TVP: przejęcie wrogie czy przyjazne

0
264

Co czwarty wyborca, który poparł 15 października ub. r. obecną większość rządzącą, nie aprobuje sposobu przejęcia przez nią TVP z użyciem likwidatora – wynika z niedawnego sondażu SW Research [1].

Jak się jednak wydaje, Polacy ocenią tę operację po jej owocach. Pewne okazuje się jedno: nie ma mowy o blankietowym dla niej poparciu.

Na tworzące dziś “koalicję 15 października” formacje zagłosowało tego dnia prawie 54 proc Polaków, podczas, gdy przejęcie mediów państwowych (TVP, Polskiego Radia i PAP) popiera 41 proc z nas. Przy czym, co może dziwić, przeważają w tej grupie osoby starsze. 35 proc badanych nie odpowiada likwidacja spółek, zarządzających mediami, które za rządów PiS nazwano “narodowymi”, czyli wariant wprowadzony w życie na polecenie premiera Donalda Tuska decyzją ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza. 

Nadawaniem programu nie zajmują się, co oczywiste, osobiście. Likwidatorem został Daniel Gorgosz, przed epoką Jacka Kurskiego pracujący już na kierowniczych stanowiskach w TVP, zaś powołany wcześniej na prezesa (bo przejęcie telewizji dokonało się w dwóch ruchach: poprzez zmiany personalne i późniejszą decyzję o likwidacji spółki) Tomasz Sygut występuje teraz jako dyrektor generalny. 

Wcale nie polityka zdecyduje

Nazwę dotychczasowych “Wiadomości” zmieniono na najbardziej neutralną: “19,30” od niezmienianej od kilkudziesięciu lat pory nadawania głównego programu informacyjnego. Dawny “Dziennik TV” został “Wiadomościami” za rządów Tadeusza Mazowieckiego w kraju oraz rusycysty Andrzeja Drawicza w Radiokomitecie, zastępcą tego ostatniego ds. telewizji został wtedy dawny działacz nurtu niepodległościowego Jan Dworak. Nie wiązało się to od razu wówczas ze zmianą jakościową, na którą przyszło poczekać: niedawno Andrzej Bober autor kultowego niegdyś programu “Listy o gospodarce” przypomniał w wywiadzie dla Onetu, jak w tamtych czasach dyrektorem programowym telewizji mianowano Marka Tumanowicza, wcześniej znanego w roli spikera w mundurze wojskowym ze studia dziennika stanu wojennego [2].

Teraz na antenę po krótkiej przerwie powróciło również TVP Info, bez zmiany nazwy. Teleexpress prowadzi po ponad siedmiu latach przerwy znowu Maciej Orłoś. Wydanie z 4 stycznia obejrzało 2,2 mln widzów, więcej, niż miały ich Wiadomości za pisowskich czasów. Większy kłopot z gwiazdami a raczej ich brakiem da się zauważyć o 19,30. Marek Czyż, niegdyś nieformalny adiutant Kamila Durczoka nie wzbudza entuzjazmu, lepsze już recenzje zbiera prezenterka Joanna Dunikowska-Paź. Zaś zniknięcie z ekranu Danuty Holeckiej oraz jej młodszej naśladowczyni Marty Kielczyk, która jeszcze w czasie wspólnej pracy w Wiadomościach szokowała mnie tendencją do nagminnego mijania się z prawdą nawet w drobnych sprawach – to za mało, żeby się programem informacyjnym zachwycać. Daje temu wyraz w mocno cierpkiej ocenie “19,30” prawnik prof. Marcin Matczak, którego jako wieloletniego krytyka łamania praworządności przez poprzednio rządzących trudno o sympatię dla pisowskiej ekipy podejrzewać [3].

Nie tylko polityka decyduje o ocenie nowej, odmienionej telewizji. Program stwarza wrażenie minimalistycznego, poniekąd z konieczności. Po prostu jakby na lepszy obecna ekipa nie umiała się zdobyć. Zwłaszcza gdy ogląda się “19,30” ma się wrażenie, że sprawniejsi od gospodarzy studia i autorów materiałów dziennikarze odmówili propozycjom Tuska. Sienkiewicza, Syguta czy kto tam jeszcze akcję werbunkową prowadził. 

Dla Tuska czy telewidza

Chociaż wcale nie debiutanci robią flagowy program informacyjny, gołym okiem widać brak wyczucia, które kształtuje się w wieloletniej interakcji z widzem, opartej na minimum wzajemnego szacunku. Całkiem zanikła ta empatia przez osiem lat prezesury Jacka Kurskiego, ale wcześniej przez ćwierćwiecze zaznaczała się mocno i rzutowała na podtrzymanie  wieloletniego przyzwyczajenia telewidzów włączania o 19,30 telewizora bądź z czasem laptopa nastawionego na odbiór codziennej porcji informacji. 

Mniejsza o tendencję polityczną, która wciąż się zaznacza czy o niefortunne próby nie tyle naśladowania co małpowania TVN. Emisja niezłego zresztą warsztatowo materiału Małgorzaty Wiśniewskiej o amputacji piersi akurat w wieczór Trzech Króli pokazuje, że dla decydentów z “19,30” widz wydaje się najmniej ważny. Nie puścilibyśmy przecież we Wszystkich Świętych tematu o klubach i dyskotekach, chociaż dwa dni wcześniej bądź później z pewnością by nie raził. To nie polityka buduje więź z telewidzem. Tylko przekaz, że traktuje się go poważnie. Nawet jeśli nie żyje się już z abonamentu tylko z dotacji, warto pamiętać, że i one z kieszeni obywatela jako podatnika pochodzą.

Już inauguracyjne wydanie “19,30” z 21 grudnia ub. r. nie tylko nie porywało, ale układ informacji i sposób ich podania mógł posłużyć za materiał poglądowy na studiach dziennikarskich jako ilustracja niedociągnięć i fałszywych redaktorskich decyzji. Wiadomość dnia, o masakrze dokonanej w Pradze Czeskiej przez szaleńca, nie znalazła się na pierwszym miejscu serwisu lecz w jego piętnastej minucie. Najwięcej uwagi zespół poświęcił samemu sobie – w pierwszym i ostatnim materiale – co źle wróży na przyszłość. “Belki” z podpisami okazały się widać wadliwe, skoro ukazują się ucięte kosztem pierwszych liter nawet na ekranach dobrych odbiorników nowej generacji.  

Oglądalność z ciekawości… ale nie w nieskończoność

Pierwsze wydanie “19,30” obejrzało jednak 4,5 mln. widzów, ponad dwa razy więcej niż wynosiła oglądalność głównych “Wiadomości” za Mateusza Matyszkowicza, następcy Kurskiego w fotelu prezesa TVP. Przed telewizorem, żeby obejrzeć pierwszych sześć wydań “19,30” zasiadało średnio 2,74 mln Polaków, podczas gdy “Fakty” TVN miały wtedy 2,35 mln publiczności, zaś “Wydarzenia” Polsatu 1,95 mln.

Zapewne większość włączyła telewizory z ciekawości, a nie przeświadczenia, że odtąd już będzie to czynić codziennie. Daje to nowej ekipie bonus, którego wcale nie potrafi wykorzystać. “19,30” stać się mogłyby oknem wystawowym zmiany w TVP, ale tylko przy założeniu, że jej wykonawcom w ogóle zależy na tym, żeby została dobrze przyjęta. I potrafią sobie dobrać ludzi, którzy również to rozumieją. Niestety wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Do konfuzji natury ideowej – mowa o poczuciu, że Koalicja Obywatelska działa w tej sprawie, nawet jeśli cel jest zacny – całkiem jak PiS przed laty, dochodzi wrażenie nikłego profesjonalizmu jej beneficjentów.  

Za sprawą błędów i usterek warsztatowych ale przede wszystkim przygnębiającego braku polotu zespół “19,30” traci niepowtarzalną szansę stopniowego przekonania widza, że zmiana w TVP, tak kontrowersyjna, nie okaże się wrogim przejęciem, lecz przyjaznym, w jego interesie. Alternatywą dla rozbuchanej perswazyjności przekazu nie mogą stać się… anomia albo zwyczajnie anemia. Bo przekaz wtedy zanika, podobnie jak na ekranach naszych odbiorników w pamiętny grudniowy dzień. 

Za Kurskiego i Matyszkowicza TVP natrętnie i po kibolsku zagrzewała nas do popierania PiS. Ta obecna TVP, likwidatora Gorgosza i dyrektora Syguta, nie umie na na razie zachęcić ani przyzwyczaić nawet do oglądania samej siebie.               

[1] badanie SW Research z 27-29 grudnia 2023 dla “Rzeczpospolitej”

[2] Onet.pl z 6 stycznia 2024

[3] “Gazeta Wyborcza” z 5-7 stycznia 2024

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here