Nawet jeśli jedna wspólna lista wyborcza obecnej koalicji rządzącej powstanie na wybory 2027 r. – to je przegra. Gotowych jest ją poprzeć zaledwie 39 proc badanych [1]. Za to na “czwórkę do brydża” obecnej opozycji (PiS, Rozwój Plus i obie Konfederacje) zagłosowałoby aż 46 proc [2]. Trudno o bardziej oczywisty dowód, że nie tędy droga. W jedności więc nie siła, lecz droga do nieuniknionej klęski demokratów. Nic dziwnego, skoro demokracja kojarzy się w wielobarwnością. A nie z żadnym jednolitym frontem.

Nieprawda, że badania opinii publicznej nie są ciekawe. Okazują się pasjonujące, zwłaszcza, gdy zestawia się wyniki różnych, niezależnych przynajmniej od siebie nawzajem ośrodków demoskopijnych. Wprawdzie socjologowie zastrzegają, że sondaż oddaje tylko stan nastrojów społecznych w dniach jego przeprowadzania, ale lepszych narzędzi poznania przekonań ludzi, ani tego jak się zmieniają, nie mamy.

Znane powiedzenie głosi, że jeśli dwóch mówi to samo, to już to nie jest… to samo. A jeśli to samo w badaniach konkurujących ze sobą ośrodków, zamówionych przez podobnie rywalizujących sponsorów powtarzają wszyscy – warto to co najmniej poważnie wziąć pod uwagę. Co nie oznacza potraktowania wyników niczym prawdy objawionej. Ani ryzykowania na ich podstawie własnych pieniędzy u bukmacherów, u których coraz częściej oprócz koni i piłkarzy obstawiać można rezultaty zmagań partii politycznych. 

Najpierw fakty: a konkluzja oczywista

Skupić się więc wypada na faktach wyłącznie, wyrażonych twardymi danymi, a nie na emocjach:

– Niespełna 39 proc Polaków gotowych jest zagłosować, wedle UCE Research, na jedną wspólną listę obecnej koalicji rządzącej; pokazuje to “szklany sufit” określający w demoskopii pewien niemożliwy do przekroczenia pułap, skoro notowania tworzących obecny rząd formacji (razem 42 proc wg United Surveys) nawet się nie sumują w wypadku wspólnego startu, więc tym bardziej nie ma co liczyć na “efekt śnieżnej kuli” czyli “premię za jedność”; 

– Za to 32 proc z nas, a więc niewiele mniej niż wspólną listę partii rządzących, skłonnych jest poprzeć nowe ugrupowanie, które powstanie na wybory do Sejmu 2027 r. Powołany już po tym badaniu Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego z obecnym poparciem sięgającym 7 proc skonsumował, jeśli można tak powiedzieć, stosunkowo niewielką część tego potencjału, ujawnionego w sondażu SW Research [3].

– 46 proc obywateli wskazałoby na karcie wyborczej partie “czwórki do brydża” (PiS – 18 proc, Konfederację Sławomira Mentzena – 11 proc, Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna – 10 proc, zaś Rozwój Plus – 7 proc) oczywiście w sondażu United Surves, który nie uwzględnia partii, co dopiero mają powstać.

Wyniki te, a ściślej ich wzajemne zestawienie – wystarczą, żeby pomysł jedynej słusznej i jednej wspólnej listy wyborczej obozu rządzącego do kolejnego Sejmu – przebić ostatecznie kołkiem osikowym, jak w dawnych czasach nie tylko w Transylwanii czyniono z wampirami oraz innymi szkodliwymi zjawami i fantomami. Bo że nic dobrego z niego nie wyniknie, dostrzeże każdy, kto potrafi liczyć. Na podobne konkluzje naprowadza nas również niedawne doświadczenie najnowszej historii.

Koalicja 15 Października rządzi od prawie trzech lat Polską właśnie dlatego, że przed tą wyborczą datą z 2023 r. nie powstała jedyna słuszna wspólna lista pod batutą Donalda Tuska, o którą apelowały wtedy aż do granic histerii “Gazeta Wyborcza” i TVN. Liderzy sojuszniczych partii presji nie ulegli. Wystartowali osobno. A wynik pokazał, że to oni mieli rację. Najlepszy rezultat odnotowało wprawdzie Prawo i Sprawiedliwość, ale było to zwycięstwo pyrrusowe. Wprawdzie to Koalicja Obywatelska zajęła drugie miejsce, jednak kluczowy dla możliwości stworzenia koalicji rządzącej okazał się dobry wynik Trzeciej Drogi (porozumienia Polskiego Stronnictwa Ludowego z formacją Szymona Hołowni), a rządową większość uzupełnia dzisiaj 21 posłów z Nowej Lewicy od Włodzimierza Czarzastego.

Stłucz pan termometr, nie będziesz miał gorączki

Stłucz pan termometr, nie będziesz miał gorączki – mówił u zarania transformacji ustrojowej Lech Wałęsa do Andrzeja Wielowieyskiego. Pierwszy optował za podziałem historycznego obozu Solidarności, drugi skłaniał się raczej ku powołaniu na jej bazie monopartii “etosowej” zarządzanej przez dotychczasowych doradców Związku.

Badania opinii publicznej pozostają swego rodzaju termometrem. Który sam wprawdzie nie wyleczy, ani nie orzeknie co nam dolega, ale ostrzeże, że coś jest nie tak.

Doskonale pamiętam, jaką furię, kiedy tworzyła się poprzedniczka obecnej KO, Platforma Obywatelska (2000/1 r.) wywołało zamieszczenie przez nas na czołówce “Życia” Tomasza Wołka (drugiej wtedy gazety w kraju, nie mającej nic wspólnego z późniejszym kalekim półproduktem Pawła Fąfary o tym samym tytule) przyciągającej wzrok grafiki, w której gotowość głosowania na nową formację, kiedy się już wyłoni, zmierzoną w jednym z sondaży, zestawiliśmy z poparciem dla istniejących partii w innym badaniu.

Baronowie i mandaryni z Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności, po 1997 r. współrządzący, a także związany wtedy z Marianem Krzaklewskim, a później Jarosławem Kaczyńskim jako doradca socjolog Tomasz Żukowski co chodził po Warszawie i gdzie mógł tam na nas pomstował – odsądzali nas wówczas od czci i wiary, zarzucali manipulację lub amatorszczyznę. Wbrew tym utyskiwaniom, nasza ekspresyjna grafika niemal dokładnie zapowiedziała tendencję, jakiej ukoronowanie przyniosły wybory jesienią 2001: jak pamiętamy do kolejnego Sejmu PO weszła jako druga po Sojuszu Lewicy Demokratycznej siła polityczna, a dla AWS i UW w ogóle tam miejsca zabrakło.

W nakręconym niewiele wcześniej w Stanach Zjednoczonych filmie “Barwy kampanii” [4], w trakcie trasy wyborczej kandydat demokratów na prezydenta wyrzuca przez okno jadącego samochodu telefon komórkowy, bo dopiero co odebrał za jego pośrednictwem niedobre wiadomości. Kawalkada aut się zatrzymuje i sztabowcy szukają w nocy po lesie potraktowanego w ten sposób aparatu. Dziś nikt nie poszukiwałby komórki w podobny sposób, stały się wystarczająco mało kosztowne, by jednym egzemplarzem sobie głowy nie zawracać. Inaczej ma się sprawa z wynikami badań opinii publicznej. To nie są tanie rzeczy. Ale naprawdę wiele użytecznych wniosków uda się z nich odczytać. 

[1] sondaż UCE Research dla Onetu z 14-16 sierpnia 2026

[2] badanie United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski z 7-9 sierpnia 2026

[3] sondaż SDW Research z 25=26 listopada 2025

[4] Barwy kampanii. Film fab. prod. USA z 1998 r, reż. Jack Nichols, wyk. m.in. John Travolta i Emma Thompson

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here