Indonezja i Filipiny. Był to najgorszy w historii wynik polskiej reprezentacji olimpijskiej.
Dla porównania: na olimpiadzie letniej w Montrealu (1976 r.) zostaliśmy z siedmioma złotymi medalami szóstą potęgą sportową świata. Przed nami znalazły się masowo produkujące cyborgów Związek Radziecki i Niemiecka Republika Demokratyczna oraz najbogatsze kraje: Stany Zjednoczone, Republika Federalna Niemiec i Japonia. Siódmą siłą globalnego sportu okazaliśmy się w 1964 (Tokio) i 1972 (Monachium), zaś dziewiątą w Rzymie w 1960 r, czyli zaledwie w 15 lat po wojnie.
W pierwszej olimpiadzie z udziałem Polaków w 1924 r. w Paryżu zajęliśmy w klasyfikacji medalowej 22. miejsce. W trzy lata po tak niszczącej dla nas II wojnie światowej na igrzyskach w Londynie (1948 r.) – 34 lokatę.
A na kolejnej paryskiej olimpiadzie (2024 r.) o czym była już mowa – 42 miejsce w świecie. W kraju nie zdarzył się wówczas żaden kataklizm, który utrudniłby nam przygotowania do igrzysk. Poza prezesurą Piesiewicza w PKOl oczywiście.
[1] badanie United Surveys by IBRIS dla wp.pl z 24-26 kwietnia 2026