Sprawczy koalicjant w chronicznym kryzysie

0
62

Bez 31 posłów Polski 2050 nie da się rządzić w tej kadencji, jednak nie słuchają już oni nawet Szymona Hołowni, któremu obecność w Sejmie zawdzięczają. Zaś obrażony lider wylogowuje się z posiedzenia “on line” odbywanego, bo miało być nowocześnie, a jest tylko swarliwie. Skoro czyni to w trakcie wypoczynku w Dubaju, nie może liczyć na zrozumienie tych, którym nie udało się uskładać na zimowisko dla dziecka w ferie, chociaż dwa i pół roku temu poparli Trzecią Drogę zamiast uchodzącą za partię bogatych Koalicję Obywatelską i wśród zachwytów wokół nad rekordem frekwencji słyszeli, że ich głos nie zostanie zmarnowany.

Co to za lider, powiedzieć można, który ucieka do ciepłych krajów, kiedy mu się partia wali. Nawet jeśli przypomina to rejteradę samego Donalda Tuska do Brukseli po ujawnieniu afery taśmowej (wulgarnych nagrań prominentów PO-KO dokonanych w spelunce “Sowa i Przyjaciele”, z których wynikała ich głęboka pogarda dla własnych wyborców i haseł) przed dwunastu laty – analogia ta w niczym Hołowni nie pomoże. 

Tusk podnosił się po każdej porażce, jak wtedy, kiedy kierowany przez niego Kongres Liberalno-Demokratyczny, wcześniej rządzący (gabinet Jana Krzysztofa Bieleckiego) w ogóle nie wszedł do Sejmu w 1993 r. czy kiedy on sam przegrał wybory prezydenckie w 2005 r. z Lechem Kaczyńskim, który na tle wyrobionego i swobodnego Tuska wydawał się żadnym kandydatem. 

Hołownia podobnej zdolności wstawania z kolan z przytupem nie objawia, raczej obraża się nawet na swoich, że niewdzięczni i znienacka wylogowuje.  

Ogłasza też kolejno przeciwstawne nawzajem decyzje: najpierw zapowiada po oddaniu funkcji marszałka Sejmu, że o przywództwo Polski 2050 nie zamierza się ubiegać, potem po fiasku drugiej tury głosowania internetowego spowodowanego blokadą i zapewne atakiem hakerskim – raportuje znów, że jest gotów do przejęcia steru, wreszcie stwierdza, że kierowanie partią to domena kandydatek, co weszły do tej drugiej tury, którą przyjdzie powtórzyć.  

Decyzja o unieważnieniu nie obu rund, lecz tylko drugiej, stanowi oczywistą porażkę Hołowni, tym bardziej, że argumentów za opcją przeciwną nie brakowało. W obu użyto przecież tego samego programu komputerowego. Podwładni więc po prostu chcieli się byłemu marszałkowi sprzeciwić. I cel osiągnęli.

Szymonici i parę innych frakcji

Najtrudniejszą wśród trzech frakcji w Polsce 2050 sytuację ma liderka “szymonitów” jak sama tę grupę określa, lojalna wobec Hołowni członkini prezydium klubu parlamentarnego Agnieszka Buczyńska. Łatwiej zwolennikom Pauliny Hennig-Kloski i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, które w unieważnionej drugiej turze walczyły o przywództwo i zmierzą się ze sobą w jej powtórce. Obie są ministrami w rządzie Tuska: odpowiednio klimatu i środowiska oraz funduszy i rozwoju. Bez wątpienia mocniejszą dynamikę przejawia Hennig-Kloska, posłanka nie pierwszej już kadencji. Skaptowała zwolenników tych kontrkandydatów, co w pierwszej turze odpadli i zapewniła sobie poparcie ich samych, od Ryszarda Petru po Joannę Muchę. Dla odmiany Pełczyńska-Nałęcz nawet nigdy nie była posłanką, a poza tym, jak się wydaje chciałaby raczej panować niż rządzić.

Kiedy rosły notowania Konfederacji, a malały Polski 2050, publicznie spytałem Szymona Hołownię, który wtedy pozostawał marszałkiem, jak wytłumaczy własnym młodym wyborcom z 2023 r. w czym jego partia okazuje się lepsza od Konfederacji, żeby mogli ją dalej popierać. Odpowiedział jednym słowem: sprawczość.

O pozycji każdej partii decyduje liczebność jej reprezentacji w Sejmie i rządzie oraz notowane w badaniach opinii poparcie. Wszystkie te parametry nie zmieniły się, odkąd Hołownia oddał funkcję marszałka, schodząc zresztą tylko szczebel niżej, bo teraz jest zastępcą Włodzimierza Czarzastego. Który zresztą pozostaje głównym beneficjentem kryzysu Polski 2050. Chociaż ma za sobą zaledwie 21 posłów macierzystego klubu Nowej Lewicy, o 10 mniej, niż ich zasiada w Polsce 2050. 

O czym myślą posłowie, gdy kadencja ma się ku końcowi 

Każdy poseł, wyjątki są tu nieliczne, zmierza do reelekcji. Gdy ponowny wybór pod dotychczasową flagą okazuje się wykluczony – zresztą Trzecia Droga jako koalicja Polskiego Stronnictwa Ludowego z Polską 2050  została rozwiązana decyzją pierwszego z partnerów – kluczowa okazuje się decyzja, czy ratować się indywidualnie czy zbiorowo.

W pierwszym wypadku zawsze rząd Tuska zachowa większość w Sejmie, jeśli pojedyncze akcesy posłów od Hołowni zaowocują przygarnianiem ich przez KO, PSL czy Lewicę. I tych 231 niezbędnych głosów, nawet z okładem, bez trudu się uzbiera. Również jeśli ten czy ów z Polski 2050 zaskoczy nas i w ślad za wyborcami pożegluje do Konfederacji. A nawet zaszokuje jeszcze bardziej, bo znajdzie się w PiS. Poglądów ich wszystkich nawet nie poznaliśmy. Nie było kiedy. Zresztą Hołownia mówił tak pięknie w imieniu całości…   

Niespodziewane rozstrzygnięcia przynieść może za to wariant drugi: jeśli osieroceni przez odrzuconego przez nich samych Hołownię albo nawet po dogadaniu się z dotychczasowym liderem, by zamiast panować zaczął rządzić, posłowie Polski 2050 zbiorowo przesiądą się do szalupy ratunkowej i wspólnie wezmą do wioseł.

Do  odzyskania społecznego poparcia niezbędne okaże się postawienie się Tuskowi. Sojusznicy Koalicji Obywatelskiej, którzy jej tylko ulegają, tracą w sondażach. A ich elektoraty ulegają kanibalizacji przez KO. Dotyka to PSL, nawet jeśli stara się bronić rolników i wypróbowanych wartości (kwestia wychowania patriotycznego). Dyspozycyjność wobec Tuska szkodzi Nowej Lewicy tak bardzo, że strat nie niweluje nawet “efekt Czarzastego”: pomimo powołania go na marszałka i hiperaktywności medialnej w wielu sondażach jego partia sytuuje się poniżej pięcioprocentowego progu stanowiącego bilet wstępu do przyszłego Sejmu, tak samo jak znów osobna wbrew nazwie Partia Razem. 

Czekać na wysoką falę czy dogadać z wioślarzami

Jeśli więc szalupa ruszy z miejsca, fale spod jej wioseł zatopić mogą obecny rząd. Wprawdzie wiadomo, że Polska 2050, czy jaką tam nazwę teraz przybierze, nie zawrze koalicji z PiS. Ale Tusk jest politykiem zbyt wytrawnym (to przecież już dziesiąty, chociaż z długą przerwą – rok jego premierostwa), by przystać na kierowanie rządem bez większości: pamiętamy jak szybko upadały mniejszościowe gabinety od Jana Olszewskiego poprzez Leszka Millera i Marka Belkę po Jarosława Kaczyńskiego. Prędzej Tusk znowu poszuka dla siebie lukratywnej funkcji w Europie, jak raz to zrobił. Wtedy z perspektywy jego formacji  w Polsce zawali się wszystko. 

Aby tej perspektywie zapobiec, rządzący – mówię o realnie sprawujących władzę a nie ich przystawkach – zaoferują chętnym do pozostania w koalicyjnym namiocie bez porównania więcej niż posadę wicepremiera, o którą nie mogła się doprosić wystająca w przedpokojach Tuska “ministra” Pełczyńska-Nałęcz. Zresztą nie ona stanie się wtedy beneficjentką, zapewne zza pleców dotychczasowych liderów, co zawiedli, wyłonią się nowi. 31 posłów to w sejmowej arytmetyce ogromna liczba. Ale nie tylko Tusk w polskiej polityce liczyć potrafi…              

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here