Telewizje w ręce polityków

1
199

Polsat i zaskakujący powrót, TVN i obcy oligarchowie, a w tle oddanie RTL-owi Dwójki TVP 

Nie stwarza się już nawet pozorów. Do władz prywatnej telewizji Polsat powrócił po 31 latach i to w roli członka zarządu nadzorującego informację i publicystykę Wiesław Walendziak, w 2001 r. wybrany do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. To tak, jakby przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji został ponownie Marek Markiewicz, który przed trzydziestu laty podpisał Polsatowi koncesje na nadawanie programu ogólnopolskiego – zauważa obeznana z tematem ekspertka medialna. Aż się prosi o inne porównanie, już moje własne: to sytuacja podobna, jakby premierem została znów Hanna Suchocka pełniąca ten urząd w latach 1992-93. Skoro wracamy do rozwiązań z początku transformacji ustrojowej, to może stąd płynąć wniosek, że w sferze mediów się ona nie powiodła.  

Zarazem wobec planów sprzedaży przez amerykańskiego właściciela Warner Bros. Discovery przed groźbą wrogiego przejęcia staje teraz inna prywatna TVN, do  której zakupu przymierzają się prawicowi oligarchowie węgierscy oraz włoscy (Pier Berlusconi, syn byłego premiera Silvia). Zaś w kręgu publicznej TVP pojawiają się koncepcje wyczarterowania jej programu 2. największej prywatnej telewizji niemieckiej RTL, należącej do grupy formalnie zarejestrowanej w Luksemburgu. Wstępem do tego stać się ma wyprowadzenie Panoramy z Dwójki, żeby z programem informacyjnym przy podobnym przekształceniu nie było kłopotu, skoro jego nadawania dotyczy oblig ustawowy.

Zacne wzorce i smutna praktyka czyli demokracja sama się nie obroni

Ustawę o radiofonii i telewizji, wzorowaną na najlepszej na świecie francuskiej, uchwalił Sejm z solidarnościową jeszcze i pochodzącą z wolnych wyborów większością w 1992 roku. To na jej podstawie KRRiT w rok później wskazała na prezesa TVP dotychczasowego dyrektora generalnego stacji Polsat stanowiącej własność Zygmunta Solorza – Wiesława Walendziaka. Urzędowanie w biurowcu na Woronicza objął on w 1994 r, tym samym, gdy Polsat uzyskał od KRRiT pierwszą koncesję na nadawanie programu ogólnopolskiego dla prywatnej stacji. 

Po tej decyzji prezydent Lech Wałęsa odwołał Marka Markiewicza z funkcji przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Na zaproszenie Solorza ten sam Markiewicz prowadził później w Polsacie program i z tego żył. Zaś Walendziak prezesował TVP aż do 1996 roku. Już w rok  później został posłem z listy Akcji Wyborczej Solidarność, gdzie wsławił się protegowaniem Telewizji Familijnej,  która miała powstać w oparciu o dotacje, do których nakłaniano wielkie spółki Skarbu Państwa.

Okazała się największą w historii całej transformacji ustrojowej klapą medialną. Pomimo to Walendziak przeskoczył zręcznie na pokład PiS, skąd ponownie uzyskał w 2001 r. mandat poselski. Zrezygnował z niego w trakcie kadencji z powodu perturbacji w życiu osobistym. Potem zaś pracował dla oligarchy Ryszarda Krauzego jako wiceprezes funduszu inwestycyjnego Prokom Investments S.A. w latach 2005-13. Jak już dzisiaj wiemy,  biznesowe imperium Krauzego upadło, pomimo znakomitych kontaktów ze światem polityki, o które zabiegał jego założyciel.

Teraz Wiesław Walendziak wchodzi do zarządu Polsatu, w którym zasiadają również Edward Miszczak, Adam Nawe, Janusz Pliszka i Katarzyna Wyszomirska-Wierczewska, a prezesem pozostaje Piotr Żak,  syn Solorza [1]. O sporze w rodzinie pomiędzy Solorzem i jego czwartą żoną Justyną Kulką a trójką dzieci właściciela i jego rozlegle politycznym tle pisała szczegółowo na łamach PNP 24.PL Beata Mikluszka [2].          

Powszechne oburzenie wywołało powołanie po wyborach w 2015 r. przez pisowską Radę Mediów Narodowych na stanowisko prezesa TVP byłego posła i eurodeputowanego PiS Jacka Kurskiego. W trakcie jego siedmioletnich rządów potwierdziły się najgorsze obawy, związane z zawłaszczaniem dotychczasowej telewizji publicznej przez polityków. Zwalniano masowo dziennikarzy identyfikowanych z marką firmy, odeszły wtedy m.in. Justyna Dobrosz Oracz i Dorota Wysocka-Schnepf. Programy informacyjne i publicystyczne stały się tak jednostronne, że porównywano je z okresem obowiązywania stanu wojennego. Gwiazdami zostały przy tym: niedawna kandydatka Leszka Millera na prezydenta Magdalena Ogórek oraz prezenterka kojarzona m.in. z czasem dominacji SLD w TVP, Danuta Holecka. Kurski w podejściu do podwładnych premiował bowiem dyspozycyjność polityczną a nie rodowód ideologiczny.    

 Moralność Kalego

Pytanie, czy obecna, związana z problemami właścicielskimi firmy, nominacja Walendziaka wzbudzi w środowiskach demokratycznych podobny sprzeciw, co niegdyś oddanie TVP w ręce  Kurskiego z fatalnym jak nigdy wcześniej skutkiem. Nawet jeśli pojawi się argument, że Polsat stanowi własność prywatną, warto mieć na względzie, że działa na podstawie koncesji, udzielonej przez konstytucyjny organ państwa, jakim pozostaje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Stanowi też efekt pracy i wysiłku licznego zespołu, który od początku budował pierwszą komercyjną stację w Polsce. Większość tych ludzi od dawna znajduje się już poza firmą, przez nich zbudowaną.

Wraz z destrukcją Polsatu i groźbą przejęcia TVN przez oligarchów włoskich lub węgierskich, być może za rosyjskie pieniądze – wali się zwolna w gruzy ład medialny określony przez ustawę z 1992 r, eksperyment z telewizją publiczną z lat 1994-2015 oraz ogólnopolskie koncesje Polsatu (1994 r.) i TVN (1997 r.). Wpisują się w to również plany wydzierżawienia programu II TVP komercyjnemu niemiecko-luksemburskiemu RTL, o których w biurowcach przy Woronicza mówi się wprawdzie nieoficjalnie ale coraz głośniej. Nie wróżą nic dobrego. Raczej rozbiór tego, co ze względu na datującą się od ponad 70 lat tradycję śmiało nazwać można dobrem ogólnonarodowym.

Politycy od początku wywierali presję na wszystkie liczące się telewizje w Polsce. Nowym elementem okazuje się fakt,  że po 15 października, mimo masowej jak nigdy frekwencji wyborczej – sytuacja nie tylko nie uległa poprawie, ale pojawiają się wciąż nowe zagrożenia.

Biznesmeni od polityki i dziennikarze

Na początku mocny wpływ na Polsat wywierało środowisko “pampersów”, zarówno wcześniej jak później aktywne w TVP: Wiesław Walendziak, zanim u Solorza został dyrektorem, prowadził na najstarszej polskiej antenie swój program “Bez znieczulenia”. Jarosław Sellin, później rzecznik rządu Jerzego Buzka, kierował w Polsacie informacjami. Po latach został posłem PiS, podobnie jak Joanna Lichocka, reporterka prowadząca też programy publicystyczne Polsatu. W Polsacie stawiała pierwsze zawodowe kroki Dorota Gawryluk, teraz uznawana za jedną z promotorek propisowskiego zwrotu stacji a także… masowych zwolnień tych, co siłę Polsatu budowali. 

Zaś kiedy jeden z liderów Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Ryszard Czarnecki wraz z całą partią przepadł w 1993 r. w wyborach i mandatu nie zdobył, posadę w redakcji katolickiej zaoferował mu Solorz. O Czarneckim wiadomo już, że na pewno do Polsatu nie wróci, chociaż europarlamentarzystą PiS zostać mu się po raz szósty nie udało, bo jego rozliczenia poselskie stały się przedmiotem śledztwa.  Za to niewykluczony wydaje się powrót Bogusława Chraboty,kiedyś dyrektora u Solorza, później naczelnego “Rzeczpospolitej”, co stracił tę ostatnią posadę na fali zmian po wyborach z 15 października ub. r. Zastąpił go Michał Szułdrzyński.

Pomimo wszelkich presji, Polsatowi jeszcze w latach 90. powiodła się rzecz niemożliwa. Siłami niespełna trzystu osób (nigdy więcej tam nie pracowało) udało się stworzyć konkurencję dla telewizji publicznej,  mającej kilka tysięcy pracowników etatowych. Wysoką markę zyskały sobie informacje i publicystyczne “Graffiti”. Zarówno niezależnością jak kwalifikacjami dziennikarskimi wyróżniali się wówczas Wojciech Szeląg, Artur Tamborski, Beata Mikluszka, Ina Boruszewska czy Jolanta Brudzińska. 

W praktyce rzecz wyglądała tak, że jedna czy dwie ekipy zdjęciowe Polsatu przyjeżdżały do Sejmu a po powrocie do stacji osiągały efekt porównywalny nierzadko na korzyść z pracą sześciu czy siedmiu załóg TVP. 

Po nakręceniu reportażu o sytuacji Stoczni Gdańskiej, dokąd wkroczył wtedy syndyk masy upadłościowej, Beata Mikluszka z własnej a nie szefów inicjatywy przeprowadziła wywiad z Lechem Wałęsą, który w trakcie rozmowy przyznał, że   pomylił się, gdy wcześniej rzucał jej stacji kłody pod nogi [3]. Z pewnością deklaracja ta raczej ułatwiła  a nie utrudniła Zygmuntowi Solorzowi robienie dalszych interesów, od dawna nie ograniczających się do sektora mediów.  

W rankingach bezstronności Polsat nawet teraz, choć trawiony kryzysem, dystansuje konkurentów, co stanowi głównie zasługę tamtej dawnej załogi. Za jej sprawą wolne media w Polsce stały się faktem a nie sloganem, podobnie – skoro o Stoczni Gdańskiej była niedawno mowa – dyktatura proletariatu z robotniczej piosenki o 1980 r.

Podobnie TVN dobrze zapisała się w dziejach polskiej demokracji, ujawniając za pierwszych rządów PiS korupcję polityczną, udokumentowaną w rozmowie Adama Lipińskiego z  posłanką Samoobrony Renatą Beger, sprowadzającej się do oferowania stanowisk w odpłacie za poparcie. Nie podważa tej zasługi TVN późniejszy atak na Karola Wojtyłę na podstawie wątłych papierów dawnej komunistycznej służby bezpieczeństwa ani niedawne gorszące lansowanie w programie “Królowe życia” skazanej za zachowania przemocowe byłej właścicielki agencji towarzyskiej. Teraz jednak problemem dla TVN okazuje się nie rachunek sumienia, lecz groźba przejęcia przez włoskie MFE (dawny Mediaset Piera Berlusconiego) lub węgierskie TV2 Media związanego z Viktorem Orbanem oligarchy Jozsefa Vidy [4].

Przestrzeń swobody dla mediów w Polsce, wbrew masowemu werdyktowi wyborców z 15 października, kurczy się w alarmującym tempie.                   

[1] Beata Zatońska. Były prezes TVP w zarządzie Polsatu Dziennik.pl z 29 października 2024

[2] PNP 24.PL z 1 października 2024  

[3] Wywiad Beaty Mikluszki z Lechem Wałęsą, Polsat 13,04,1997, You Tube https://www.youtube.com/watch?v=uasVLNakeFk

[4] por. PNP 24.PL z 19 sierpnia 2024 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here