To już wynik, a nie sondaż

0
76

Wysoka frekwencja pokazała, że Polacy po raz kolejny wykazali się nie tyle wyrozumiałością wobec polityków, którzy odpowiadają za nudną a przy tym agresywną kampanię przed wyborami – co zaimponowali poczuciem odpowiedzialności i roztropnością. Bo chociaż uprawnienia prezydenta nie są zbyt rozległe, dotyczą dziedzin, które nas niepokoją i trapią najbardziej: obronności i polityki międzynarodowej. Zapewne dlatego dwie trzecie z nas uznało, że warto do urn się udać.

Nikła. przewaga w exit polls  Rafała Trzaskowskiego (31,36 proc) nad Karolem Nawrockim (29,54 proc) przy dobrych wynikach wielu pretendentów deklarujących się jako oponenci Koalicji 15 Października jak Sławomir Mentzen  (14,81 proc), Grzegorz Braun (6,34 proc) czy Adrian Zandberg (4,86 proc) nie czyni wcale zwycięzcy w 1. turze faworytem drugiej. Porażka Szymona Hołowni (4,99 proc poparcia) zwłaszcza z Braunem upokarza marszałka Sejmu, a ta Magdaleny Biejat (4,23 proc) z Zandbergiem stwarza wielki problem typowanemu przez rządzących na kolejnego marszałka Włodzimierzowi Czarzastemu. Hołownię może pogrzebać natychmiastowe i bezwarunkowe przekazanie miliona głosów, jakie na niego oddano, Trzaskowskiemu. Wyborcy podobnego handlu nie lubią.

Wielkiej sensacji nie było, do drugiej tury weszli kandydaci obu partii władzy, obecnej i poprzedniej, chociaż ich przewaga nie okazała się przygniatająca. Wynik pierwszej rundy pokazuje, że wielu z nas nie kierowało się podszeptami mediów głównego nurtu ani sondażami lecz własnym rozeznaniem.

Pozostaje mieć nadzieję, że wyborcy wyeliminowanych już kandydatów wezmą również udział w rozstrzygającej fazie głosowania. Innej dobrej możliwości, żeby mieli wpływ na los Polski, nie widać. Minął bowiem czas protestów społecznych i wielkich ruchów masowych.

Odczuliśmy to również w tegorocznej kampanii, kiedy to NSZZ “Solidarność”, a ściślej resztówka dumnego i niegdyś skutecznego Związku, wyprzedając to, co pozostało z własnego mitu, pospiesznie i blankietowo poparła pisowskiego kandydata “obywatelskiego” Karola Nawrockiego, który nie tylko nie objawił realnego zrozumienia dla interesów pracowniczych, ale jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej szpetnie sekował swojego podwładnego Michała Siedziako za napisanie rzetelnej biografii  legendarnego przywódcy szczecińskiej Solidarności z czasów, kiedy to słowo często bez cudzysłowu się pisało – Mariana Jurczyka. Zaś miernikiem wrażliwości społecznej pisowskiego pretendenta do pierwszej funkcji w państwie pozostaje sposób, w jaki potraktował seniora, któremu odebrał kawalerkę i pomimo złożonej obietnicy opieki odesłał go do domu starców. 

Największe obciążenie obozu Rafała Trzaskowskiego, sprawa udziału Akcji Demokracja, której prezes Jakub Kocjan ma zdjęcie z prezydentem stolicy, w aferze produkcji nielegalnych, bo finansowanych poza krajowymi rozliczeniami internetowych reklam wyborczych – pokazuje dobitnie i niezbicie, że dawnej roli wielkich ruchów społecznych nie przejmą wcale, jak do niedawna naiwnym wmawiano, organizacje pozarządowe. Bo do tej przecież kategorii zalicza się właśnie Akcja Demokracja, której metody – choć wciąż próbuje się wyłgać – wzbudzają powszechne obrzydzenie. Zwłaszcza, że mogą dać pretekst do unieważnienia wyborów. Z korzyścią nie dla Polski przecież.

Głosować będziemy jednak 1 czerwca nie dla przebiegłych związkowców, ze składkowych pieniędzy opłacających pięciocyfrowe rachunki w modnych restauracjach, gdzie biesiadują, dzieląc już obiecane przez PiS w zamian za poparcie, miejsca w radach nadzorczych. Nie pójdziemy do urn dla samozwańczych obrońców demokracji, którzy nie wiadomo, czy Trzaskowskiemu pomagają czy szkodzą, pewne tylko, że musi się z ich niegodziwości tłumaczyć, choć nie wiemy nawet, czy o nich wiedział.

Nie głosujemy również dla polityków, którzy – z dwoma głównymi kandydatami włącznie, w tej kampanii, chociaż jeszcze się nie skończyła, zdążyli już popełnić wszelkie możliwe błędy. Mankamentów przekazu Trzaskowskiego nie będę po raz wtóry wyliczał, zręcznie wypunktował je już na łamach PNP 24.PL strateg polityczny i dawny współtwórca sukcesów mec. Jana Olszewskiego, Andrzej Kieryłło, wykazując zarazem, co i w jaki sposób da się jeszcze poprawić przed drugą turą. Zaś sztab Trzaskowskiego, widząc nieskuteczność dotychczasowych metod, w pewnym momencie wybrał narrację monotematyczną, skupiając się na kawalerce Nawrockiego. Tym samym podjął ryzyko, że nie tylko jej opinia publiczna zacznie mieć dosyć, ale również kampanii, wszystkich polityków i samych wyborów.

Własnej, w miarę spójnej opowieści o Polsce, nawet takiej, z którą można by się nie zgadzać, nie przedstawił także Nawrocki. Jego przekaz w niczym nie odbiegał od oczekiwań wspierającego go ugrupowania politycznego.

Sławomir Mentzen, dopóki objawiał urok nowości, ściągał zaciekawione tłumy na wiece w małych miastach. Gdy spowszedniał, okazało się, że wygaduje androny, czasem wobec innych okrutne i obraźliwe, jak twierdzenie, że gwałt wiąże się z pewną nieprzyjemnością. Wtedy tłumy się przerzedziły.

Paru kandydatów toczyło walkę nie o nieosiągalną dla nich prezydenturę, lecz przyszłość swoich formacji. O to, czy lewica będzie ideowa jak chce Adrian Zandberg, czy nadal postkomunistyczna, ku czemu prowadzi Magdalena Biejat jako nominatka Włodzimierza Czarzastego. Szymon Hołownia testował dalsze możliwości projektu Trzeciej Drogi.

Wszystko to odbiło się na wyniku wyborczym, który o niczym jeszcze nie rozstrzyga w kluczowej kwestii prezydentury. Tyle, że to już nie prognoza, lecz rezultat głosowania powszechnego. O wyborze prezydenta zdecydujemy my sami, nie szefowie instytutów demoskopijnych, media głównego nurtu ani nawet społeczne autorytety. A tym bardziej nie służby specjalne ani autorzy nielegalnych reklamówek. 1 czerwca mieć będziemy w ręku niezawodne narzędzie: kartę wyborczą.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here