To stanowisko jej się po prostu należało… Podobnie jak kiedyś jej ministrom drugie pensje ukryte pod maską nagród. Zagadki nie stanowi fakt, dlaczego Beata Szydło po raz wtóry nie została wybrana nawet na skromną funkcję przewodniczącej komisji zatrudnienia europarlamentu – tylko z jakiego powodu wystawiła się na pośmiewisko, ponownie kandydując.

Co łączy Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka z parlamentarzystami ze Strasburga? To, że w ostatnich dniach zarówno twórca Radia Maryja jak eurodeputowani przekazali poważne ostrzeżenie ekipie rządzącej Polską. Ojciec Rydzyk spytał retorycznie co to za dobra zmiana, gdy w telewizji publicznej pokazuje się i upowszechnia złe wzorce. Utrudni tym zapewne Danucie Holeckiej powoływanie się na Pana Boga w kontekście bólu własnego zęba, co zestawiana z północnokoreańskimi prezenterkami gwiazdeczka TVP praktykuje w mediach lifestylowych.

Z kolei europarlamentarzyści – utrącając dwukrotnie kandydaturę Beaty Szydło na funkcję szefowej komisji zatrudnienia i spraw socjalnych wskazali, że nie akceptują podejścia do praworządności za jej czasów. To z kolei nie ułatwi politykom PiS mnożenia zapewnień, że nie zamierzają wyprowadzać Polski z Unii Europejskiej. Ale najbardziej – powtarzania sloganów o wstawaniu z kolan. Bo właśnie zostali rzuceni na oba…

W obu wypadkach – co znaczące – chodzi o wartości. I zgodną opinię, że PiS ich nie przestrzega, chociaż krytycy wyznają je różne. Ale w ocenie się spotykają. A znane polskie przysłowie stwierdza, że jeśli dwóch mówi to samo, to nie jest to już to samo… Ojciec Tadeusz zwrócił uwagę na ostentacyjną niemoralność telewizji Jacka Kurskiego i schlebianie przez nią najniższym gustom. Nie chodzi tylko o chleb – wskazał. Eurodeputowani zaś blokując kandydaturę Szydło skarcili jej zaplecze za obłudę. Pamiętają przecież, kto wystawiał unijną flagę za drzwi premierowskiej kancelarii, żeby potem, już w kampanii ogłaszać Polskę sercem Europy, co zresztą stanowi plagiat z Normana Daviesa, skądinąd przeciwnika rządów dobrej zmiany. Oceniając predyspozycje Szydło na jej niedoszłe stanowisko warto pamiętać, że w czasie sejmowego protestu niepełnosprawnych odbywała wycieczkę z flisakami po Dunajcu, zaś o jej aktywności w roli wicepremier od spraw społecznych nawet zwolennicy PiS niewiele potrafią powiedzieć.

Pojawia się też pytanie, kogo PiS zamierza jeszcze sobie zrazić w najbliższym czasie. W Ameryce też dobrej zmiany nie cenią, skoro w trakcie poprzedniej wizyty siedzący a nawet wręcz rozparty w fotelu Donald Trump kazał umowę podpisywać Andrzejowi Dudzie na stojąco, a po ostatniej jego w Białym Domu bytności odesłał go z niczym, jeśli nie liczyć paru propagandowych komunałów. Jeśli uznać, że prezydentowi pozostają Chiny – warto pamiętać, że głównym akordem jego tam wizyty okazał się spacer po Wielkim Murze, a tyle potrafi każdy turysta odwiedzający Państwo Środka. Z kolei marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapewne najlepiej czuł się na Białorusi, skoro ogłosił Aleksandra Łukaszenkę ciepłym człowiekiem, tyle że w ślad za tym komplementem nie poszły ułatwienia dla polskich przedsiębiorców za Bugiem.

Zezowate szczęście PiS…

A przecież politycy dla PiS miarodajni, ale też uchodzący za dobrze poinformowanych i w świecie bywałych, a w europejskich sprawach kompetentnych – jak Ryszard Czarnecki i Jan Dziedziczak – sugerowali wcześniej, iż przedstawiciele rządzącej ekipy obejmą rychło wysokie stanowiska międzynarodowe, że to już w unijnym koncercie uzgodnione.

Na razie udało się to Ewie Kopacz, która została wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Odrzucono za to kandydaturę Zdzisława Krasnodębskiego na to samo stanowisko, jako jedną z zaledwie trzech, pozostałych czternaście akceptując! W sytuacji, gdy Donald Tusk wciąż sprawuje prestiżową funkcję prezydenta zjednoczonej Europy – dwoje najbardziej znienawidzonych przez PiS i Kaczyńskiego osobiście polityków akurat za rządów „sekty smoleńskiej” w kraju piastuje najbardziej eksponowane stanowiska międzynarodowe. Można więc mówić o zezowatym szczęściu PiS.

…a Kaczyński w roli Piszczyka

Na razie Jarosław Kaczyński, już przed 60 laty znany jako obiecujący aktor dziecięcy za sprawą ekranizacji „O dwóch takich, co ukradli księżyc” Kornela Makuszyńskiego – perfekcyjnie odegrał rolę Jana Piszczyka, heroikomicznego bohatera książki Jerzego Stefana Stawińskiego i filmu Andrzeja Munka. Pasuje mu ta rola.

Zagrany znakomicie przez Bogumiła Kobielę Piszczyk gdy znajdzie się w trakcie konkurencyjnych manifestacji między dwoma wrogimi grupami, na zmianę wznosi okrzyki: „Wodzu na Kowno” oraz „Żydzi na Madagaskar”. Nie zapobiegnie to – jak pamiętamy – pobiciu bohatera przez policję i utraty przez niego obiecującej posady korepetytora. Kaczyński również w kraju próbował uchodzić za nacjonalistę („Pan Roman” Dmowski przewraca się w grobie, chciałoby się dodać, bo zapewne on by lidera PiS nie wpuścił nawet do przedpokoju), a za granicą za zwolennika wspólnej Europy. Z podobnym jak widać skutkiem.

Dlaczego jednak nie zapobiegł fatalnemu powtórnemu kandydowaniu Szydło na przewodniczącą komisji zatrudnienia, kompromitującemu dla obozu dobrej zmiany, bo walkę o tak skromną przecież posadę była premier ponownie przegrała pozostając… jedyną kandydatką, co już zakrawa na upokorzenie?

To proste, Kaczyński nie chce, żeby Szydło za bardzo mu urosła. Partię PiS traktuje przecież jak swoją własność prywatną, wyszło to na jaw w rozmowach z austriackim biznesmenem Birgfellnerem. To Kaczyński wyniósł kiedyś Szydło na szczyty polityki, czyniąc ją premierem w nagrodę za zwycięsko poprowadzoną kampanię prezydencką Andrzeja Dudy. Później również on ją pognębił, zastępując byłym doradcą Tuska Mateuszem Morawieckim. Teraz wbiła się w pychę, gdy uzyskała pół miliona głosów w okręgu małopolsko – świętokrzyskim. Również w europarlamencie bez końca posługiwała się tym argumentem. Nikogo to nie obeszło. A Kaczyński nie potrzebuje polityków pewnych siebie, tylko posłusznych. W planach sukcesji w partii byłej premier nie uwzględnia. Tak czy owak – to jednak ich wspólna porażka.

Niedawni zwycięzcy wyborów do Parlamentu Europejskiego zostali surowo sprowadzeni na ziemię zgodnie niemal przez Toruń i Strasburg. Im z pewnością nie da to do myślenia, upojeni władzą i prowadzeniem w sondażach pozostają w amoku. Ale ich wyborcom – powinno. Obojętne, z którym z tych miast czują się bardziej związani.

Więcej o PiS:

Czytaj teksty Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here